Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

2010

„Nareszcie zbliża się koniec fatalnego miesiąca grudnia, a co za tym idzie, koniec roku 2010. Jak co roku Kot, jak wiele innych ludzi, dokonuje podsumowania minionych 12 miesięcy, gdyż ponieważ albowiem odczuwa masochistyczną potrzebę zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i wszystkim, co osiągnął (albo i nie).
Po głębokim zastanowieniu doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy rok 2010 był rokiem bardzo udanym, wręcz rzekłby Kot rokiem spełnionych marzeń. Co było Kotu niewątpliwie bardzo porzebne po pełnym sprzeczności roku 2009.
Podsumowując:
– Po kilku miesiącach wahań i poszukiwań, na początku marca Kot wyprowadził się na Szmulki, gdzie zajął pokój nie tylko większy od kawałka korytarza na Placu Prostytucji, nie tylko zawierający drzwi, ale również tańszy. Przez pół roku mieszkał z tavernianą znajomą, dopóki ta się nie wyprowadziła pod koniec lipca, zostawiając wolny pokój, który w październiku zaanektował Igor.
– Mieszkanie z Igorem również jest spełnieniem kocich marzeń, gdyż Igor jest Współlokatorem Prawie Idealnym.
– Po mieszkaniu przez pół roku z dwoma przecudnymi kocicami, Kot wreszcie zaadopotował swojego własnego kociaczka, a właściwie swoje własne półdiablę. Zakochał się po uszy. Szczęśliwie ma wrażenie, że z wzajemnością.
– Zaczął Kot się meblować. Nie dość, że stał się posiadaczem własnego łóżka, to jeszcze od byłej współlokatorki odkupił przewspaniały, przewielki regał na książki i filmy. Ponadto zaczął być kotem świadomym – wie już dość dokładnie, jak powinien wyglądać wymarzony koci pokój.
– Poszerzył Kot swoje zbiory. Zarówno książkowe jak i filmowo-giercowe (i po dziś dzień jest przewdzięczny za Wielką 5cioZłotową Wyprzedaż w Electro Worldzie).
– Był Kot Zagranico. A dokładniej w Anglii. Kraju absurdów, ruchu lewostronnego i średniego wieku inicjacji seksualnej – 12 lat. Leciał Kot samolotem. I mu się podobało.
– Był Kot W Pięknym Mieście Uć i utwierdził się w miłości do niego.
– Spłacił Kot większość długów personalnych.
– Dorobił się Kot nowego (wypasionego) komputera, opanował umiejętność samodzielnego reinstalowania systemów. A także umiejętność radzenia sobie ze znaczną częścią problemów, które pojawiały się w trakcie.
– Po powrocie z Anglii schudł Kot 10 kilo.
– Wrócił Kot na studia i tym razem pomyślał Kot, żeby od razu załatwić sobie Indywidualny Tok Nauczania.
– Nauczył się Kot wyglądać jak Kobieta, a czasem nawet zachowywać się jak Kobiet, w myśl idei, że Mężczyźni to tak jednak z definicji raczej na Kobiety lecę a nie na hybrydowe zwierzęta domowe.
– Zmarł Człowiek, Który Spłodził Kota, pozostawiając Kota właścicielem połowy mieszkania.
– Spędził Kot najwspanialsze Święta BN w swoim życiu. Gościł na niezwykle ciepłej i sympatycznej Wigilii w Wyszkowie, zajmował się swoim ukochanym Nowym Komputerem, noc spędził w samczych ramionach, a drugi dzień integrował się ze znajomymi z pracy przy kolorowych trunkach, a następnie cały był mruczeniem na koncercie w Patricku.
– Na Sylwestra wychodzi na PW i ma nadzieję, że wreszcie będzie to Sylwester Udany.
Niestety zaliczył też Kot porażki:
– Tak, spłacił wszystko, co wisiał znajomym, ale nie uwolniło go to od długów, bo wziął kredyt (m.in. na nowe komputery oraz kaucję za mieszkanie).
– Generalnie kocie finanse wyglądają żałośnie, mieszkanie i kredyt pochłaniają większość kociej pensji i na życie niewiele zostaje.
– Człowiek, Który Spłodził Kota, nie tylko zostawił po sobie pół mieszkania, ale także Długi, które, niestety, przechodzą w spadku na Kota.
– Kot schudł 10kg, ale przez ostatnie dwa tygodnie przedświąteczne kiedy jadł fastfoody, tony czekolady i pił morze alkoholu, odrobił 3.
– W kwestiach uczuciowych nie zrobił Kot nawet najmniejszego kroku naprzód w stosunku do Rok Temu. Jest. Kot. Dokładnie. W. Tym. Samym. Miejscu.*
W Nowym Roku zamierza Kot:
– ogarnąć swoje finanse. Zacząć zmniejszać dług, zamiast go powiększać do kosmicznych rozmiarów. A żeby to osiągnąć…
