Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

„Katarzyna ma katar. Cała trzęsie się w posadach.”*

Kot nawet miau zamiar pokusić się o jakąś bardziej składną notkę, ale ledwo przestał pić, a przemarzł, przewiało go i się rozchorował**. Teraz Kot ma katar, prądkuje i zaraża. Pijmy zdrowie Kota.

Ergo zanim dreszcze, gorączka i zaflukanie miną i Kot będzie w stanie pisać długo a składnie, podzieli się naprędce:

1. Wnioskiem, że powinien w końcu zacząć uważać, czego sobie życzy. Bo ostatnio kocie życzenia spełniają się zatrważająco, tylko po to, żeby in the end okazało się, że Kot wcale nie tego chciał. Serio serio. What for have sex? The Universe fucks me everyday.

2. Planami mieszkaniowymi. A raczje tym, że zostały finalnie opracowane i są powoli wcielane w życie. I jak wszystko się uda, będzie piękniej niż kiedykolwiek.

Czujcie się podzieleni z. Kot wraca do romansu z mega-opakowaniem chusteczek i Baldur’s Gate. BTSG sezon 2 będzie musiało trochę odczekać jako rozrywka zbyt intelektualna jak na aktualny stan Kota.

* „Katarzyna ma katar” Pidżama Porno
** Związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zaprzestaniem ciągu alkoholowego a chorobą niechybnie musi występować i Kot będzię się przy tej teorii zapierać. Serio serio. Zwłaszcza, że Kot jest już drugim przypadkiem ową teorię potwierdzającym. Pierwszym była kocia Najcudowniejsza Szzefowa.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 19.01.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania „Katarzyna ma katar. Cała trzęsie się w posadach.”* została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , , ,

Kot był chory i leżał w łóżeczku (or not)

Okazuje się, że nie tylko Wszechświat Kota nie lubi, ale bogowie bakterii i wirusów również. No bo czymże innym, jeśli nie czystą złośliwością (doskonale dopracowaną logistycznie), było zaatakowanie Kota choróbskiem i unieruchomienie go w legowisku właśnie teraz, na czas jednego z bardziej atrakcyjnych towarzysko tygodni ostatnich (i najbliższych) czasów? Spójrzmy prawdzie w oczy: tydzień zeszły – poniedziałkowy kacus gigantus, standardowe planszówki w czwartek, po których było piwo, którego praktycznie nie było (uwierzycie, jak trudno w Stolicy jest znaleźć otwartą knajpę w środku tygodnia około północy?!) w piątek – owszem – niby było Wyjście Na Piwo, ale tylko dlatego, że Kot sam się o nie zatroszczył i oznajmił znajomemu z pracy, że z Kotem na to piwo i d z i e (przy czym warto nadmienić, że sam znajomy zmył się po niecałej godzinie, co by zdążyć na ostatni pociąg, a Kot został sam z Kolesiem Co Się Do Nas Przyplątał, po czym bardzo szybko Kot stwierdził, że przyplątany osobnik nie jest dość ładny (o czymś takim jak walory intelektualny Kot nawet nie próbował marzyć), by spędzać z nim większą ilość czasu, gadając o niczym i żadne piwo nie jest tego warte (zwłaszcza jeśli kosztuje ono tyle, co w HRC)) i nawet sobotnie Fixxowanie nie było w stanie wynagrodzić tygodniowego towarzyskiego marazmu (do którego dodamy jeszcze niedzielną, odwołaną sesję); tydzień przyszły, który oprócz urodzinowego koncertu jednej z ulubionych kapel i czwartkowych planszówek (które przy Kocim szczęściu zapewne zostaną nagle i niespodziewanie odwołane) raczej nic ciekawego nie wniesie (deadline’u oddania pracy semestralnej, prezentacji oralnej oraz 4 (a może i pięciu?) kolosów zdecydowanie nie należy zaliczać do wydarzeń ciekawych oraz wyczekiwanych z niecierpliwością, ekscytacją i wstrzymywanym oddechem). Dla kontrastu w tym tygodniu Kota ominęły:
– trzydniowe Ustronalia, które zachwala Fixxowy
– planszówki (rzekłoby się, że standardowo, ale byłoby to wielką niesprawiedliwością albowiem nie bywają one ani standardowe, ani przewidywalne)
– urodziny eMMy
– urodziny ukochanej Taverny 10b
– darmowy koncert jednego z zespołów J. (kociego eks)
– wyjazdowe Święto Wina w (bodajże) Janówku (czyt.: mała miejscowość, która zapewne jest na tyle malownicza, że Kot mógłby pofocić plus (zapewne) samo święto również malownicze -> focenie, plus darmowa degustacja wina i wina, i wina, i jeszcze większej ilości wina)
– sesja (nie wiem która dokładnie, ale let’s be honest, gdyby Kot był zdrowy, osobiście by zadbał, żeby któraś się odbyła)
– impreza u Youla, którego Kot nie widział od… o żesz… to się już w miesiącach liczy, połączona z audycją reanimowanego RvP
– darmowe warsztaty fotograficzne, na które wyciągał Y
– darmowy koncert Clawfingera (w ramach Juwenaliów)
– już-nie-darmowy-ale-w-bardzo-korzystnej-cenie koncert CETI z orkiestrą, na który wyciągał Kniaź
– chwilowo nie pamiętam, co jeszcze, ale mam dziwne i niepokojące wrażenie, że coś pominęłam
Przyznajmy, Kota ominęło również użeranie się z krety… ekhm… klientami oraz kilka wielce nieciekawych wykładów, dzięki czemu zamiast dosypiać w niewygodnym uniwersyteckim krześle, Kot wysypiał się we własnym wielce wygodnym legowisku. Miau również Kot możliwość nadrobienia odrobinę zaległości czytelniczych i filmowych. Jednakże odkrył przy tym prawdę straszną i frustrującą – mianowicie, leżenie prawie że bez przerwy przez prawie że tydzień z nie własnej, przymuszonej woli jest cholernie męczące. Zwłaszcza, że nie zwalnia z obowiązku zwleczenia się w piątek wcześnie rano i podreptania na Wydział w celu napisanie Testu Rocznego z metodyki ani z pisania pracy zaliczeniowej z akwizycji (czy kogoś tu dziwi, że przy najbliższo-poniedziałkowych deadline’ie nie mam napisanego jeszcze ani jednego zdania, a na obserwacje, na podstawie których praca ma powstać, wybieram się w ów poniedziałek z samego rana?).
Całokształt wydarzeń wywołuje w Kotu głęboką frustrację, w związku z czym Kot po raz kolejny decyduje się wypiąć na rzeczywistość i wraca do świata wiktoriańskiego kryminału.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.05.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania Kot był chory i leżał w łóżeczku (or not) została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, życie kota Tagi: ,