Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

#nieprzerwanepasmosukcesow – ciąg dalszy

Pamiętacie, jak ostatnio opowiadałam, że próbujemy całego możliwego pecha wyczerpać na początku roku? #nieprzerwanepasmosukcesow nadal trwa. Najpierw jedna z firm, z którą dRaiser współpracował, stwierdziła, że nie przedłuża współpracy, więc na gwałt szukaliśmy nowego pracodawcy.
Następnie moja matka oznajmiła, że jednak nie zapłaci za moją poprawkę. Co więcej, oznajmiła to w ostatnim dniu przed wyznaczonym terminem płatności – szkoda, że nie jeszcze z tydzień później, prawda? Po długich rozważaniach, postanowiłam w końcu przerwać tę farsę i dać sobie spokój z idiotycznym kierunkiem. Jak kiedyś odkryję do czego mógłby mi się przydać licencjat, wznowię studia albo zacznę inne. Póki co są ważniejsze rzeczy.
Nowy pracodawca wprawdzie się znalazł, ale pod koniec miesiąca trzeba będzie oddać służbowego laptopa, a to boli bardzo. Nie muszę chyba dodawać, że nie stać nas chwilowo na nowego, a na moim netbuczku, to dRaiser nie popracuje.
Najważniejsze, że się staramy. Szukamy zleceń, poszerzamy umiejętności… byle do przodu.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 19.02.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania #nieprzerwanepasmosukcesow – ciąg dalszy została wyłączona) Posted in Frustracje, praca, studia, życie kota Tagi: ,

Cliche.

