Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Wrocław – dzień 1

Moja pierwsza wizyta we Wrocławiu w zeszłym roku pozostawiła mnie w głębokim przekonaniu, że miasto mnie nie lubi. Chociaż był to środek lata, było koszmarnie zimno , cały dzień lało dziko i wróciłam przeziębiona. A z wszystkich przewidzianych do zwiedzania atrakcji, zobaczyłam jedynie knajpę, w której mieliśmy jedynie zjeść obiad a spędziliśmy całe popołudnie i wieczór.
dRaiser usiłował mnie potem przekonać, że miasto wcale nie jest takie złe, jak mi się wydaje i powinnam dać mu drugą szansę. Opierałam się długo, ale w końcu ulec musiałam – we Wrocławiu odbywa się tegoroczny Polcon, na który jedziemy, a w zasadzie już prawie dojechaliśmy.
Swoją drogą powinnam w końcu nauczyć lepiej planować podróż. Tym razem, żeby zaoszczędzić jechaliśmy po raz pierwszy Polskim Busem. Uczucia mam mieszane z przewagą pozytywnych, ale nie o tym miało być… Mieliśmy dojechać o 4:15, a dojechaliśmy pół godziny wcześniej. Nocleg mamy wykupiony w szkole, która otwiera swoje podwoje po 9. Zanim do niej dotrzemy i będziemy mogli odpocząć po podróży, musimy dojechać na teren konwentu i wykupić akredytację właściwą, gdyż, chociaż wyjazd planowaliśmy od dwóch miesięcy, jakoś nie udało nam się sprawy załatwić po bożemu, czyli przez Internety.
Point is, po opuszczeniu PKSu mieliśmy, a właściwie wciąż mamy, mnóstwo czasu do przetrwonienia. Póki co odwiedziliśmy lokalne Przekąski i Zakąski, gdzie spożyliśmy niezłe kiełbaski i ciepłą cytrynówkę oraz napatrzyliśmy się na lokalne indywiduum, trochę pobłądziliśmy po Starym Mieście, zapolowaliśmy na kawę i prąd w EMPiK Cafe a za chwilę wyruszymy na poszukiwanie śniadania.
So far podobuje mi się. Może moja niechęć do Wro się trochę zmniejszy.
Stay tuned.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.08.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania Wrocław – dzień 1 została wyłączona) Posted in Wyjazdy, życie kota Tagi:

Możliwość komentowania jest wyłączona.