Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Kącik Porad Malkaviańskich – Jak nie wyjeżdżać w góry. Part one.

(bo przecież jedna podróż jest najlepszym momentem na to, by spisywać wspomnienia z poprzedniej)

Po rozmowie z J. odpalił Kot 1 odcinek „Supernaturala” i zwinął się w kłębek. Na sekundkę. Sekundka potrwała o wiele za długo i kiedy otworzył Kot ponownie oczka było o wiele za późno, a przecież jeszcze musiał się dopakować! W efekcie wybiegał w dzikim przerażeniu, przeświadczony, że zapomniał miliona Bardzo Ważnych Rzeczy (łącznie z biletem PKSowym, którego lokalizacji wciąż nie był pewien) i nie zdążył sobie niczego zgrać na netbuczka. Szczęśliwie Opatrzność czuwała nad Kotem, gdyż złapał pociąg do Zachodniego tuż po dotarciu na Wschodni i na przystanku PKSowym znalazł się na całe 2 minuty przed odjazdem PKSu.
W PKSie zajał Kot spokojnie miejsce i pierwsza część podróży upłynęła Kotu na dosypianiu. Gdy już się wyspał, postanowił Kot, w przypływie Szaleństwa niewątpliwie, że podróż rozbujanym PKSem jest idealną chwilą na podjęcie prób naprawy nie działającej klawiatury poprzez wyjęcie nie działających klawiszy. Czy muszę pisać, że w efekcie klawisze latały po całym korytarzu i Kot je w panice wyciągął spod siedzeń?* Zdążył rónież Kot po drodze co najmniej trzy razy zgubić czapkę, arafatkę bądź oba na raz. Ponadto tuż za Rzeszowem uświadomił sobie, że w swej nieroztropności i zabieganiu wziął zaledwie jedną książkę ze sobą, w dodatku niezbyt grubą i już dotarł do połowy… Szczęśliwie w tym momencie za oknem zaczęły pojawiać się wzniesienia i Kot już zamarł do końca, obserwując i się zachwycając, starając się nie myśleć, jak właściwie przetransportuje się o godzinie 19 z Ustrzyk do Ustrzyk.
Wspomnieliśmy już, że Opatrzność nad Kotem czuwa? Na miejscu bowiem okazało się, że za 5 minut odjeżdża ostatni PKS do Ustrzyk Górnych i Kot spokojnie na niego zdążył.
Gdy PKS zatrzymał się, a kierowca oznjamił koniec trasy i Kot wyszedł na świat, było już całkiem ciemno. Kot stał pośrodku obcej miejscowości z ponurą świadomością, że zupełnie nie wie, gdzie jest, ani w którą stronę znajduje się Zajazd, w którym dokonał rezerwacji.
– Nic to! – pomyślał Kot z determinacją. Widział przecież Kot zdjęcia, domostwo miało na sobie wielką tabliczkę z nazwą przybytku, miejscowość jest malutka i składa się z jednej ulicy, na pewno Kot znajdzie!
– Der haha! – zaśmiał się Wszechświat, tudzież zaśmiałby sie, gdyby Wszechświaty posiadały struny głosowe i gardło zdatne do wytwarzania odgłosów.
20 minut później ponownie, tym razem już lekko zaniepokojony, stał Kot w, szumnie nazwanym, Centrum miejscowości i dzwonił do Igora, co by ten wygooglał jakieś wskazówki topograficzne. Igor grzecznie podał Kotu adres, obejrzał mapkę Ustrzyk, powiedział Kotu, w którą stronę powinien się Kot kierować, po czym się rozłączył.
Kot uczynił jak mu przykazano i doprowadziło to Kot na wprost wielce malowniczego… placu budowy, na którym stało 3/5 domku i wielka tablica informacyjna głosząca, iż w tym oto miejscu już lipcu stanie „Zajazd pod Caryńską” (w którym to zajedździe Kot zarezerwował nocleg na kilka dni w maju.) Szczęśliwie Kot byłoaząpokoju i bardzospokojnieianitrochęnienerwowo spisał z tablicy informacyjnej numer telefonu, zadzwonił i bardzo miłej i pani, która odebrała powiedział, że bardzo chciałby skorzystać ze swojej rezerwacji, ale trochę tak jakby niekompletność zajazdu ciut to uniemożliwia.
– To nikt pani nie powiedział, jak pani dzwoniła i rezerwowała? – spytała lekko zaniepokojona rozmówczyni Kota.
– Nie powiedział czego? – zapytał Kot odruchowo.
Otóż, czy nikt Kotu nie powiedział, że chociaż Zajazd Pod Caryńską ma już swoją stronę internetową, numer telefonu i wszystko, to trwa budowa, otwarty będzie dopiero od lipca a wszystkie rezerwację czynione do tego czasu jak najbardziej zostają uwzględnione, ale w znajdującym się 6 kilometrów od Ustrzyk Zajeździe Pod Tarnicą. No więc, NIE, nikt Kotu nie powiedział, że tak sprawa wygląda. Gdyby ktoś to Kotu raczył był powiedzieć, nie stałby Kot o godzinie prawie 22, jak ten jelonek bezbronny z ciężkim plecakiem na środku obcej miejscowości.
Pani szczęśliwie nie pozbawiona była pomyślunku i rezonu, bezbłędnie wyczuła lekką frustrację, narastającą w kocim głosie i szybko zadecydowała, że skoro Kot sam niezmotoryzowany, to ona natychmiast wysyła po Kota samochód.
W efekcie, tuż po godzinie 22 zameldował się Kot pod dachem. Tylko niestety, nie pod ślicznym dachem, który widział Kot na zdjęciach, nie w domostwie wyposażonym w WiFI i inne udogodnienia, ale w pokoiku przypominajacym celę, w miejscu, które od najbliższego pola, gdzie można było złapać zasięg Orange, dzieliło co najmniej 10 minut spaceru.
I tak oto minął poranek i wieczór kociego wojażu – dzień pierwszy.

* I czy możliwe, że to właśnie kocia hiperaktywność była przyczyną dla której praktycznie przez całą drogę nikt się do Kota nie przysiadł?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 16.07.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Kącik Porad Malkaviańskich – Jak nie wyjeżdżać w góry. Part one. została wyłączona) Posted in malkaviański kącik porad wszelakich, Wyjazdy Tagi: , , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.