Dobry wieczór. Dziś polecimy banałem. Trudno nie zauważyć, że jest Sylwester – ostatni dzień roku. Zwyczajowo czas wielkiej balangi oraz wszelkie rodzaju przemyśleń i podsumowań minionych dwunastu miesięcy. A jaki był ów miniony rok dla Kota? Chyba najbardziej popieprzony, wzbudzający wiele ambiwalentnych uczuć. Zaczął się od wielkiego kaca 1 stycznia po imprezie u znajomej z pracy. Kot wyczołgał się z łóżka koło południa i pierwsze co zrobił, to udał się, cudem powstrzymując mdłości, na noworoczne śniadanie do McDonalda. Potem było tylko gorzej. Zimę Kot przetrwał pijąc gigantyczne (nawet jak na siebie) ilości kawy, oglądając Gilmore Girls (i inne, temu podobne, wytwory), zajadając lody w łóżku i nie opuszczając mieszkania częściej, niż to było konieczne. Chodził na uczelnię, do pracy, masowo odrzucał zaproszenia na imprezy, koncerty, etc., cudem zaliczył sesję zimową, wszystko w pierwszych terminach. Potem coś drgnęło. Po egzaminie pisemnym ze wstępu do literaturoznawstwa wybrał się do Gniazda na koncert Zaprzyjaźnionego Zespołu. Potem chyba nawet ze dwa razy pojawił się w Tavernie. Normalnie, rozkwit życia socjalnego. Szczęśliwie, zima się skończyła a wraz z jej końcem, nastąpiły rzeczy ekscytujące. Na przykład została kociemu działu przydzielona Najcudowniejsza Szefowa, a prywatnie Futrzak wyciągnął Kota na czwartkowe planszówki w Amplitronie, co zdecydowanie odmieniło kocie życie na lepsze. Kot poznał masę fantastycznych, zwariowanych osób, w tym niezawodnego Towarzysza Wojaży Chaosu, Y, zaczął częściej RPGować, imprezować, etc. Dla kontrastu, kocie studia stawały się coraz bardziej męczące i Kot częściej nie pojawiał się na zajęciach bądź na nich spał, niż aktywnie partycypował. O Majówce Chaosu i wszystkim co potem dane było już tutaj przeczytać. Kot zauroczył się Krakowem w zupełnie nowy sposób, sesję letnią zaliczył jeszcze większym cudem niż zimową i zaczęły się wakacje. Życie towarzyskie kwitło radośnie, gorzej z życiem rodzinnym i uczuciowym. Niewątpliwie miniony rok był najbardziej wyjazdowy: majówka w Stryszawie, Gdańsk, Malbork, Łódź, dwa razy Zarzęcin, Lublin, Ogrodzieniec… Również konwentowo przedstawiał się atrakcyjnie. Kot zaliczył warszawską Awangardę, łódzki Polcon i lubliński Falkon. Teraz nie może się doczekać pierwszych przyszłorocznych konwentów. Z drugiej strony przez większą część roku kocie finanse kulały bardziej niż House w najgorszych fazach bólu nogi. Szczęśliwie, na początku wakacji zmienił zatrudnienie na pełnoetatowe i powoli staje na nogi. W wakacje udało się Kotu spełnić, jedno z większych marzeń, mianowicie, wynieść z domu. Przez ok. 3 miesiące zamieszkiwał w małym pokoiku przy Placu Prostytucji. Było… różnie. Są momenty, które wspomina szczególnie pięknie, są takie, które przyprawiają Kota o zgrzytanie zębów. Niewątpliwie było to cenne doświadczenie, które wiele Kota nauczyło. Przede wszystkim, prawdą jest, że nie zna się człowieka naprawdę, dopóki się z nim nie zamieszka. Po drugie, najważniejszą rzeczą przy wynajmowaniu mieszkania jest to, żeby to twoje nazwisko znajdowało się na głównej umowie. Bo ten, kto się na niej znajduje, ma władzę. I co najważniejsze, bez względu na zakończenie całej historii, Kot udowodnił sobie (i nie tylko sobie), że jest w stanie się wyprowadzić z domu i samodzielnie utrzymać. Do tego w mieszkaniu, które bynajmniej nie było tanie. Dzięki temu Kot ma jeden więcej powód do dumy i narcyzmu. Niestety, są też mniej przyjemne konsekwencje. Na przykład taka, że Kot został wywalony Metodą Maciusiową, jednocześnie tracąc osobę, którą uważał za najlepszego przyjaciela. Przy okazji przekonał się o prawdziwości powiedzenia, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Całe wydarzenie definitywnie poprzewracało kocią starannie wypracowaną hierarchię układów międzyludzkich. Kiedy Kot został na lodzie, pomoc przyszła z najmniej oczekiwanych stron (no może poza niezawodnym Y). Przy przeprowadzce pomagał Kotu kumpel, którego Kot zna niecały rok, a widuje średnio raz na trzy tygodnie, w ramię Kot wypłakiwał się Mriji (najcudowniejszej Aktualnej Kobiecie Twojego Byłego Faceta jaką można sobie wyobrazić) oraz współpracownikom, propozycje mieszkaniowe (chwilowo bądź stałe) też dostał od osób prawie że obcych, a niektóre osoby, które Kot uważał za naprawdę bliskie, nawet nie raczyły zapytać, jak się Kot czuje. Jeśli chodzi o samą kwestię mieszkania, Kot uznał, że, raz w życiu, nie będzie niczego robił na gwałt i może wróci na stare śmieci, chociażby po to, żeby podleczyć kondycję finansową i zastanowić się w spokoju, co dalej. Kot zrobił tak między innymi, a może przede wszystkim dlatego, że nie musiał. Mógł wybrać inne rozwiązania, ale to wydało się Kotu najrozsądniejsze. Niestety, co w sumie było do przewidzenia, to co dobre dla finansów, niekoniecznie jest dobre dla psychiki. Kot usilnie starał się przekonać, że nic takiego się nie stało, wszystko jest w porządku, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… I tylko spać w nocy nie mógł, pochłaniał coraz większe ilości kofeiny i opuszczał coraz więcej zajęć. Apogeum nastąpiło w, wspominany wcześniej, czwartek, kiedy poszedł na cytrynówkę do Riviery, skąd następnie, pijany w trzy dupy i zapłakany, uciekał taksówką o drugiej w nocy, dzwoniąc do… no właśnie… Wybór osoby, której Kot pragnął się wypłakiwać w ramię w środku nocy, uświadomił Kotu, jak bardzo in denial Kot był przez ostatni miesiąc i jak bardzo nie OK jest w kocim życiu. I jeszcze nigdy Kot tak się nie cieszył, że ktoś nie odebrał kociego telefonu. Gorzej, gdy następnego dnia osoba oddzwoniła i Kot musiał się tłumaczyć, dlaczego właściwie dzwonił… Efektem owej nocy było podjęcie długo rozważanej decyzji o… wzięciu dziekanki. Kot wreszcie zrozumiał, że nie ma najmniejszej szansy na zaliczenie tego semestru. Kot zasadniczo wychodzi z założenia, że nie ma rzeczy niemożliwych, w cuda się nie wierzy, tylko na nich polega, poza tym zawsze dostaje to, czego chce. Więc tym razem Kot chce trochę świętego spokoju, bo w życiu się nie upora sam ze sobą, jeśli będzie musiał teraz kontynuować studia, która go nie satysfakcjonują oraz pracę na cały etat, którą idiotycznie uwielbia pomimo wszystkich jej wad. Co więcej, jeśli nie weźmie owej dziekanki, niechybnie będzie musiał płacić za powtarzanie semestru, a 3 tysięcy na zbyciu bynajmniej nie ma. I tak naprawdę jedynym, co powstrzymywało Kota, przed ubieganiem się o dziekankę już w listopadzie był idiotyczny strach przed tym, co rodzina powie. A tym chyba najwyższa pora przestać się przejmować. Zwłaszcza, że jaka jest kocia rodzina większość wie… Tu zaczęły się schody. Okazuje się, że na kocim cudownym wydziale, nie można od tak wziąć dziekanki w środku semestru, trzeba go najpierw zaliczyć, a potem odbyć bardzo poważną rozmowę z Kierownikiem B., który może się zgodzi jeśli będzie w dobrym humorze. Natomiast jeśli Kot z jakiś powodów nie czuje się na siłach zaliczać semestr, to może ubiegać się o wsteczny urlop zdrowotny. Ergo właśnie teraz Kot to czyni, modląc się, żeby opracowana przez Kota strategia zadziałała na pana ze stosownego biura UW, z którym to panem ma Kot spotkanie w najbliższy czwartek. Kot zdaje sobie sprawę, że opóźnianie ukończenia studiów o kolejny rok to nie jest najwspanialszy pomysł świata. Z drugiej strony, Kot sam się wpakował w te tarapaty, sam jest sobie winien i sam sobie z tym poradzi. Musi przy tym przyznać, że wizja wolnych dni i wolnych popołudni stanowczo do Kota przemawia. A jak już Kot upora się z problemem: będziemy płacić za powtarzanie semestru czy nie (inaczej mówiąc z problemem: mamy pieniądze czy jesteśmy w czarnej dupie przez najbliższe kilka miesięcy), przy odrobinie szczęścia (czyli przy założeniu, że dostanie urlop) zacznie rozglądać się za nowym lokum. I tu, po raz kolejny przeklina Kot