Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Historia jednego kieliszka

– Czy ty nadal nie zaopatrzyłeś się w żadne kieliszki? – zapytał Kot, po raz kolejny wizytując swojego Ulubionego Kolegę Z Pracy z butelką
czerwonego wina.
– Nie. Mogę ci nalać do kieliszka od wódki lub od whisky. Albo do zwykłego kubeczka… – odpowiedział Kolega.
Kotu po raz n-ty wszystko opadło i uznał, że znowu będzie pił z butelki, bo co jak co, ale wino, a zwłaszcza czerowne, zachowuje wszystkie swoje właściwości praktycznie tylko w butelce bądź kieliszku o odpowiednim kształcie.
– Skończy się na tym, że któregoś razu najzwyczajniej przeprowadzę do ciebie mój kieliszek, bo mnie w końcu szlag trafi. – skomentował Kot upiwszy małego łyka.
– I co? I będzie u mnie stał i czekał na kocie wizyty? – Zapytał Kolega, przelewając kolejne tego wieczora piwo do kufla.
– Tak.
– Spoko. Podpiszemy go „Kieliszek Kota” i postawimy w szafeczce. Przynajmniej Kot przestanie marudzić, jak będzie do mnie przychodzić. – Kolega ochoczo zgodził się na koci pomysł…

… trzy dni później Kot ponownie zwizytował Kolegę. Przy okazji uczestniczył w przeprowadzce i rozpakowywaniu G., który do kociego Ulubionego Kolegi się wprowadzał. Mina G., gdy wypakowywał swoje kubki do herbaty do szafeczki i znalazł stojący samotnie na najwyższej półce samotny kieliszek do czerwonego wina podpisany wielkimi zielonymi literami „Kieliszek Kota” – bezcenna.


Zdj.1 Koci kieliszek w Łobuzowej szafce

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 04.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Historia jednego kieliszka została wyłączona) Posted in dialogi, życie kota Tagi: , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.