Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Malkaviański Weekend

Jeszcze nie wszyscy wiedzą, że weekend w wydaniu kocim zaczyna się nie w piątek, lecz w czwartek około godziny 17. Również nie wszyscy wiedzą, że dla Kota weekend od tygodnia na ogół różni się jedynie tym, że nie musi chodzić na zajęcia i do pracy, tylko do pracy, w związku z czym ma więcej czasu na oglądanie filmów wieczorami. O normalnych weekendowych aktywnościach młodych studentów (czyt.: imprezowaniu) Kot rzadko kiedy myśli, albowiem na ogół jest zbyt zmęczony i mu się nic nie chce.  W związku z czym Kot najpierw zapoznaje się z imprezową ofertą danego weekendu, obiecuje sobie, że pójdzie tu i tam, a potem najpierw nie idzie tu, potem nie idzie tam. Potem oczywiście narzeka na brak życia socjalnego, ale to inna bajka. Doświadczenie pokazuje, że jeśli Kotu się uda gdzieś zabawić, to musiało zaistnieć podłoże spontaniczne.
Weźmy na przykład weekend ostatni. Plan wyglądał następująco:

  • Planszówki w Ampli standardowo w czwartek wieczorem
  • Piątek: wczesne wyjście z pracy, szybki powrót do domu, oglądanie filmów i wysypianie się
  • Sobota: pobudka koło 12 (po uprzednim wyspaniu się), praca od 14 do 20, potem koncert urodzinowy Strefy Mocnych Wiatrów wGnieździe Piratów oraz nocleg u Zapola
  • Niedziela: wywleczenie się od Zapola, powrót do domu, przygotowanie grammar activity na metodykę oraz uzupełnianie portfolio na Oral B.

A teraz zobaczymy, jak Wszechświat zareagował na kocie plany i jak zmienił Weekend Zorganizowany w Weekend Iście Malkaviański.

Czwartek

Amplitronowe planszówki odbyły się, o dziwo, bez przeszkód, aczkolwiek w okrojonym składzie. W trakcie oczekiwania na pozostałą część ekipy, Y nieopatrznie przyznał się, że jeszcze nigdy w życiu nie był w kocim ukochanym lokalu, mianowicie Tavernie 10B. Koty natychmiast na Y nafuczały i uznały, że nie ma innej rady, jak tylko zaciągnąć Y do 10B teraz, natychmiast, już, to znaczy dnia następnego.

Piątek

Kot z Y i Kniaziem umówił się o 20 przy metrze centrum. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby się nie spóźnił (bagatelka, godzinę), co mogło mieć pewien związek z tym, że gdzieś po drodze, tudzież w pracy, nierozsądnie spojrzał w lustro, ujrzał siebie i uznał, że jeśli nie doprowadzi się chociaż do minimalnie ludzkiego wyglądu, domu nie opuści, po czym wyruszył pośpiesznie na poszukiwanie odpowiedniej farby do włosów i wosku w plastrach.
W związku z kocim spóźnieniem, zdążyliśmy na końcówkę pierwszego seta Wyciągniętych. Po drodze Kot i Fixxer telefonicznie próbowali opracować strategiczny plan kociego noclegu u Fixxera. Sprawę znacząco utrudniał fakt, że z Dziesiątki do metra Wilanowskiej w okolicach północy dojazd jest, delikatnie mówiąc, średni, a nocne do Fixxowego zadupia odjeżdżają o porach iście idiotycznych. Na miejscu spotkaliśmy liczne grono znajomych kocich, w tym Najpiękniejszą, a w momencie, w którym Kot pochwycił ją w ramiona, stało się jasne, że raczej szybko lokalu nie opuści i o do-Fixxowych nocnych może zapomnieć. Słowo stało się czynem, o godzinie 1:30, o której odjeżdżał najpóźniejszy nocny, którym Kot mógł jechać, Kot radośnie tkwił w knajpie. W efekcie do domu wrócił koło 3. Tylko po to, żeby za trzy godziny wstać, co by przed ósmą do Fixxera jednak dotrzeć.