skuteczność swoich przewidywań. Bodajże dzień po tym, jak Kota wykopano, napisał do Kota niejaki W., kumpel Fixxera, którego Kot poznał w przelocie. Kot nie wnika w to skąd W. miał Kota numer i w ogóle skąd mu przyszło do głowy pisanie właśnie do Kota, sedno sprawy tkwi w tym, że W. zapytał Kota, czy Kot nie zna kogoś, kto chciałby u niego wynająć pokój. Kot odpisał, że nie i dodał, że może sam będzie może czegoś szukać po Nowym Roku. Kot właściwie nie wie, czemu tak stwierdził, zwłaszcza, że w głębi duszy (czy czegoś tam) miau nadzieję, że uda mu się zakotwiczyć na Grochowie na dłużej, że może coś się zmieniło i z rodzinką da się wytrzymać… a gówno! Okazało się, że wypowiedział słowa prorocze. I nawet nie chodzi o to, że kłóci się z Mamuśką (bo o dziwo wcale nie), tylko o ogólną atmosferę w domu, o nocne alkoholowe ekscesy, o to że nie ma do kogo gęby otworzyć, że nie można spontanicznie zaproponować znajomemu wpadnięcia na trunek, etc. I niby fajnie, że ubrania i naczynia same się czyszczą, że jedzenie spontanicznie materializuje się w lodówce, ale to nie wynagradza niedogodności. Teraz Kot czeka tylko na wyjaśnienie sprawy ze studiami i potrzebuje planu. Dobrego planu, żeby znowu się nie wkopać w mieszkanie, które nie będzie spełniało podstawowych oczekiwań i z którego szybko trzeba będzie się ewakuować. Kiedyś Kot sobie żartował, że może przebije Zapola z ilością przeprowadzek, teraz wie, że wcale tego nie chce. Przeprowadzki są upierdliwe. Najwygodniej byłoby Kotu znaleźć mieszkanie, a potem szukać współlokatora, niestety, Kot zdaje sobie sprawę, że przy kocich zarobkach nie da rady nawet przez jeden miesiąc płacić samodzielnie czynszu, znając ceny za wynajem mieszkań w Warszawie… ARGH! Z rzeczy kontrastowych w minionym roku dochodzą zawirowania emocjonalno-pokrewne. Najpierw Kot się niezbyt fartownie zauroczył, potem w Kotu się nieszczęśliwie zakochano (szczęśliwie niezbyt ekspresyjnie), potem zdarzyło się kilka (do policzenia na palcach jednej ręki) spontanicznych przygód (ich liczba stanowi zdecydowany regres w stosunku do lat poprzednich), w międzyczasie (jeszcze przed przeprowadzką) Kot finalnie wyleczył się z resztki uczuć i pociągu pod adresem F., a chwilę później zaczął się wakacyjny romans, który Kot śmiało może uznać, za romans swojego (dotychczasowego) życia, a który uświadomił Kotu wiele rzeczy, między innymi to, jak bardzo Kot się zmienił, jak zmieniły się kocie zapatrywania na relacje damsko-męskie oraz, że, wbrew temu, co przez minione lata próbował Kotu wpoić wielce szanowny były (i nie, Kot nie ma na myśli Jareczka), Kot jest w stanie stworzyć zdrową, obopólnie korzystną relację damsko-męską. Aktualnie, co prawda Kot nie może poszczycić się szczególnie ognistym życiem ani emocjonalnym, ani seksualnym, aczkolwiek rozmaici mężczyźni usilnie przypominają Kotu, że jest stworzeniem atrakcyjnym, budzącym pożądanie oraz dostarczającym niezapomnianych wrażeń (to ostatnie Kot wnioskuje po tym, że o Kocią obecność zaczęli ostatnio uparcie upominać się mężczyźni z kociej promiskuitycznej przeszłości). Na sam koniec roku Wszechświat postanowił wznowić z Kotem Grę W Fochy. Wnioski, że grudzień jest w większości przechujowy można było wyciągnąć na podstawie poprzednich notek. Klienci dokopali, Kot sobie dokopał, studia Kotu dokopały, do tego w Rivierze pozostała pewna część kociego dobytku (z rzeczy szczególnie boleśnie stratnych, pendrive), na którego odzyskanie Kot nie widział wielkich szans, następnie zaginął zasilacz do Jego Posępności Waleriana I oraz „Piąty Elefant”, posypały się nerki no i nadeszły święta, czyli czas utarczek z rodziną. Wszystko zapowiadało, że Kot zakończy ten roku w raczej posępnym nastroju. Tymczasem… święta oprócz rodzinnych utarczek przyniosły rzeczy miłe (patrz przed-poprzednia notka), zasilacz znalazł się w Amplitronie i będzie do odebrania po Nowym Roku, pendrive szczęśliwie wylądował w rękach znajomego i Kot go odzyska, również praca przyniosła zupełnie niespodziewany i solidny dochód dodatkowy, wczorajszy wieczór spędził Kot na bardzo udanym piwie z Najcudowniejszą Szefową i innymi współpracownikami, a jeszcze wcześniej był na najwspanialszej zaległej wódce świata (i bynajmniej nie ma Kot na myśli smaku). Inna kwestia, że po owej właśnie, Kot zaczął dotkliwie odczuwać brak przyjacielskiej obecności Fixxera w swoim życiu. Przyznaje Kot, ze wstydem przeogromnym, że kiedy następnego poranka wlekł się do domu, marzył o tym, żeby zadzwonić i powiedzieć: „Nie uwierzysz, co się stało…”, i usłyszeć opinię zwrotną. But these days are gone. Kot może tylko mieć nadzieję, że z czasem układy towarzyskie w kocim życiu się wyklarują i uda się Kotu znaleźć osobę, z którą będzie mógł rozmawiać równie szczerze, bezpruderyjnie, etc. A na koniec kwestia Sylwestra itself. Niektórych może dziwić, dlaczego Kot zamiast popijać teraz jakiś szlachetny trunek, klepie über-ekshibicjonistyczną notkę na bloga. Być może dziwi to mniej tych, którzy mieli okazję spędzić z Kotem ostatnie Sylwestry. Sytuacja albowiem przedstawia się tak, że, pomimo kreatywnych corocznych starań, ostatniego naprawdę udanego Sylwestra miał Kot w okolicach początku lat dziewięćdziesiątych. Potem było tylko gorzej. Morze alkoholu, głupoty, następnego dnia kac gigant, często również moralny bądź, dla kontrastu, nuda straszliwa. Co roku Kot obiecuje sobie, że przezwycięży owo Sylwestrowe fatum i co roku Kotu nie wychodzi. W tym roku pierwsze zaproszenie sylwestrowe przyszło na przełomie sierpnia i września. Dotyczyło upragnionej Bukowiny. Niestety, wymagało praktycznie natychmiastowego podjęcia decyzji oraz wpłacenia zaliczki. Kotu planowanie wyjazdu z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wydaje się być bardzo abstrakcyjne, poza tym w tamtym momencie pieniędzmi niezbyt dysponował. Następnie przyszło kolejnej wyjazdowe zaproszenie. Tym razem do Londynu. Niezwykle kuszące zarówno ze względu na towarzystwo, jak i Londyn sam w sobie, niestety finansowo nierealne. Na krótko przed świętami Olo zaproponował Kotu wyjazd do słynnego Ośrodku Utraty Zdrowia w Maryjanówce, które to zaproszenie Kot również musiał odrzucić z przyczyn rozmaitych. Przez chwilę rozważał Kot Sylwestra w kinie (odpadło ze względów głównie repertuarowych), na koncercie Zaprzyjaźnionego Zespołu (Kot się wahał finansowo, a ostatecznie odpadło po w/w wódce), w No Mercy (ale Szefowa zabroniła) oraz pozostanie w domu i oglądanie jakiś plugawości (niestety, pozostanie w domu oznaczałoby kontakt z rodzinką). Ostatecznie, po kilkugodzinnej debacie z samym sobą, Kot zdecydował się skorzystać z zaproszenia kolegi z pracy, uznając, że nawet jeśli będzie do du…, to przynajmniej spróbuje a może… I jak przystało na banalną notkę sylwestrową; postanowienia noworoczne: – Nigdy więcej nie zdradzić zapolskiej cytrynówki – Przed zanocowaniem w jakimkolwiek miejscu, upewnić się o dostępności porannej kawy – Nie podrywać własnej Szefowej – (Z kategorii über-banał) Zrzucić te kilka zbędnych kilogramów (Kot wcale nie uważa, że jest za gruby (epicko napuchnięte ego mu na to nie pozwala), jednakże wolałby, żeby kilka jego ulubionych ubrań z powrotem na niego pasowało) – Zaliczyć jak najwięcej konwentów, wyjazdów fotograficznych, etc. – Wynieść się z domu do jakiegoś przytulnego lokum z sensownym współlokatorem. – Czynić więcej rzeczy szalonych a zwariowanych (kilka pomysłów już Kot ma) Na koniec Kot życzy sobie (i wam), aby ten rok był lepszy od poprzedniego, no bo musi być lepszy (że pozwolił sobie Kot zacytować życzenia, którymi wymienił się wczoraj z Szefową). Over. Hale fun!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 31.12.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Cliche. została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, praca, studia, życie kota Tagi: , , , , , , , , , ,