– zmienić coś w kwestii swojej pracy. Po prawie trzech latach pracy w Tej Samej Firmie, na Tym Samym Stanowisku bez żadnych perspektyw rozwoju, czuje się Kot wypalony. Praca niby nie jest ciężka, ale ludzie są durni, a wynagrodzenie jeśli nie ma premii – żałosne. Albercik powiedział, że on w sumie nie wie, co chce w życiu robić zarobkowo. Trochę sobie czasem napisze, czasem brzdąknie w perkusję, niby zaczął studia, ale w sumie nie ma pomysłu na Zawód dla siebie i właściwie to mógłby całe życie przepracować w naszej firmie, gdyby tylko praca na cały etat dawała wynagrodzenie pozwalające się bezstresowo utrzymać. Kot się zasadniczo z Albercikiem zgadza. Na początku stycznia ma zostać ogłoszony nowy system wynagrodzeń i bonifikat. Jeśli okaże się, że nie przyniesie on żadnej poprawy, Kot zacznie szukać Czegoś Innego.
– spróbować usamodzielnić się mieszkaniowo. Jak już Kot pisał, mieszkanie, które wynajmuje jest niczego sobie, ale nie jest idealne. I nawet nie chodzi tylko o finansowy aspekt wynajmu (nie oszukujmy się, płacimy jedną z niższych rynkowych cen za wynajem dwupokojowego mieszkania w Warszawie), ale o… brak przestrzeni. Kot z premedytacją oddał Igoru większy pokój, nie tylko jako przekupstwo, ale przede wszystkim z myślą, że Igor jest o wiele mniej od Kota terytorialny i o wiele bardziej uspołeczniony i towarzyski, więc nie będzie mu przeszkadzało hostowanie większych posiadów, w przeciwieństwie do Kota, który jest terytorialistą i nienawidzi jak mu się ludzie w większej ilości, a jak jeszcze do w tym osoby mniej zaprzyjaźnione!, plączą po pokoju. Decyzja była jak najbardziej słuszna, a teraz dochodzi jeszcze plus w postaci Diego, którą Igor przygarnia jako Współlokatorkę do pokoju, co powinno nam ogółem zmniejszyć koszty; ale Kot z całym swoim dobytkiem przestaje się mieścić w wyznaczonej mu przestrzeni, co go frustruje niezmiernie. Poza tym rozwinął pewną wizję swojego pokoju, której, bądźmy szczerzy, nie chce mu się wcielać w życie w mieszkaniu, z którego za chwilę będzie się wyprowadzać.
Kot uważa, że skoro już został właścicielem połowy mieszkania, to powinien mieć z tego jakiś profit, a nie tylko siedzieć bezczynnie i czekać aż go spadak po babci trzepnie (zwłaszcza, że mieszkanie po babci się Kotu zwyczajnie NIE.PODOBA). Tak naprawdę sądzi Kot, że kocia Rodzicielka powinna przenieść się do swojej rodzicielki, a kociej babci, która niby jest w dobrym zdowiu, ale mimo wszystko przydałaby się jej pomoc, a dwupokojowe mieszkanie odstąpić Kotu, który mógłby się tam sprowadzić z Igorem (i zapewne Diego) i je wyremontować na swoje potrzeby. Ale jako że matka z babcią nie uważają tego pomysłu za dobry (za to obie bardzo chętnie, z niewyjaśnionych przyczyn, zamieszkałyby z Kotem), to Kot pomyślał, że może chociaż dałoby się jakoś to duże mieszkanie zamienić na dwie kawalerki (czy to metodą zamiany, czy to metodą sprzedaży i kupna). No bo do wszsytkich diabłów! To idiotyczne! Mamy dwa mieszkania (o łącznej powierzchni ok.100m2), mamy 5 pokojów, możliwość, żeby w nich spokojnie i z pięć osób mieszkało bez wchodzenia sobie na głowę, a mieszkają 2! Babka mieszka sama w trzech pokojach, matka mieszka sama w dwóch na które nie do końca ją stać, a z których de facto zajmuje jeden, a Kot płaci za wynajem małego pokoju, tyle co one za całe mieszkanie. Czuje się dziko sfrustrowany. Oczywiście, że wolałbym dalej mieszkać ze swoim Prawie Idealnym Współlokatorem, ale gdyby mógł, to nawet najmniejsza kawalerka, WŁASNA…. Za którą płaciłbym zapewne mniej niż teraz za pokój i byłaby kocia…. KOCIA własna… mógłby ją Kot urządzić po swojemu ze świadomością, że przez najbliższe wiele lat nie będzie musiał się wyprowadzać….
Dlatego zaczął wywierać presję na Rodzicielkę, co by dowiedziała się o możliwość zmiany. A jak nie w ten sposób… to, well, coś się wymyśli.
– Schudnąć jeszcze ok. 9-10 kg. W tym celu z powrotem wrócił na uprawianą wcześniej dietę i jest umiarkowanie szczęśliwy i ponownie bezalkoholowy.
– Skraść pocałunek jednemu uroczemu chłopcu. W myśl zasady, że jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.

