Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

I faced it all and I stood tall and did it my way*

Dawno dawno temu w odległej galaktyce, w której Uliczka jeszcze rozmawiała z Zapolem, a Fixxer był kocim najlepszym przyjacielem, powstała Koncepcja. Koncepcja zrodziła się w głowie Uliczki i dotyczyła ona świąt grudniowych. Polegała ona z grubsza na bojkocie owych (jako że w kręgu krewnych i przyjaciół królika było tyyyyle poświątecznych i prorodzinnych osób…), zabunkrowaniu się w czyimś mieszkaniu z zapasem pizzy oraz filmów i przeczekaniu owego traumatycznego okresu. W ciągu lat układy towarzyskie się pozmieniały. Niemniej do Kota i Fixxera owa idea nadal przemawiała. A przynajmniej tak się Kotu wydawało, dopóki dwa lata temu nie został na święta prawie bez rodziny za to z wolnym mieszkaniem po babci oraz kluczami do niego. Wtedy to Fixxowatego po początkowym entuzjazmie, napadły wątpliwości aż ostatecznie stwierdził, że nie może Cieciorce świństwa zrobić poprzez niepojawienie się na wigilijnej kolacji. Kot w obliczu takiego postawienia sprawy po pracy (gdyż w ówczesną wigilię jak i w dwie kolejne pracował) poszedł na wódkę z kumplem z roboty, następnie pojechał do domu, gdzie przez pół godziny pseudo wigilii z rodzicami starał się udawać trzeźwą, po czym polazł do swojego pokoju spać.

Jeszcze dwa miesiące temu myślał sobie Kot, że pewnie od tegorocznej kolacji wigilijnej się nie wymiga, ale po niej wróci do swojego małego przytulnego pokoiku, do swoich współlokatorów i wszystko będzie miał w…. poważaniu. A przez następne dwa dni świąteczne nosa z domu nie wyściubi, natomiast będzie mógł zaprosić swoich równie-co-kot-anty-świątecznych znajomych i razem porobią rzeczy durne a plugawe i anty-świąteczne. Cóż, bycie wykopanym z mieszkania zdecydowanie utrudniło realizację planu. Na szczęście, jak życie dowiodło, nie do końca.

A zacznijmy od tego, że święta i zimowe przeziębienie wpędziły Kota w chwilowy alkoholizm. O tym, że dla Kota aktualnie święta wcale nie ograniczają się do zaledwie trzech grudniowych dni tylko do całego grudnia, Kot już pisał. Nie wspominał natomiast, że z dnia na dzień wytrzymywanie w robocie przy zdrowych zmysłach stawało się trudniejsze. Dlatego, gdy po kolejnych czwartkowych planszówkach pojawiła się okazja pójścia na cytrynówkę do Riviery, Kot skrzętnie ową okazję wykorzystał. Wniosek z owego czwartku zrodził się jeden, który zdecydowanie przeistoczy się w postanowienie noworoczne; mianowicie: Nigdy nie zdradzać Cytrynówki Zapolskiej, albowiem inne cytrynówki mniej smaczne, a bardziej szkodliwe są! Na dokładne efekty rivierowej cytrynówki spuścimy zasłonę miłosierdzia, ale nie ukrywajmy, że kaca Kot przestał mieć dopiero w niedzielę.

Ledwo Kot zdążył otrząsnąć się z kaca i pocytrynówkowej traumy, a przeziębił się okrutnie, a raczej został przeziębieniem zarażony przez chorujących współpracowników. Kiedy Kot drugi dzień z rzędu przylazł do pracy zaflukany, zakaszlany i rozgorączkowany, do akcji wkroczyła Najcudowniejsza Szefowa, zlecając uber-kurację, której skuteczność sprawdziła empiryczni na sobie, a mianowicie dużo czekolady oraz Desperadosów. Kimże jest Kot co by nie posłuchać własnej Szefowej? To było jakiś tydzień przed wigilią i od tamtej pory Kot wszystkie wieczory spędzał w towarzystwie Desperadosów i gejów z Queer As Folk**, tak co by się we świąteczny nastrój wprowadzić. Trwało to tak aż do dwudziestego trzeciego grudnia, godziny pi razy oko 19, kiedy to Kot padał na twarz w swoim miejscu pracy i marzył o chwili, gdy znowu zagrzebie się w cieplutkim wyrku ze stosownym trunkiem. Wtedy to Kot ujrzał, coś, co skutecznie zmieniło oblicze tegorocznych świąt, mianowicie Y i Jabbę, którzy właśnie w przerwie między piwem, a piwem wpadli po zakupy. Przy okazji się przywitali z Kotem, zaczęli konwersować i od słowa do słowa doszli do wniosku, że po co Kot ma pić sam u siebie Desperadosa, skoro może dołączyć do Y i Jabby u Jabby i pić z nimi wino po pracy. Wino zamieniło się w cztery (albo i w pięć) do tego doszło arcydzieło współczesnej kinematografii edukacyjnej w postaci „Zombielandu” i następnego dnia, Kot dotarł do pracy tylko dlatego, że go skutecznie wyrzucano***

Przez całą wigilię Kot kaca miał nieziemskiego, co jednak zdecydowaniu poprawiało kocią percepcję na szurniętych wigilijnych klientów, którzy latali bez ładu i składu sami nie wiedząc, na co mają wydawać pieniądze. Apogeum przyszło, gdy do Kota przylazł pan i zapytał, od której sklep będzie otwarty dnia następnego (czyli 25-jego mać-grudnia).