Jesienne de…

Tak, tak, Kot znowu zapadł w literacki marazm. Or, to be more honest w marazm ogólnie. Kot już dawno, dawno temu (tzn.: pod koniec lipca) stwierdził, że wakacje musi wykorzystać w pełni, wyszumieć się i wybawić, bo od października znowu czeka Kota rutyna studia-praca-dom, studia-praca-dom i Kot nie dość, że nie będzie miał czasu na życie socjalne, to nawet na życie wewnętrzne go (tego czasu) nie starczy. Słowa owe Kot wyrzekł do Samca, który to Samiec gorliwie poparł koci plan intensywnego przeżywania, co więcej obiecał w realizacji planu dopomóc. Dopomaganie było niezwykle skuteczne, aczkolwiek potrwało nieco krócej niż Kot miał nadzieję i zostawiło Kota przygnębionego z mocno nieciekawymi refleksjami na temat kociego życia emocjonalno-seksualnego, ale było-minęło*, it’s time to move on and pretend everything’s just fine. Niemniej, zanim Kot zdążył przynajmniej minimalnie dojść do siebie październik nieubłaganie nastąpił.
Kocie słowa oczywiście się sprawdziły i od kiedy UKKNJA ponownie zagościło w kocim życiu, kocie życie towarzyskie ogranicza się głównie do przechodzenia Baldur’s Gate z Fixxerem na multiplay’u. I tak, Kot zdaje sobie sprawę, że taki obrót spraw to wina tylko i wyłącznie kociego nastawienia, bo gdyby Kotu się chciało nieco bardziej niż się chce, to nic nie stoi na przeszkodzie, co by Kot imprezował choćby i codziennie. Kot jednakże jest stworzeniem leniwym i numer jeden na liście kocich priorytetów zajmuje komfort własny, wobec czego, a raczej wobec faktu, że pobudka następuje codziennie około 7**, a po niej kilka godzin na uczelni na wykładach, które są nudniejsze niż kiedykolwiek***, następnie 8 godzin w pracy i powrót do domu około 22, Kot bezczelnie wypina się na większość składanych mu propozycji integracyjnych.
Brak życia tworzysko-miłosnego rekompensuje sobie Kot wydawaniem pieniędzy zgodnie z maksymą M.Monroe, iż „pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy”. Kot na ten przykład uszczęśliwił się laptopem. A w zasadzie netbookiem (tak, tak, w końcu dotarł!!!!!), o takimdokładnie. Jego Posępność Walerian I**** zdecydowanie zalicza się do najlepszych inwestycji w kocim życiu i pozwala Kotu na w miarę bezbolesne przetrwanie nudnych wykładów dzięki przechodzeniu kampanii w HoM&M III. Kot miau zamiar samouszczęśliwić się również statywem do aparatu, jednakże zostało mu to uniemożliwione poprzez cudzouszczęśliwienie Kota przez Y na kocie urodziny. Teraz tylko Kot musi się zmobilizować i udać testowanie sprzętu. Dalsze plany zakupowe Kota obejmują m.in.: ekspres do kawy, gripa do aparatu, dodatkowy dysk twardy do komputera, a także upgrade garderoby.
Kot nadal nałogowo kupuje książki. Czyta, niestety, mniej nałogowo. Za to nałogowo ogląda. Po przebrnięciu przez 5 sezonów „House MD” (i dopisaniu G.House’a do listy idoli/mentorów), przerzucił się Kot na „Queer As Folk (USA)” i zapałał z miejsca miłością dziką. Wobec czego raczej się Kotu nie zdarza ostatnio (i nie zdarzy do czasu obejrzenia ostatniego odcinka 5 sezonu) zaśnięcie przed 3 (AM).
Poza tym dopadła Kota Jesień. Kot się czuje zniechęcony i rozmemłany. Oby do wiosny!

* Fishyzm.
** Przynajmniej w teorii. W praktyce Kot nie zliczy na ile porannych wykładów nie udało mu się dotrzeć, bo przewracał się z boku na bok na materacu.
*** Na przykład fonetyka z chodzącą skamieliną, czyli powtarzanie słów „Oh now” bez przerwy przez 45 minut na 12 różnych intonacji.
**** Takie oto imię dostał koci netbook. Do towarzystwa dla stacjonarnego Nienazwanegoniewypowiedzianegopradawnegozła.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 25.10.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Jesienne de… została wyłączona) Posted in Frustracje, studia, życie kota Tagi: , , ,

Na praktykach, na praktykach fajnie jest.

Kot chciał oznajmić, że wbrew wszelkim pozorom żyje. Chciał również oznajmić, że jest wkurw…ekhm…wkurzony, bo właśnie wylał na siebie kawę. Oprócz tego jest wkurw…ekhm… wkurzony przez całą masę rzeczy. A jako że jedną z tej masy rzeczy jest fakt, że koci współlokator ugotował obiad bez kociej pomocy, Kot postawił śmiałą hipotezę, że oto PMS zakradł się niepostrzeżenie i uderzył znienacka, odbierając Kotu całą radość ze słonecznego popołudnia, wcześniejszego o godzinę wyjścia z pracy (czy Kot już wspominał, jak bardzo kocha Najcudowniejsza Szefową?) oraz filmowych planów na wieczór, napełniając Kota w zamian frustracją i agresją.

Jednakowoż nie o frustracji i agresji Kot chciał pisać, tylko o rzeczach miłych a przyjemnych, na przykład praktykach.

I tak, Kot sobie imaginuje, że to jest ten właśnie moment, kiedy wszyscy Ci, którzy przez ostatnie ponad trzy miesiące wysłuchiwali kocich ujojkiwań, robią wielkie oczy i pukają się w czoło.

Kot, od kiedy po raz pierwszy usłyszał, że studiowanie na kocim wspaniałym wydziale wiąże się z odbywaniem praktyk pedagogicznych, bał się niepomiernie momentu, w którym owe praktyki przestaną być Wydarzeniem Z Odległej Przyszłości i trzeba będzie stawić czoła żywym dzieciom. Kot odwlekał do ostatniej chwili załatwianie jakichkolwiek formalności związanych z praktykami do tego stopnia, że istniało realne ryzyko, że Kotu owych praktyk nie uda się zorganizować wcale. Jednak, jak to się bardzo często (wbrew pozorom i postom o Grze w Fochy) Kotu zdarza, Wszechświat okazał się być łaskawy. Praktyki udało mu się załatwić w swojej własnej podstawówce, do której dojazd rano ma dogodny, a która ponadto znajduje się tuż przy mieszkaniu kociej babci. Okazało się, że Kot nie będzie cierpiał samotnie, gdyż do tej samej szkoły zgłosił się jeszcze jeden nieszczęśnik z kociego wydziału (który okazał się być całkiem sensowny i pomocny). Poza tym kocia Mentorka jest niezwykle sympatyczna i trainee friendly, a dzieciaki, z którymi przyszło Kotu pracować wbrew przewidywaniom nie zjadły Kota żywcem. Kot dostał pod swoją opiekę jedną klasę czwartą oraz dwie szóste, przeprowadził do tej pory łącznie 6 lekcji, a to jeszcze nie koniec. Kot uznał, że skoro tak dobrze trafił, to po wyrobieniu planowych 20 godzin, od razy dorobi dodatkowe 30, które i tak by musiał wyrobić w trakcie roku akademickiego.
Co więcej Kot uznał, że to całe nauczanie (przynajmniej w przypadku dzieci 4-6), nie jest wcale taką straszną sprawą i może (I mean MOOOOŻE), jeśli uda się Kotu przetrwać przez pisanie licencjatu i jego obroną, Kot spróbuje trochę dorobić pracując w zawodzie…

Chciał również Kot powiedzieć, że szóstoklasiści doskonale się poznali na Kocie. I kiedy Kotu zdarzyło się w piątek rano palnąć półprzytomnie coś nie do końca inteligentnego, jeden z chłopców spojrzał na Kota wymownie i powiedział poważnie: „Za mało kawy.”

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 27.09.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Na praktykach, na praktykach fajnie jest. została wyłączona) Posted in studia, życie kota Tagi: ,

(o)Koty uczą jak nie żyć.