Na koniec chciałby Kot życzyć wszystkim szampańskiej zabawy na Sylwestra i oby 2011 był bardziej udany od 2010.

* AMAZING. Kot by się w życiu o taką stałość i konsekwencję nie podejrzewał.”

Taką oto notkę napisał Kot wczoraj, ale nie zdążył jej opublikować.
Po napisaniu jej udał się w biegu na spotkanie z Rodzicielka. Było cudownie. Godzina spędzona na tarzaniu się w kurzu przy okazji sprzątania schowka po ojcu, a następnie noworoczna kłótnia zakończona szantażem. Rodzicielka i Babka odgrażają się, że przestaną zapewniać Kotu pomoc finansowo-żywieniową. Uważają, że Kot powinien w trybie natychmiastowym przeprowadzić się do którejś z nich. Ponadto matka powiedziała, że nie zamierza się nigdzie wynosić, bo ma już 56 lat, mieszka w tym mieszkaniu całe swoje dorosłe życie i nie może zmienić numeru telefonu. Kot w zamian stwierdził, że choćby miau znowu rzucić studia iść na drugi etat, choćby miau sprzedawać siebie, nie wróci do mieszkania z rodziną. A jeśli trzeba będzie, to o swoje pół mieszkania pójdzie się sądzić.

Tak więc, yeah, Happy Fucking New Year!

PS. Sylwester w Ampli był niewątpliwie najbardziej udanym Sylwestrem w moim dorosłym życiu. Co nie zmienia faktu, że de facto był…. dość nudny.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania 2010 została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, rodzina, życie kota Tagi: , , , , , , , , , , ,

Family Portait

Wczorajszego dnia Kot pełnił spokojnie swój dyżur kasowy w pracy, gdy do lady podeszła pani w średnim wieku z córeczką w wieku podstawówkowym. Co kupowały, Kot nie pamięta. Natomiast na długo zapamięta wymianę zdań pomiędzy nimi. Córeczka opowiadała mamusi o swoim pomyśle na nowelkę czy opowiadanie, a mamusia jej doradzała, komentowała jej pomysły, podrzucała nowe. Krótko mówiąc, było stuprocentowo supportive.
Kiedy odeszły od kasy, Kot musiał się na chwilę schować na zapleczu, co by ochłonąć. Pomyślał bowiem o swojej własnej rodzicielce, która nigdy w życiu nie wykazała chociażby połowy suportywizmu owej pani, która wszystkie kocie artystyczne zapędy tłumiła w zarodku i wyśmiewała. Kotu zrobiło się strasznie źle i smutno, gdy sobie wyobraził, że sytuacja mogła by wyglądać inaczej, jak u tej dziewczynki, która marzy aby trafić do Księgi Rekordów Guinessa jako najmłodsza publikowana pisarka.
Tymczasem jest jak jest. Kot za sukces uważa sytuację, w której zamieni z własną rodzicielką więcej niż 5 nieociekających złośliwością i sarkazmem zdań w ciągu dnia.
Mimo wszystko dobrze widzieć na własne oczy, że jeszcze istnieją przyzwoici rodzice…

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 05.01.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania Family Portait została wyłączona) Posted in praca, rodzina Tagi: , ,

