Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Happy New Year or sth

Dzień dobry… nazywam się Czesio….

Wróć! Nie ta bajka!

Dzień dobry! Witamy w pierwszym dniu roku 2010. Do końca świata pozostały jeszcze dwa lata… (tak przynajmniej twierdzą Majowie)

A tak minimalnie bardziej poważnie…

Kot wita wszystkich w nowym roku. Z przyjemnością oznajmia, że aczkolwiek obyło się bez fajerwerków (w przenośni), to sylwestrowe fatum zostało minimalnie przełamane. Obyło się bez wielkiego pijaństwa (czymże są 4 Desperadosy i łyczek szampana?) i bez wielkiego kaca (tak, podkreślmy to. Jest 1 stycznia, a Kot po raz pierwszy od lat nie ma kaca). Niestety, obyło się też bez zajebistej zabawy, aczkolwiek było zacnie i sympatycznie. Zasoby ludzkie nie dopisały i grono sylwestrowiczów ograniczało się 7 osób nieszczególnie Kotu bliskich. Siedzieliśmy sobie, popijaliśmy chilloutowo, o północy złożyliśmy sobie życzenia… blah blah blah – taki tam standardzik.

Za to pobudka odbyła się w o wiele bliższych Kotu klimatach. Gospodarz wraz z kumplem o godzinie 11 uznali, że koniecznie muszą coś razem zagrać, w związku z czym zaczęli cały sprzęt grający (w sensie gitary i wzmacniacze) znosić do kuchni. Kiedy Kot się do owej doczłapał został posadzony w fotelu jako widownia i dostał Desperadosa. Chwilę później do kuchni wparowała dziewczyna gospodarza i zrobiła Kotu kawy. Panowie pseudo-muzycy zaczęli już wcześniej od klinika, wobec ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Mimo to Kot poczuł przyjemny posmak kilku poranków z przeszłości, kiedy to zwlekał się koło południa z wyrka, tylko po to, żeby ujrzeć, że impreza trwa dalej i się do niej dołączyć.

Niestety, w tym wypadku nie dołączył na długo, gdyż musiał dotrzeć do domu, ogarnąć się i zaraz będzie gnać do babci na rosołek, a następnie na „Avatara” do kina. Po raz drugi.*

Anyway, wpadł tu na chwilę, żeby powiedzieć, że wystąpił progres i Kot ma nadzieję, że rozpoczęty rok właśnie taki będzie całościowo – progresywny.

* Bo to przecież oczywiste, że kiedy Y i Kot wychodzili w miniony poniedziałek z kina z „Avatara” właśnie, to był to idealny moment dla Nawiasa, żeby do Y zadzwonić i go na „Avatara” zaprosić. Równie oczywistym jest, że Kot i Y rozbawieni całą sytuacją musieli się zgodzić.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania Happy New Year or sth została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.