Kot, zakładając nowego bloga, obiecał sobie, że będą na nim regularnie pisać. Jak widać na załączonym obrazku tytułu Miss Słowności 2009 raczej nie dostanie. Pozostaje jedynie ukorzyć się i pokornie wyjaśnić swoje milczenie. Kot nie pisał, gdyż albowiem ponieważ… był Sfrustrowany. Był Sfrustrowany na przemian bądź równocześnie z powodu: funkcjonowania swojego cudownego wydziału, durnych klientów, funkcjonowania swojego cudownego wydziału, co poniektórych przedstawicieli płci przeciwnej, funkcjonowania swojego cudownego wydziału, funkcjonowania firmy, braku wolnego czasu, braku pieniędzy na koncie jak i w portfelu, szefostwa, a czy wspominałam już o funkcjonowaniu mojego cudownego wydziału? Sfrustrowany Kot uznał, że nie będzie pisał żadnej notki, gdyż niechybnie będzie ona ociekała kocią Frustracją, którą Kot niekoniecznie chce się dzielić z całym światem. W związku z czym Kot milczał, milczał i milczał, i czuł się sfrustrowany tym, że blog znowu porasta kurzem. Ostatecznie Kot postanowił, że jeśli nawet uzewnętrzni swoją Frustrację, to świat się nie skończy, co najwyżej niektórzy się sfoszą, niektórzy pokiwają ubolewająco głową i nigdy więcej na kociego bloga nie zajrzą.
Kot owego postanowienia dokonał mniej więcej na początku poprzedniego tygodnia, po czym.. nie miau czasu na pisanie. A potem Nastąpił Weekend. Ówże weekend sprawił, że Frustracja zeszła na dalszy plan, a zamiast pisać notkę wypełnioną kurwieniem na czym świat stoi, Kot napisze notkę zawierająca walory edukacyjne. Kot zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie wyjątkowo nie lubią uczyć się na cudzych błędach (sam wielokrotnie przetestował empirycznie niewłaściwość takiego podejścia), jednakowoż nie może się powstrzymać przed podzieleniem się swoimi smutnymi doświadczeniami. Dwie notki temu Kot uczył, jak nie należy pisać pracy semestralnej. Tym razem Kot zamierza uczyć, jak nie należy podchodzić do egzaminu.
Żeby nie było, że Kot nie tylko nie uczy się na błędach cudzych, ale i swoich, zacznijmy od poinformowania szanownych czytelników, że Kot terminy egzaminów poznał z ponad dwutygodniowym wyprzedzeniem (w tym miejscu nie obędzie się bez Frustracyjnego wtrętu pt.: „Co za smutny, niedochędożony, a-niech-mu-bogowie-w czyrakach-na-jądrach-wynagrodzą-i-ażeby-żył-w-ciekawych-czasach, przebrzydły poteflon wymyślił sobie, żeby uber-ważny praktyczny egzamin pisać w NIEDZIELĘ?!”). Uznał jednak, że  jakoż egzamin jest czysto praktyczny i składa się ze słuchania (ze zrozumieniem), czytania (ze zrozumieniem) oraz pisania (wypadałoby, żeby również zarówno ze zrozumieniem jak i zrozumiale), to nauka do niego nie ma większego sensu, bo czego Kota nie nauczyli przez całe dwa semestry, tego Kot się nie nauczy w jeden wieczór, w związku z czym z czystym sumieniem wybrał się w piątek wieczorem na koncert Wyciągniętych do kochanej Dziesiątki. Samego wypadu na koncert nie należy jeszcze zaliczać, do Rzeczy Których Nie Należy Robić Przed Uber-Ważnym-Egzaminem-Przed-Którym-Straszono-Studentów-Przez-
Cały-Rok-I-Który-Oblewa-Średnio-40-Studentów-Rocznie. Natomiast picie alkoholu do godziny pi razy drzwi drugiej(?)-trzeciej(?) nad ranem oraz wracanie z okolic Mokotowa na Pragę Południe przez Rembertów już owszem. Kot nie pił bynajmniej sam i chyba tylko temu należy zawdzięczać fakt, że Kot nie wracał do domu przez Janki, Raszyn bądź Marki. Igor, z którym to Kot pił, zadbał o to, by Kot znalazł się na Centralnym, co więcej nawet we właściwym autobusie (a nie zasnął już w pierwszym nocnym, do którego wsiadł na Żwirkach). Igor troskliwie przykazał Kotu, co by Kot nie zasnął, nie zgubił się, nie zgubił swoich dóbr materialnych, nie zasnął, nie zrobił niczego głupiego po drodze, nie zasnął… Kot wsiadł grzecznie do N24, grzecznie usiadł na wolnym miejscu, zdążył nawet pomyśleć, że za góra 20 minut znajdzie się w swoim własnym, przewielkim, przewygodnym łóżeczku, po czym otworzył oczy i odkrył, że dookoła jest szaro, ponuro i są drzewa. Pomimo średniego stanu przytomności umysłowej, Kot był jednak zdolny stwierdzić, że ani na Moście Poniatowskiego, ani na Waszyngtona las raczej nie rośnie, w związku z czym niecierpliwie wypatrywał nazwy najbliższego przystanku. Remembertów-kurwa-AON-mać. Fakt, że pan, który siedział naprzeciwko Kota, a który otworzył oczy chwilę później, był niemniej niż Kot zdziwiony aktualną lokalizacją autobusu, wcale Kota nie pocieszył. W efekcie Kot wrócił do domu bladym świtem, a fakt, że okna Kota wychodzą na wschód, a w tymże dniu słońce wstawało szczególnie jasno, wcale nie ułatwił Kotu zasypiania.
Być może postępowanie Kota nie nabrałoby wartości edukacyjno-przestrzegawczych, gdyby Kot mógł się zwyczajnie w sobotni dzień wyspać, zrelaksować przyzwoicie w domu, wyspać porządnie w nocy z soboty na niedzielę, a nie wstawać w sobotę przed 11 po ok.4 godzinach snu, żeby iść do pracy. Życie jednak Kota zasadniczo nie rozpieszcza, wobec czego do pracy podreptał, przekonując po drodze wątpliwą treść swojego żołądka, że chce w owym żołądku pozostać oraz swoją głowę, że świat zawsze się kręcił i nie warto temu poświęcać teraz tyle uwagi. Pocieszające było, że nie tylko Kot przydreptał do pracy w stanie niepełnosprawnym. Snuli się tam wszyscy jak zombie, co Szefowa podsumowała stwierdzeniem „wyglądamy jak banda Rumunów”, po czym schowała się pod biurko. Sam fakt, że trzeba było tworzyć grupę wsparcia w celu przejścia dwóch metrów od biurka do socjalu, co by sobie kawę zrobić, bo ani Kot ani Szefowa nie byli w stanie tego zrobić samodzielnie, o czymś świadczy. Reszta dnia obfitowała w takie atrakcje jak wybór najładniejszego kotka na pulpit, poszukiwania wygaszacza z Hello Kitty oraz ponad godzinne zastanawianie się, co zjeść na obiad. A w wyniku tego ostatniego układanie podstępnego planu całkowitej anihilacji Pizzy Dominium, gdyż albowiem okazało się, że zadanie dostarczenia nam zamówionego posiłku z lokalu na Dworcu Centralnym do ZŁOtych Tarasów w przeciągu pół godziny przerasta ich dziko.
Ten wielce wyczerpujący dzień pracy zakończył się o godzinie 18. Wtedy to Kot powinien był jechać na chwilę do babci, a następnie udać się do domu w celu przemyślenia swojego postępowania (znaczy się, let’s be honest, porządnego wyspania się). Oczywiście, słowa „powinien był” niechybnie implikują, że Kot wcale tak nie postąpił. Bo przecież tak błahy fakt, że następnego dnia Kot ma pisać Uber-Ważny-(…)-Egzamin, nie mógł powstrzymać Kota przed udaniem się do Czarnej Perły na koncert Strefy Mocnych Wiatrów. I gdyby tak chociaż Kot unikał kontaktu z C2H5OH… Czy naprawdę muszę dodawać, że wieczór zakończył się kocim powrotem do domu bladym świtem? Dobrze chociaż, że tym razem obyło się bez turystyki.