I faced it all and I stood tall and did it my way*

Dawno dawno temu w odległej galaktyce, w której Uliczka jeszcze rozmawiała z Zapolem, a Fixxer był kocim najlepszym przyjacielem, powstała Koncepcja. Koncepcja zrodziła się w głowie Uliczki i dotyczyła ona świąt grudniowych. Polegała ona z grubsza na bojkocie owych (jako że w kręgu krewnych i przyjaciół królika było tyyyyle poświątecznych i prorodzinnych osób…), zabunkrowaniu się w czyimś mieszkaniu z zapasem pizzy oraz filmów i przeczekaniu owego traumatycznego okresu. W ciągu lat układy towarzyskie się pozmieniały. Niemniej do Kota i Fixxera owa idea nadal przemawiała. A przynajmniej tak się Kotu wydawało, dopóki dwa lata temu nie został na święta prawie bez rodziny za to z wolnym mieszkaniem po babci oraz kluczami do niego. Wtedy to Fixxowatego po początkowym entuzjazmie, napadły wątpliwości aż ostatecznie stwierdził, że nie może Cieciorce świństwa zrobić poprzez niepojawienie się na wigilijnej kolacji. Kot w obliczu takiego postawienia sprawy po pracy (gdyż w ówczesną wigilię jak i w dwie kolejne pracował) poszedł na wódkę z kumplem z roboty, następnie pojechał do domu, gdzie przez pół godziny pseudo wigilii z rodzicami starał się udawać trzeźwą, po czym polazł do swojego pokoju spać.

Jeszcze dwa miesiące temu myślał sobie Kot, że pewnie od tegorocznej kolacji wigilijnej się nie wymiga, ale po niej wróci do swojego małego przytulnego pokoiku, do swoich współlokatorów i wszystko będzie miał w…. poważaniu. A przez następne dwa dni świąteczne nosa z domu nie wyściubi, natomiast będzie mógł zaprosić swoich równie-co-kot-anty-świątecznych znajomych i razem porobią rzeczy durne a plugawe i anty-świąteczne. Cóż, bycie wykopanym z mieszkania zdecydowanie utrudniło realizację planu. Na szczęście, jak życie dowiodło, nie do końca.

A zacznijmy od tego, że święta i zimowe przeziębienie wpędziły Kota w chwilowy alkoholizm. O tym, że dla Kota aktualnie święta wcale nie ograniczają się do zaledwie trzech grudniowych dni tylko do całego grudnia, Kot już pisał. Nie wspominał natomiast, że z dnia na dzień wytrzymywanie w robocie przy zdrowych zmysłach stawało się trudniejsze. Dlatego, gdy po kolejnych czwartkowych planszówkach pojawiła się okazja pójścia na cytrynówkę do Riviery, Kot skrzętnie ową okazję wykorzystał. Wniosek z owego czwartku zrodził się jeden, który zdecydowanie przeistoczy się w postanowienie noworoczne; mianowicie: Nigdy nie zdradzać Cytrynówki Zapolskiej, albowiem inne cytrynówki mniej smaczne, a bardziej szkodliwe są! Na dokładne efekty rivierowej cytrynówki spuścimy zasłonę miłosierdzia, ale nie ukrywajmy, że kaca Kot przestał mieć dopiero w niedzielę.

Ledwo Kot zdążył otrząsnąć się z kaca i pocytrynówkowej traumy, a przeziębił się okrutnie, a raczej został przeziębieniem zarażony przez chorujących współpracowników. Kiedy Kot drugi dzień z rzędu przylazł do pracy zaflukany, zakaszlany i rozgorączkowany, do akcji wkroczyła Najcudowniejsza Szefowa, zlecając uber-kurację, której skuteczność sprawdziła empiryczni na sobie, a mianowicie dużo czekolady oraz Desperadosów. Kimże jest Kot co by nie posłuchać własnej Szefowej? To było jakiś tydzień przed wigilią i od tamtej pory Kot wszystkie wieczory spędzał w towarzystwie Desperadosów i gejów z Queer As Folk**, tak co by się we świąteczny nastrój wprowadzić. Trwało to tak aż do dwudziestego trzeciego grudnia, godziny pi razy oko 19, kiedy to Kot padał na twarz w swoim miejscu pracy i marzył o chwili, gdy znowu zagrzebie się w cieplutkim wyrku ze stosownym trunkiem. Wtedy to Kot ujrzał, coś, co skutecznie zmieniło oblicze tegorocznych świąt, mianowicie Y i Jabbę, którzy właśnie w przerwie między piwem, a piwem wpadli po zakupy. Przy okazji się przywitali z Kotem, zaczęli konwersować i od słowa do słowa doszli do wniosku, że po co Kot ma pić sam u siebie Desperadosa, skoro może dołączyć do Y i Jabby u Jabby i pić z nimi wino po pracy. Wino zamieniło się w cztery (albo i w pięć) do tego doszło arcydzieło współczesnej kinematografii edukacyjnej w postaci „Zombielandu” i następnego dnia, Kot dotarł do pracy tylko dlatego, że go skutecznie wyrzucano***

Przez całą wigilię Kot kaca miał nieziemskiego, co jednak zdecydowaniu poprawiało kocią percepcję na szurniętych wigilijnych klientów, którzy latali bez ładu i składu sami nie wiedząc, na co mają wydawać pieniądze. Apogeum przyszło, gdy do Kota przylazł pan i zapytał, od której sklep będzie otwarty dnia następnego (czyli 25-jego mać-grudnia).