Sobota

Poranne tłuczenie się przez pół miasta i przysypianie w autobusach, sprawiły, że Kot powziął mocną decyzję nieumawiania się więcej o tak idiotycznych porach. Niemniej do Fixxowego dotarł spóźniony jedynie około pół godziny. Tylko po to, żeby około 11 w pośpiechu się ewakuować, co by zdążyć do Babilonu, gdzie Fixxer robił za Pana Akustyka. Co Kota podkusiło, żeby również do Babilonu dreptać, zamiast pojechać do pracy i zwinąć się w kłębek na zapleczu, Kot do dziś nie wie. Wie tylko, że później przez 6 godzin pracy snuł się nieprzytomny z kąta w kąt. Po pracy, zamiast pojechać grzecznie do Gniazda, podreptał z powrotem do Babilonu, co by zgarnąć stamtąd Fixxera na Strefę. Licho jakieś musiało Kota podkusić do takiego czynu, który zaowocował przybyciem do Gniazda niemiłosiernie późno i bez sensu, albowiem Strefa już dawno skończyła grać. Jak to powiedział Fixxer: „Zapłaciliśmy po 10 zł za wejście, tylko po to, żebym podszedł do baru i zamówił jedzenie za kolejne 8”. Kot z kolei frustrował się niezmiernie, bo będąc świeżo po chorobie i antybiotykach, nie czując się wciąż najlepiej, unikał alkoholu. Z związku z czym, był jedyną całkowicie trzeźwą osobą w towarzystwie i przypomniał sobie, jak to głupio jest oraz jak trudna i upierdliwa bywa komunikacja z osoba w odmiennym stanie świadomości.

Niedziela

W piątek, na szantach, Y stwierdził, że na niedzielę zapowiadają ładną pogodę, w związku z czym jedziemy do Ogrodu Botanicznego w Powsinie robić zdjęcia. Jako że Kot o wizycie w owym ogrodzie marzył do wieków, natychmiast uznał, że zadanie z metodyki nie ucieknie i można jechać.
W niedzielę rano, owszem, pogoda dopisywała, Kot nawet udał się na polowanie na śniadanie (bo, oczywiście, nikt wcześniej nie wziął pod uwagę, że z racji Zielonych Świątek sklepy mogą być zamknięte i być może warto zaopatrzyć się w jedzenie już w sobotę) w samej koszulce. Kiedy około południa Y dzwonił do Kota, co by potwierdzić focenie i umówić się na zgarnianie Kota i Fixxera od Zapola, pogodzie nadal nie można było nić zarzucić. Lunęło 5 minut po naciśnięciu przez Kota czerwonej słuchawki w telefonie. Niezrażeni pojechaliśmy do Konstancina, zahaczając po drodze o koci dom. Szczęśliwie, do czasu, kiedy koło 16 opuszczaliśmy Fixxowy dom, w celu udania się do ogrodu, słońce znowu świeciło. Po krótkiej (nikt nie mówił, że ogród botaniczny jest czynny tylko do 18) wizycie w ogrodzie, Y odwiózł nas na Vampiriadę w Tombie (tak! Albowiem w piątek od Kniazia Kot dowiedział się, że w niedzielę (idiotyczny termin) odbędzie się takowa impreza. A że Kot dawno na Vampiriadzie nie był i od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem wielkiego come backu, uznał, że na chwilę może zajrzeć, najwyżej zadanie metodyczne zrobi po powrocie). Kniaziowa teoria, iż z racji terminu frekwencja będzie do du… sprawdziła się. I oczywiście, że zapłaciliśmy 10 zł za wejście, tylko po to, żeby dorwać okrągły stolik i grać przy nim w Jungle Speeda (taki żarcik, w rzeczywistości później impreza się rozkręciła). W efekcie, Kot wrócił do domu o 4:30 i poszedł spać, nie zrobiwszy metodyki. W między czasie przypomniał sobie:

  • dlaczego kiedyś tak lubił na Vampiriady chodzić
  • oraz dlaczego przestał

Oczywiście na zajęcia o 8:30, Kotu nie udało się ni diabła dotrzeć i teraz ma nadzieję, że Pani Od Metodyki będzie łaskawa i zgodzi się dać Kotu zaliczenie w piątek (Kota pociesza uzyskana od Ślicznego P. informacja (bazowana na doświadczeniu własnym), że prędzej budynek wydziału się zawali, niż Pani komuś nie zaliczy).

PS. Znaleziony przez Y symbol prześladującego nas FAILa:

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 02.06.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Weekend została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.