Obudziwszy się rano (znaczy koło 10-11 (a na egzamin należało się stawić o 13:15) po śnie mocno przerywanym, Kot uznał, że warto by się dowiedzieć, gdzie właściwie ów egzamin pisze (w tym miejscu Kot pragnie podkreślić, że na wstępie zaznaczył, że udało mu się dowiedzieć,kiedy ma egzaminy a nie gdzie je ma (właściwie Kotu nasunęła się teraz ponura myśl, że od początku było doskonale wiadome, gdzie Kot ma egzaminy, przy czym owo gdzie niewiele ma wspólnego ze współrzędnym geograficzno-topograficznymi)). Dowiedziawszy się, Kot zapisał sobie adres na karteczce, którą następnie radośnie porzucił na biurku, po czym wyleciał z domu w dzikim pędzie jedynie 20 minut później, niż zamierzał. Czy naprawdę konieczny jest opis stanu umysłowości Kota? Tudzież opis Kociego pomylenia przystanku docelowego z przystankiem kolejnym? A także opis Kociego dzikiego sprintu w kierunku powrotnym oraz poszukiwania właściwego budynku na właściwej ulicy oraz następnie poszukiwania wejścia do tegoż (Kot był naprawdę bliski przechodzenia w stroju szumnie nazwanym galowym przez wysooookie ogrodzenie)? Sam egzamin na Kotu wielkiego wrażenia nie zrobił i kiedy koci współmęczennicy nerwowo odpalali papieros za papierosem, Kot siedział otępiale na ławce i marzył o tym, by już znaleźć się z powrotem w swoim legowisku. Pierwsza część egzaminu (listening) jedynie pogłębiła Kocie otępienie (oraz wprost proporcjonalnie histerię pozostałej masy studenckiej). 90% roku szlachetnie określiło ów listening mianem Epickiego Faila, przy czym słowo „wrzesień” zaczęło się pojawiać w konwersacjach równie często, co słowo „kurwa” w kocich myślach. Przed oraz w trakcie części trzeciej (writingu) histeria osiągnęła apogeum, koleżanka z kociej grupy rozpłakała się rzewnie, oglądając tematy esejów, a Kot ze stoickim spokojem wyciągnął z kieszeni płaszcza czekoladę, po czym zaczął ją przegryzać, popijając Pałerrejdem, rozmyślając czy woli napisać o zaletach życia w wielkim mieście, porównać, co opłaca się bardziej – wynajmowanie mieszkania czy kupno domu – a także o tym, jaki film obejrzy, gdy wreszcie będzie mógł opuścić ów przybytek rozpaczy i udać się domu.
Pisanie Kot skończył przed czasem. Wraz z kumplem z innej grupy ulotnił się pospiesznie, dopędzany wizją łóżeczka i panny Marple, starając się nie przejmować tym, że dnia następnego czeka go jeszcze część druga tej szopki, mianowicie egzamin oralny. Kot miał szczery zamiar położyć się spać przed północą, wstać na spokojnie rano, przypomnieć sobie useful expressions i dotrzeć na miejsce przed czasem, co by się zorientować, z kim w komisji będzie miał do czynienia, etc. Kocie plany zniweczył jeden telefon (a właściwie dwa, bo pierwszego Kot nie zdążył odebrać).
Do Kota zadzwonił Youlo, którego Kot nie widział od miesięcy (ostatnia próba zobaczenia się spełzła na niczym z powodu kociej choroby, jak Kot zdążył się już wcześniej pożalić) z niewinnym pytaniem, jakie Kot ma plany na dalszą część dnia i może tak Kot by zaszedł w odwiedziny. Jak już kiedyś zostało stwierdzone, koci język działa szybciej, niż cała reszta Kota, w związku z czym rzekł (on ten język) „tak”, zanim koci mózg zdołał chociaż zapiszczeć ostrzegawczo, przypominając, że wizyty u Youla zawsze niechybnie wiązały się z dużą ilością etanolowych przyjaciół oraz kładzeniem się spać bladym świtem. W drodze do domu, a także w domu samym, gdy Kot spożywał obiad oraz pobieżnie sprawdzał czy nikt wirtualnie od Kota nic nie chciał, resztki zdrowego rozsądku wrzeszczały ostrzegawczo, że kocie postępowanie nie jest odpowiedzialne, że nie tak powinien zachowywać się student pierwszego roku przed kluczowym egzaminem. Jak powszechnie wiadomo, Kot Miss Odpowiedzialności w tym życiu raczej nie zostanie, więc zignorował głos rozsądku i teraz z czystym sumieniem może stwierdzić, że była to jedna z lepszych decyzji podjętych ostatnimi czasy. I nawet było jeszcze ciemno, gdy Kot kładł się spać.
Wstał Kot ok. godz.9 (egzamin miał mieć o 12:20), do domu dotarł tuż po 10. Planował wyjść na egzamin o 11:00. Wyszedł o 11:27 (na stan umysłu Kota litościwie spuścimy zasłonę milczenia, gdyż daleki był od oczekiwanego chociaż Kot profilaktycznie raczył się wyłącznie jabłkowym soczkiem (bo na szlachetne miano Piwa Redd’s nie zasługuje)). Na wydział dotarł o 11:55, spokojnie wjechał na właściwie piętro z przeświadczeniem, że jeszcze ma tyyyyyle czasu. Spacerowym krokiem podszedł do tablicy ogłoszeniowej w celu sprawdzenia, w której sali urzęduje właściwa komisja. Spojrzał. Po czym dzikim biegiem rzucił się przez korytarz. Albowiem ujrzał, że przy kocim nazwisku widnieje godzina 12:00 (tyle by było jeśli chodzi o kocią wiedzę kiedy ma egzaminy). Kot dobiegł pod właściwą salę. Koleżanki z grupy zaczęły Kota natychmiast uspokajać, mówiąc, że Ewa jest właśnie w środku, że Kot jest następny, a komisję mamy najlepszą z możliwych, że Kot naprawdę nie ma się czym denerwować. Kot stwierdził apatycznie „aha”, gdyż koci umysł właśnie ten moment wybrał sobie na popadnięcie w jeszcze głębsze niż dotychczas otępienie. Koleżanki zaczęły naciskać („Ale.Naprawdę.Nie.Ma.Się.Czym.Denerwować.!!!”). Kot wydobył z siebie jeszcze jedno „aha”. Chwilę później Kot wkroczył do Sali Sądu Przedostatecznego, powiedział swoje, wyszedł, doczłapał do Igora, zjadł home made sushi, po czym poszedł spać. Niestety musiał się obejść krótką drzemką, gdyż, oczywiście, na 16 musiał podążyć do pracy (nie wpadło mu do głowy wcześniej, że być może Uber-Ważny-(…)-Egzamin to jednak jest powód by wziąć wolne po-popołudnie).
Wyniki Uber-Ważnego-(…)-Egzaminu w przyszły poniedziałek. Kot raczej nie ma co do nich złudzeń. Na szczęście nie zdążył jeszcze zaplanować sobie wielkich atrakcji na okres wrześniowy. Niestety, Kot nie może ukorzyć się i powiedzieć, że głęboko żałuje swojego postępowania. Może jednak przestrzec innych. Ostatecznie Malkavianie definitywnie uczą nas jak nie żyć, czyż nie?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.06.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania (o)Koty uczą jak nie żyć. została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, studia, życie kota Tagi: , , , , , ,

Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie pisać pracy semestralnej?

 

Witamy w malkaviańskim kąciku porad wszelakich! Dziś nasz ekspert udzieli kilku praktycznych rad w kwestii „Jak nie należy pisać prac semestralnych?”. Czyżby zagadnienie wydawało się wam banalne? Otóż, uwierzcie mi, pisanie pracy semestralnej metodą malkaviańską wcale nie jest takie proste, wręcz przeciwnie – wymaga wiele wysiłĸu i przygotowań.

 

 

I. W trakcie jakże leniwych ferii zimowych w ostatniej chwili przypomnieć sobie o czymś takim jak rejestracja na zajęcia przez USOS.
1) W panice zacząć przeglądać plan zajęć
A. Dojść do wniosku, że Akwizycja CzegośTam jako jedyne zajęcia w środku poniedziałku to nie jest to, co Tygryski*(*Tygrysek – też Kot tylko że większy) lubią najbardziej
B. Znaleźć alternatywę w postaci Akwizycji CzegośTam z Innym Wykładowcą w czwartki popołudniem z inną grupą
C. Zapisać się na Akwizycję CzegośTam z inną grupą w czwartki
a) W trakcie całego semestru uparcie nie zapamiętać prawidłowej pełnej nazwy przedmiotu
II. Przyjść na pierwsze zajęcia Akwizycji CzegośTam w nowym semestrze
1) Odkryć, że Inny Wykładowca jest Nową Ulepszoną Wersją Severusa Snape’a (+10 cutting remark, +15 nieprzepuszczanie uczniów na następny rok, +20 Nieżyczenie Sobie Aby Studenci Z Innych Grup Niż Przypisane Uczęszczali Na Te Zajęcia)
2) Przy całej miłość żywionej do Mistrza Eliksirów, stwierdzić że dany przedmiot wolałoby się jednak zaliczyć
A. Wypytać kolegów z własnej grupy, jak się przedstawia sytuacja na zajęciach z Wykładowczynią Właściwą
a) Uzyskać odpowiedź, iż Wykładowczyni Właściwa jest uosobieniem łagodności
B. W najbliższy poniedziałek udać się na zajęcia z Akwizycji CzegośTam z własną grupą do Wykładowczyni Właściwej
a) Najprzeserdeczniej prosić o możliwość uczęszczania na te zajęcia do Wykładowczyni Właściwej
i) Uzyskać serdeczne zaproszenie do uczestnictwa w zajęciach
ii) Polecenie napisania stosownego podania do władz uczelnianych, w celu przepisania w USOSie studenta z grupy Snape’a 2.0 do grupy Wykładowczyni Właściwej
iii) Usłyszeć, że obecność na wykładach z Akwizycji CzegośTam u Wykładowczyni Właściwej zasadniczo nie jest obowiązkowa ani niezbędna do uzyskania zaliczenia, aczkolwiek może podwyższyć ocenę końcową
b) Zostać do końca wykładu, na który się przyszło
i) Odkryć, że Wykładowczyni Właściwa prowadzi wykłady w taki sposób, że przy nich nawet wyścigi ślimaków wydają się być wydarzeniem pasjonujacym i dynamicznym
III. Napisać stosowne podanie do władz uczelni
1) Udać się do uczelnianego siedliska defetyzmu (dziekanatu)
A. Złożyć napisane podanie
B. Usłyszeć, że podanie może być odrzucone
a) Zapytać, na czyje zajęcia w związku z tym powinno się uczęszczać
i) Usłyszeć, że Pani Z Dziekanatu nie wie, ale najlepiej na oba
ii) Buńczucznie postanowić, że w związku z powyższym nie będzie się uczęszczało do nikogo, dopóki nie dostanie się odpowiedzi na podanie
2) Zapomnieć o napisanym podaniu
A. Nie uczęszczać na żadne zajęcia
3) Rozchorować się i być na zwolnieniu przez tydzień
A. Wyzdrowieć
B. Wrócić ze zwolnienia
4) Przypomnieć sobie o podaniu
A. Pójść do sekretariatu
a) Dostać zgodę władz uczelni na uczęszczanie do Wykładowczyni Właściwej
IV. Przyjść po długiej przerwie na poniedziałĸowy wykład z Akwizycji CzegośTam
1) Odkryć, że w międzyczasie frekwencja na wykładzie drastycznie zmalała*(*albo że na początku kwietnia rozszalała się epidemia grypy, dziesiątkując szeregi studentów, odsyłając ich do łóżek, uniemożliwiając dotarcie na upragniony wykład)
2) Zapytać kolegę z grupy, na czym właściwie polegać będzie zaliczenie tego przedmiotu
A. Usłyszeć, że trzeba napisać pracę. Są trzy możliwe tematy. Jak się napisze tylko na pierwszy, otrzyma się dostateczny, a jak…
a) Zaprzestać słuchania ciągu dalszego, uznając ocenę dostateczną za absolutnie satysfakcjonującą
3) Przesiedzieć cały wykład
A. Dojść do podobnych wniosków odnośnie wykładu, co poprzednio
B. Obiecać sobie, że więcej się tu nie przyjdzie i że podwyższenie oceny o dwa stopnie nie byłoby warte tych męczarni, a co dopiero o pół
V. Nie chodzić więcej na wykłady z Akwizycji CzegośTam
VI. Przetrwać do maja
VII. Na początku maja zacząć myśleć o zaliczeniach
1) Przypomnieć sobie o Akwizycji CzegośTam
A. Pomyśleć o dowiedzeniu się, na jaki właściwie temat jest ta praca na dostateczny
a) Przypadkiem odkryć karteczkę z tematami w gablocie, obok planu zajęć, na którym prawie codziennie sprawdza się, jakie i gdzie ma się zajęcia*(*o uparte niezapamiętaniu własnego planu zajęć należało zatroszczyć się wcześniej)
i) Spojrzeć na temat na ocenę dostateczną
ii) Zarejestrować zdanie: „obserwacja dwóch lekcji języka obcego”
– Powiedzieć: „Dżizas, kurwa, ja pierdolę”, po czym zakląć szpetnie
– Odetchnąć głęboko
– Pomyśleć: „Coś się wymyśli, jest jeszcze tyyyle czasu”
iii) Starannie zignorować ciąg dalszy tematu
B. Pomyśleć o zaopatrzeniu się w notatki
a) W trakcie drugiego tygodnia maja pożyczyć notatki z przedmiotu od kolegi z grupy
i) Skserować notatki
ii) Przywieźć notatki do domu
iii) Schować notatki starannie w najciemniejszym kącie pokoju, żeby się nie zgubiły
– Ucieszyć się, że nie trzeba na nie patrzeć do czasu pisania pracy
iv) Zapomnieć o istnieniu notatek
b) oddać notatki koledze
2) W trzecim tygodniu maja rozchorować się
A. Udać się do lekarza.
a) otrzymać zwolnienie na 9 dni
B. Przez 4 dnia siedzieć we własnym pokoju.
a) Przypomnieć sobie o akwizycji po raz kolejny
i) Postanowić poważnie się dowiedzieć, kiedy właściwie jest deadline oddania pracy
– Napisać stosownego posta na gronie grupy
* Otrzymać odpowiedź iż w najbliższy poniedziałek
ii) Wpaść w panikę
iii) Ustalić, jak dokładnie brzmi temat pracy zaliczeniowej*(*Krytyczna ewaluacja dwóch lekcji języka obcego pod kątem czynników dydaktycznych omawianych w trakcie semestru na wykładach)
– Odkryć, że absolutnie nie ma się pojęcia, o czym należy napisać
– Odkryć, że udanie się na obserwacje jakichś zajęć języka obcego jest niezbędne
* Ponownie wpaść w panikę
* Podjąć mężną decyzję, że w najgrorszym przypadku weźmiemy przykład z Konrada i stworzymy kolejna Wielką Improwizację
b) Przygotować się do pisania pracy
i) W czwartek (kiedy już czujemy się mniej więcej zdrowi) poprosić swoją Rodzicielkę, nauczycielką języka angielskiego, o zabranie dnia następnego ze sobą do pracy celem poobserowania
– Przyjąć odmowę
* Ponownie wpaść w panikę
– Usłyszeć od Rodzicielki po jej powrocie z pracy, że może zabrać ze sobą na zajęcia, ale w poniedziałek o 8 rano*(*dla przypomnienia deadline jest w poniedziałek o 14… no 15:30 najpóźniej)
ii) W niedzielę około 20 odebrać telefon od spanikować koleżanki z grupy
– Zostać zapytanym o postępy w pracy
* Poinformować o braku
– Zostać zapytanym o to, co to są te czynniki dydaktyczne i gdzie je można znaleźć
* Poinformować, że nie ma się zielonego pojęcia, czymże są czynniki dydatkyczne, ale ma się nadzieję je znaleźć w notatkach Tomka
– Zostać poinformowanym, że cała grupa korzysta z notatek Tomka, które najprawdopodobniej w ogóle nie są jego, tylko jego dziewczyny i że koleżnka w owych notatkach nie jest w stanie znalźć niczego, co by za owe czynniki mogło służyć
– Skończyć rozmowę
iii) Nawiązać kontakt z Tomkiem przez grono
– Dowiedzieć się, że Tomek prace napisał
– Dowiedzieć się, że pomimo iż Tomek pracę napisał, nie ma zielonego pojęcia, co to są te czynniki dydaktyczne
– Dowiedzieć się, że chociaż Tomek nie ma pojęcia, co to są czynniki dydaktyczne, to użył Tego, a Tego ze swoich notatek
iv) Zajrzeć w notatki Tomka
– Uświadomić sobie, że nie ma się zielonego pojęcia, gdzie są notatk
* Znaleźć notatki
– Przeczytać wskazany fragment
– Ocenić iż To i To z notatek przy dużym nakładzie dobrej wiary faktycznie mogłoby zostać uznane za czynniki dydaktyczne*(*albo przynajmniej coś w tym rodzaju)
– Uznać, że przed obserwacją lekcji i tak się nic nie napisze
* Wrócić do oglądania „Przygód Sherlocka Holmesa”
VIII. Napisać pracę zaliczeniową.
1) Pójść z Rodzicielką na obserwację jej lekcji
A. Dowiedzieć się, że trzeba wyjść z domu o godzinie 7:00
B. Wstać o godzinie 6.39
a) W panice szukać wszystkiego, co potrzebne do wyjścia z domu włącznie z łazienką
C. Wyjść z domu i pojechać na zajęcia
D, Siedzieć przez prawie 2 godziny na zajęciach
a) Robić notatki z przebiegu zajęć
E. Wyjść z zajęć o 9:46 i jechać do domu
a) Pójść na przystanek autobusowy
i) Odkryć, że autobus uciekł tuż przed chwilą
ii) Odkryć, że następny autobus jest za prawie 10 minut
b) Przejść jeden przystanek na piechotę w niewygodnych nowych pantoflach
i) Po drodze myśleć wyłącznie o tym, gdzie tu można dostać Kawę
c) Dojść do metra
d) Znaleźć w podziemiach sklep
i) Kupić niezbyt zdrowe śniadanie i Wielką Kawę
– W trakcie zakupów przepuścić co najmniej trzy pociągi
e) Pojechać metrem do Politechniki, najbilższej i najdogodniejszej stacji przesiadkowej
f) Wyjść z metra i pójść na „podwójny” przystanek na górze
g) Czekać na autobus
i) Z rezygnacją odkryć, że jak się czeka na przystanku tych jadących prosto, to żaden nie jedzie, za to jedzie mnóstwo tych skręcających w lewo, a teraz kiedy się czeka na ten jadący w lewo, jadą same te jadące prosto.
h) Doczekać się autobusu, ale nie bezpośredniego do domu
i) Wysiąść na dogodnym przystanku przesiadkowym
ii) Czekać na bezpośredni autobus do domu
– Obserwować, jak przejeżdża czwarte 520, podczas gdy nie przejechał jeszcze żaden z trzech pasującyh nam autobusów
iii) Doczekać się autobusu dodomowego
i) Dotrzeć do domu
2) Stworzyć pracę.
A. Włączyć komputer
a) Sprawdzić, czy koledzy z grupy odpisali na gronie na pytanie odnośnie pracy
i) Odkryć, że nie, nie odpisali
b) Włączyć Worda
c) Z dziką paniką w oczach spojrzeć na zegarek i odkryć, że jest 11:12
B. Pisać pracę
a) Zacząć pisać wstęp
b) Skończyć pisać wstęp ok. 12
c) Zastanowić się, co dalej
i) Wpaść w panikę, bo nie wie się, co powinno się pisać
ii) Uspokoić się
iii) Stwierdzić, że cokolwiek się nie napisze, nie będzie gorzej niż jakby się nie napisało nic
iv) Zacząć improwizować
d) Zaimprowizować rozwinięcie
e) Wysunąć logiczną konkluzję
f) Skończyć pisać o 13:36
IX. Dostarczyć pracę Wykładowczyni
1) Uświadomić sobie, że skończył się tusz w drukarce
2) Wydrukować pracę w najbliższej punkcie świadczącym taki usługi
A. Znaleźć pendrive’a
B. Zgrać pracę na pendrive’a
C. Wyjść z domu
D. Odkryć, że ma się punkt xero, świadczący usługi drukarskie we własnym bloku
E. Wejść do punktu xero i dać Pani Obsługującej pendrive’a z pracą
F. Odebrać wydruki
3) Pójść szybko na przystanek*(*tak, ciągle w tych samych nowych, nierozchodzonych pantoflach)
4) Jechać tramwajem do Centrum*(*o dziwo bez przygód)’
5) Dotrzeć pod salę z jedynie 7 minutowym spojrzeniem
A. Odkyć, że Wykładowczyni spóźni się bardziej
B. Obserwować przybycie Wykładowczyni
C. Wejść do sali i zająć miejsce
D. Usłyszeć, że Wykładowczyni zachwycona frekwencją musi dokończyć jeden temacik, dopiero później zbierze prace
a) Zostać na mini-wykładziku
i) Nie dostać ataku apopleksji
E. Usłyszeć, że Wykładowczyni będzie zbierała prace w kolejności alfabetycznej, czytając listę, co by mieć pewość, kto był i złożył, a kto nie.
a) Nie dostać ataku apopleksji
b) Dotrwać do środka listy
i) Usłyszeć swoje nazwisko
– Złożyć pracę.

 

Nadal uważacie, że to takie łatwe?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 26.05.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie pisać pracy semestralnej? została wyłączona) Posted in studia Tagi: , ,