W między jednym świrniętym klientem, a drugim do Kota zadzwonił Y przypomnieć, że Kot się z nim umawiał na wieczór i tak zasadniczo to o której będzie.

Kot przeszukał starannie swoją pamięć, w efekcie na rodzinnej kolacji faktycznie pojawił się na, bagatelka, trzy godzinki, po czym zapakował się w 523 i ruszył na dalekie Bemowo. Oczywiście, nie byłby sobą gdyby na miejscu nie zabłądził. To znaczy, to nie było tak, że Kot się zgubił, Kot tylko nie bardzo wiedział, gdzie jest. Próbując dojść do sklepu monopolowego 24H, który Y ma pięć minut spacerem od domu dotarł do stacji benzynowej jakieś ponad półgodziny dalej. W zimnie, wietrze, po zamarzniętym chodniku, w butach, kuźwa, na obcasie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby potem się nie okazało, że ygrecze osiedle zmieniło swoje położenie i spontanicznie przeteleportowało się na drugą stronę radiowej. Ostatecznie Kot do Y dotarł i spędzili urocze dwie godziny przy mruczących Kotach, Desperdosie (tu tylko Kot, gdyż Y zamierzał jeszcze prowadzić) i arcydziele polskiej kinematografii: „Arche. Czyste zło.”****

O godzinie 23:30 trzeba było się zbierać i jechać odebrać Jabbę z pracy, co by go odstawić do jego własnego mieszkania, gdzie poprzedniego poranka, Y wychodząc w pośpiechu i wciąż na ciężkiej bani zostawił swój aparat i statyw. Rzeczy zostały odzyskane, niestety, po wyjechaniu z podwórka, okazało się, że nie ma stosownej nawrotki, za to jest zakaz skrętu w lewo. Zakaz skrętu w lewo został skrupulatnie zlekceważony, zawróciliśmy, po czym…

– O… jakiś koleś za nami też tak zawrócił. – Beztrosko zauważył Y.

Byłoby pięknie i zabawnie, gdyby nie to, że ten „jakiś koleś za nami” wyciągnął z ukrycia niebieskiego koguta i nie zaczął nas ścigać.

Grzecznie daliśmy się złapać, a cała historia szczęśliwie zakończyła się „świątecznym pouczeniem”, niemniej resztę trasy pokonaliśmy w pełnym poszanowaniu dla przepisów ruchu drogowego.

Z powrotem w ygreczym mieszkaniu czekało na nas więcej szlachetnego trunku, więcej mruczących stworzeń, świąteczny odcinek Futuramy oraz kolejny wspaniały film „Jesus Christ Vampire Hunter”.

Ten wzorcowy wigilijny wieczór zakończył się o 4 nad ranem, a następnego poranka, znaczy się około 15 przyszło zastanawianie, co zrobić z tak pięknie zaczętym dzionkiem. Efektem krótkiej narady postanowiliśmy udać się na Starówkę robić zdjęcia ładnie podświetlonym obiektom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie… ludzie, oczywiście, którzy zamiast korzystać z dnia wolnego i odpoczywać spokojnie w ciepłych domowych zaciszach, masowo wybrali się na Starówkę oglądać drewniane domki z figurkami w środku. Szczyt rozrywki po prostu! Anyway, i tak bardziej niż ludzie dobił Y i Kota brak otwartych jadłodajni, wobec czego i wobec pustek w żołądkach wieczór skończył się skandaliczniej wcześnie.

Niemniej, Kot miau prawie takie święta, jakie zawsze chciał mieć, teraz pozostaje Kotu tylko skombinowanie równie anty-świątecznych planów na jutro, a tymczasem wraca Kot do Desperadosa i swoich ulubionych telewizyjnych gejów.

* F. Sinatra „My Way”

** Skutecznej owej kuracji potwierdza jak najbardziej

*** Jednocześnie zrodziło się drugie kocie postanowienie noworoczne: „Nigdy więcej nie pozwolić się przenocować w mieszkaniu pozbawionym kofeiny!”

**** Swoją drogą, Kot nie bardzo rozumie skąd się w ogóle wzięło określenie „czyste zło”, a nikt nie mówi „brudne zło” Przecież doświadczenie pokazuje, że większość rzeczy złych, a plugawych jest zdecydowanie na bakier z higieną…

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 25.12.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania I faced it all and I stood tall and did it my way* została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, praca, rodzina, życie kota Tagi: , , , , , , , , , ,