Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Jak przestałam być klientem Tesco Online.

Tesco Ezakupy przez długi czas kochałam miłością dziką. Wszystko dostarczali na czas, zazwyczaj bez zamienników. Byli tani i wygodni. Prawie rok korzystałam z jedną tylko wpadką, którą próbowali rekompensować zniesieniem kosztów dostawy. Za to po przeprowadzce – LABOGA!

Pierwsza próba miała miejsce w zeszłym tygodniu. Zamówiliśmy dostawę na wtorek wieczorem, dogodne okienko 20-22. Do 22 czekaliśmy cierpliwie, ale nie doczekaliśmy się. Daliśmy dostawcy akademicki kwadrans, ale o 22:15 zaczęłam dzownić na infolinię mocno już zdenerwowana. Dobre 10 minut czekałam zanim w ogóle mnie z kimś połączyło, bo „wszyscy konsultanci są w tym momencie zajęci”. Kiedy wreszcie dotarłam do „żywego człowieka” następne prawie pół godziny czekałam na linii, bo pani musiała się dodzwonić do kierownika. Ok. 22:45 uzyskałam infomację, że moje zamówienie musi być anulowane ze względu na złe warunki atmosferyczne („Taki mamy klimat”, c’nie?). Zanim zdążyłam o cokolwiek więcej zapytać, połączenie zostało zerwane.
OK. Zdeterminowana, zadzwoniłam ponownie. Ile się naczekałam słuchając NAPRAWDĘ irytującej muzyczki, to moje, ale w końcu połączyło mnie z inną panią. Od drugiej pani dowiedziałam się, że zamówienie nie tyle anulowane, co przesunięte. Bardzo przepraszają i mogą przyjechać następnego dnia w dogodnych godzinach. Dobrze, niech przyjadą między 12 a 14.
(jestem oazą spokoju i te sprawy).

Następnego dnia od 12 z niecierpliwością oczekuję dostawy, zbierając się do pracy. 14 to taka godzina zero. O 14 powinnam już być za drzwiami, żeby zdążyć do pracy. O 13:40 dostawy nadal nie ma, a we mnie narastają mordercze uczucia. Ok. 13:45 w przypływie natchnienia dzwonię na infolinię i proszę o skontaktowanie się z dostawcą i zapytanie go czy w ogóle zamierza dotrzeć na czas, bo może on tak lubi last minute, ale ja jakoś wątpię, żeby zamierzał zdążyć (ten klimat!). Po kilku minutach infolinia oddzwania. Dostawca jest nieosiągalny, nie odbiera telefonu i oni w ogóle nic nie wiedzą i nic nie są w stanie ustalić, ale jest im niezmiernie przykro. Ta, mnie też jest przykro. Ustalam z panią, że do 14 owszem poczekam profilaktycznie, a jeśli dostawa nie dotrze, to pani anuluje moje zamówienie i wyśle mi maila potwierdzającego anulację.
Z domu wyszłam 14:05, rozejrzałam się jeszcze pod blokiem czy zza rogu nie nadjeżdża samochód dostawczy – nie nadjeżdżał. Pojechałam do pracy wściekła i wciąż z pustą lodówką. Co jakiś czas z zaciekawieniem sprawdzałam pocztę – mail z informacją o anulacji nie przychodził.

Wieczorem dostałam maila o następującej treści:
„Szanowni Państwo,

w nawiązaniu do Państwa zamówienia numer 1322496187 oraz z powodu nieudanych prób kontaktu telefonicznego z Państwem (czy muszę dodawać, że nikt do mnie już tego popołudnia nie próbował sie dodzwonić?) uprzejmie informujemy, że Państwa zamówienie zostało anulowane z przyczyn technicznych uniemożliwiających jego realizację w dniu dzisiejszym(sic!).

Pragniemy również poinformować, że jeśli wyrażą Państwo chęć złożenia zamówienia ponownie, koszt dostawy zostanie anulowany.”

DKJP.

Prawie tydzień miałam focha. Zapasy uzupełniliśmy w stopniu niewielkim nakładem czasu i sił własnych.
We wtorek foch mi przeszedł niejako z przymusu – lekarz usadził mnie antybiotykiem w domu na prawie tydzień. dRaiser wykańcza rozpaczliwie wyjątkowo upierdliwe zlecenie. W efekcie żadne z nas nie jest zdatne do wycieczek po sklepach.

Wzięłam głęboki oddech i złożyłam zamówienie. Żadnych kosztów dostawy mi nie odjęło, ale trudno – nie chciało mi się znowu wydzwaniać na infolinię i wykłócać – w końcu lekarze kazał unikać stresu.
Dostawa miała być dziś między 12 a 14 – tak w sam raz, żeby dostarczyć produkty na śniadanie.
O 13:50 telefon. Dzwonił w miarę miły pan, żeby mnie poinformować, że opóźnienie będzie zamówione, to znaczy zamówienie opóźnione. Tak około pół godziny. Dostawca tym razem w ogromnie swej łaski raczył był zadzwonić i poinformować. I czy ja zechcę czekać. No zechcę, co mam nie zechcieć, to nie tak, że miałabym się gdziekolwiek ruszać.

Jakim cudem szlag mnie do tej pory nie trafł nie wiem, ale kiedy przyjechała dostawa miarka się przebrała.
OCZYWIŚCIE nawsadzali zamienników i OCZYWIŚCIE, że droższych, mniej opłacalnych. Innych produktów nawet nie raczyli zamienić, a bynajmniej nie były to produkty rzadkie i niespotykane (na przykład masło. Owszem, zamówiłam konkretne masło, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to było jedyne masło jakie istnieje na świecie. Wodę zastąpili inną, ale masła już nie mogli. Albo jogurcik. Zgadza, się poprosiłam o Danone’a, ale nie obraziłabym się za Jogobellę albo za inny smak. Mam żreć jogurty osłonowo przy antybiotyku, antybiotykowi jest wszystko jedno jakie one by nie były.).
Ponadto pan (którego prezencji z litości opisywać nie będę) wydukał, że dziś był jakiś problem z pakowaniem, więc on będzie bardzo dokładnie sprawdzać co i czy wszystko nam wypakowuje po czym… podawał nam siatki jedna za drugą bez zaglądania do środka.
Tak więc całkowity brak kabanosów musiałam stwierdzić sama.

O tym, że za spóźnienie nawet werbalnie nie raczył przeprosić, nawet nie warto wspominać.

En effet, żegnać Tesco! Witaj Klub Auchan Direct. Mam nadzieję, że okażecie się bardziej poważni!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 06.02.2014. Komentarzy (0) Posted in zakupy Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *