Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie należy wyjezdzac w góry. Prequel

Jako że wszyscy zapewne tęsknili za kolejną notką cyklu „Malkavianie uczą nas jak nie żyć”, oto ona.

[miejsce na aplauz]

W dzisiejszym odcinku nauczymy:

Jak nie należy wyjeżdżać w góry, czyli Kot ucieka. Prequel.

Jak już wcześniej Kot wspominał, zdobywanie górskich szczytów śniło się Kotu po nocach od lat kilku, a rozmaici mężczyźni, wbrew składanych obietnicom, nigdy nie doprowadzili do spełnienia kocich marzeń.

Poirytowany i zdeterminowany Kot postanowił w końcu sam się o siebie zatroszczyć.

Decyzję o Ucieczce powziął Kot prawie dwa miesiące temu, a jako że czasu było od groma, wyjazd miau być solidnie przygotowany, zaplanowany i Absolutnie Nie Chaotyczny. Wiecie, co bogowie robią, jak im opowiedzieć o naszych planach, right? Więc wy też teraz możecie się zaśmiać.

Pierwsza część planowania wypadła Kotu nawet całkiem nieźle. Kot starannie przemyślał termin ucieczki, uznał, że nie ma sensu ze swoim gawiedziowstrętem pchać się w majówkę, natomiast jakby tak wyjechał w czwartek po długim weekendzie, to mógłby zostać nawet do niedzieli. Posłuchawszy rad Luki, wybrał Kot miejscowość na ucieczkę, wygooglał uroczy, mały, niedrogi zajazd, gdzie, oprócz tony innych udogodnień, miało być WiFi; zadzwonił do owego i zarezerwował pokoik w pożądanym terminie. Dowiedział się przy tym, że na dwa tygodnie przed planowanym przyjazdem zobowiązany jest dokonania przedpłaty celem potwierdzenia rezerwacji.

Następnie Kot postanowił zawczasu załatwić sobie wolne w pracy, żeby na ostatnią chwilę przy układaniu grafiku na maj nie było zgrzytów. Już w pierwszym tygodniu kwietnia poszedł do swojej przełożonej i wytłumaczył grzecznie, że sytuacja wygląda tak i tak, że musi dokonać wpłaty zaliczki, że strasznie Kotu zależy, ale póki jeszcze jest czas, to może ewentualnie przebookować się na późniejszy termin w ramach tego samego miesiąca. Kocia przełożona powiedziała, że problemu nie ma. Najmniejszego.

Kot uradowany zapłacił z góry za cały pobyt, żeby potem finansami sobie ślicznej główki nie zaprzątać, zorganizował Łobuza do opieki nad Kotletem, po czym resztę kwestii organizacyjnych, takich jak logistyka transportu, zostawił na koniec miesiąca.

Pierwszy zgrzyt pojawił się koło 20 kwietnia, kiedy to Kot wysłał swojej przełożonej sugestie grafikowe na maj. #WTEM okazało się, że w ten weekend, który Kot zamierzał spędzić na szlaku, przełożona ma wesele, a druga współpracownica szkołę i czy Kot naprawdę musi mieć ten weekend wolny, bo przecież nie może być tak, że nikogo z filmu nie będzie. No doprawdy! Przed zrobieniem karczemnej awantury dzielnie powstrzymał Kota Igor, głaszcząc po główce, dolewając drinka do szklaneczki i tłumacząc łopatologicznie konsekwencje powiedzenia szefowej, co Kot myśli o całej sytuacji. Ostatecznie stanęło na kocim, ale zszarpania nerwów nikt Kotu nie zrekompensował.

Przez kolejne dwa tygodnie Kot solennie sobie obiecywał, że dziś, już dziś, a najpóźniej jutro pojedzie na dworzec, dowie się, kupi te bilety. W międzyczasie zajmował się tak ważnymi sprawami jak Niepisanie Pracy Semestralnej (tak, co lepiej obeznani Czytelnicy słusznie przewidują temat na następną notkę), oglądanie „Trawki”, „Supernaturala”, granie w Disciples II, spotkania towarzyskie, kastracja Kotleta, a także szukanie nowego współlokatora i poskramianie dzikich napadów paniki.

A potem znienacka zaatakowała Majówka.

W Majówkę już ostatecznie-ostatecznie miau Kot opracowywać logistykę transportu, a nawet zawczasu się pakować, gdyż brał pod uwagę, że wyjedzie w środę bezpośrednio po pracy, ale nagle zaatakowały Kota zupełnie nowe dystrakcje i plan spalił na panewce.

W przedwyjazdową środę, Kot miau zamiar wstać odpowiednio wcześniej, pojechać z samego rana zrobić zaległe badania i, jeszcze przed zajęciami, zahaczyć o Zachodni (gdyż tyle, że z Zachodniego właśnie powinien Kot wyruszyć, udało się Kotu ustalić.). Czy zaspał okropnie? Oczywiście. Czy wylał na siebie pierwszą poranną kawę i musiał się w pospiechu przebierać? Ależ. Szczęśliwie zamiast pierwszych zajęć odbywała się prelekcja wygłaszana przez gościa z zagramanicy, więc Kot złapał dodatkową godzinę snu. Gość skończył wykład wcześniej niż kończyły się zajęcia, ponadto na następnych miau poprowadzić pogadankę na jeszcze inny temat, w sposób zapewne równie fascynujący, więc Kot zdecydował, że to będzie idealna przerwa, żeby podjechać na Zachodni.

Na miejscu okazało się, że PKSy, które Kot wcześniej wygooglował, nie jeżdżą o tej porze roku, a jedyny, którym Kot może się transportować, jedzie jedynie do Ustrzyk Dolnych i odjeżdża w środku nocy, tzn. o 8:45.

– Nic to – pomyślał Kot i zakupił bilet na w/w PKS, wychodząc z radosnego założenia, że o przetransportowanie się z Ustrzyk do Ustrzyk zatroszczy się już, jak się w jednych z nich znajdzie.

Powróciwszy na uczelnię, Kot postanowił zjeść śniadanie, co się okazało nader destruktywną w skutkach decyzją. Colą light szczęśliwie zalał Kot jedynie kawalątek podłogi. Niestety, jogurcik truskawkowy* znalazł się wszędzie: na podłodze, na Walerianie, a także na kociej bluzce. Przy czym na kociej bluzce znalazło się najwięcej i najbardziej malowniczo, a że Kot miau w owym stroju iść na jeszcze jedne ćwiczenia, a potem do pracy, uznał, że musi biegiem pędem udać się do najbliższego sklepu z tanią odzieżą i zanabyć okrycie zastępcze.

W międzyczasie Kot prawie że padł na zawał, gdy odczytał SMSa od Łobuza, w którym to Łobuz zapytywał, czy Kotleta to on odbiera dziś czy kiedy, bo coś mu się nie zgadza, poza tym on pracuje do 22, a potem śpieszy się do domu, bo mają grać i pić. Z powiedzeniem Łobuzowi, co o nim myśli, Kot nie miau problemu. Stanęło na tym, że przyjedzie po Kotleta po pracy dzikim pędem.

Czy bogowie komunikacji ze wszech miar utrudniali powrót do domu? No przecież.

Uznawszy, że, znając siebie i swoją przytomność o poranku, rozsądniej Kot zrobi, jeśli w ogóle nie pójdzie spać, zaczął Kot się pakować, cały czas intensywnie zastanawiając się, co u stu diabłów zrobił ze świeżo zakupionym biletem na PKS. Miau plan, że żeby dotrwać do rana będzie grać w Disciples i oglądać świeżo ściągnięty 1 sezon „Supernatural – the Animation”** oraz zgrywać filminki na Walerianowy dysk, co by mieć co robić w Bieszczadach długimi wieczorami

W międzyczasie odkrył Kot, że znaczna część klawiszy w Walerianie przestała działać zupełnie i nie pomagają żadne czyszczenia***. Z radośniejszych wieści, dRaiser uszczęśliwił Kota informacją, że zasadniczo to jest zdecydowany się przeprowadzać i Kot może jechać w góry spokojny, że przynajmniej kwestią poszukiwań współlokatora może się nie martwić.

Koło 1 zadzwonił J. i kiedy, po jakieś absurdalnej ilości czasu, skończyliśmy rozmawiać, Kot zwinął się w kłębek tylko na sekundkę…

Ile trwała rzeczona sekundka oraz jakie były jej konsekwencje? Te oraz inne zagadki wyjaśnimy w kolejnym odcinku Malkaviańskiego Poradnika.

Stay Tuned!

* uprzedzając pytania: w dalszym toku dnia Kotu udało się jeszcze upaćkać roztopionym serkiem pleśniowym, kolejną kawą, a także poupuszczać jakieś absurdalne ilości towaru.

** Supernatural. Wersja anime! AWESOME!!!!! ****

*** Ale to przecież nie mogło mieć nic wspólnego ze wcześniejszym zajogurceniem netbuczka…

**** Wszyscy wiemy, co oznacza 5 wykrzykników, right?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 21.05.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie należy wyjezdzac w góry. Prequel została wyłączona) Posted in Wyjazdy Tagi: , , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.