W między jednym świrniętym klientem, a drugim do Kota zadzwonił Y przypomnieć, że Kot się z nim umawiał na wieczór i tak zasadniczo to o której będzie.

Kot przeszukał starannie swoją pamięć, w efekcie na rodzinnej kolacji faktycznie pojawił się na, bagatelka, trzy godzinki, po czym zapakował się w 523 i ruszył na dalekie Bemowo. Oczywiście, nie byłby sobą gdyby na miejscu nie zabłądził. To znaczy, to nie było tak, że Kot się zgubił, Kot tylko nie bardzo wiedział, gdzie jest. Próbując dojść do sklepu monopolowego 24H, który Y ma pięć minut spacerem od domu dotarł do stacji benzynowej jakieś ponad półgodziny dalej. W zimnie, wietrze, po zamarzniętym chodniku, w butach, kuźwa, na obcasie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby potem się nie okazało, że ygrecze osiedle zmieniło swoje położenie i spontanicznie przeteleportowało się na drugą stronę radiowej. Ostatecznie Kot do Y dotarł i spędzili urocze dwie godziny przy mruczących Kotach, Desperdosie (tu tylko Kot, gdyż Y zamierzał jeszcze prowadzić) i arcydziele polskiej kinematografii: „Arche. Czyste zło.”****

O godzinie 23:30 trzeba było się zbierać i jechać odebrać Jabbę z pracy, co by go odstawić do jego własnego mieszkania, gdzie poprzedniego poranka, Y wychodząc w pośpiechu i wciąż na ciężkiej bani zostawił swój aparat i statyw. Rzeczy zostały odzyskane, niestety, po wyjechaniu z podwórka, okazało się, że nie ma stosownej nawrotki, za to jest zakaz skrętu w lewo. Zakaz skrętu w lewo został skrupulatnie zlekceważony, zawróciliśmy, po czym…

– O… jakiś koleś za nami też tak zawrócił. – Beztrosko zauważył Y.

Byłoby pięknie i zabawnie, gdyby nie to, że ten „jakiś koleś za nami” wyciągnął z ukrycia niebieskiego koguta i nie zaczął nas ścigać.

Grzecznie daliśmy się złapać, a cała historia szczęśliwie zakończyła się „świątecznym pouczeniem”, niemniej resztę trasy pokonaliśmy w pełnym poszanowaniu dla przepisów ruchu drogowego.

Z powrotem w ygreczym mieszkaniu czekało na nas więcej szlachetnego trunku, więcej mruczących stworzeń, świąteczny odcinek Futuramy oraz kolejny wspaniały film „Jesus Christ Vampire Hunter”.

Ten wzorcowy wigilijny wieczór zakończył się o 4 nad ranem, a następnego poranka, znaczy się około 15 przyszło zastanawianie, co zrobić z tak pięknie zaczętym dzionkiem. Efektem krótkiej narady postanowiliśmy udać się na Starówkę robić zdjęcia ładnie podświetlonym obiektom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie… ludzie, oczywiście, którzy zamiast korzystać z dnia wolnego i odpoczywać spokojnie w ciepłych domowych zaciszach, masowo wybrali się na Starówkę oglądać drewniane domki z figurkami w środku. Szczyt rozrywki po prostu! Anyway, i tak bardziej niż ludzie dobił Y i Kota brak otwartych jadłodajni, wobec czego i wobec pustek w żołądkach wieczór skończył się skandaliczniej wcześnie.

Niemniej, Kot miau prawie takie święta, jakie zawsze chciał mieć, teraz pozostaje Kotu tylko skombinowanie równie anty-świątecznych planów na jutro, a tymczasem wraca Kot do Desperadosa i swoich ulubionych telewizyjnych gejów.

* F. Sinatra „My Way”

** Skutecznej owej kuracji potwierdza jak najbardziej

*** Jednocześnie zrodziło się drugie kocie postanowienie noworoczne: „Nigdy więcej nie pozwolić się przenocować w mieszkaniu pozbawionym kofeiny!”

**** Swoją drogą, Kot nie bardzo rozumie skąd się w ogóle wzięło określenie „czyste zło”, a nikt nie mówi „brudne zło” Przecież doświadczenie pokazuje, że większość rzeczy złych, a plugawych jest zdecydowanie na bakier z higieną…

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 25.12.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania I faced it all and I stood tall and did it my way* została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, praca, rodzina, życie kota Tagi: , , , , , , , , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.