Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

I’m NOT too old for this shit.

Trochę czuję się znowu jakbym miała osiemnaście lat.
Drugi tydzień mam wyjebane na wszystko i gram w Diablo 3. Ostatni raz jakaś gra mnie wciągnęła tak bardzo właśnie, gdy miałam osiemnaście lat. Byłam tuż przed maturami i, zamiast się uczyć, namiętnie grałam całe dnie w Baldur’s Gate 2. Tylko że wtedy Rodzicielka krzyczała, że się nie uczę, a teraz Najcudowniejszy Mężczyzna Pod Słońcem do niczego mnie nie przymusza, a i czasem nakarmi, jak ja się nakarmić zapomnę.

Chwilkę oddechu od zabijania szkieletów (i nie tylko) zafundowałam sobie jedynie z okazji Juwenaliów, na których pojawiłam się po dwu- (albo i trzy-?) letniej przerwie. Zaciągnęłam dRaisera (a potem także współpracowników) w sam środek pogo i przypomniałam sobie jakie to zajebiste uczucie.
Zdecydowanie musimy znaleźć jakieś minimum w budżecie, które sprawi, że będę mogła częściej. Bo chociaż mam wrażenie, że wokół same dzieciaki, to wciąż nie jestem na to za stara. Z ran „bojowych” dorobiłam się guza, a dRaiserowi troszku się okulary odlutowały, ale it’s worth it.

Poza tym mam niebieskie włosy. Tak, dobrze widzicie – NIEBIESKIE. O takie. Chciałam białe albo rurzowe*, ale dRaiser się uparł. A że jest Najcudowniejszy Pod Słońcem i godzi się na WSZYSTKIE moje dziwactwa, to i ja się zgodziłam. Ale że w tonerach La Riche się zakochałam, to stay tuned – inne wariackie kolory pewnie pojawią się wkrótce. Szkoda mi tylko, że okazji końca urlopu muszę wrócić do jakiegoś minimalnie socially acceptable koloru. Może gdyby nie moja niechęć do aktualnej Dyrekcji, to poszłabym negocjować.

Dobrze mi tak ogólnie. Borykamy się z problemami mniejszymi i większymi, ale sprawy idą do przodu. Mamy plan** i tego się trzymajmy.

 

 

* Błędna ortografia całkowicie zamierzona.
** Jak Cyloni, c’nie? 😉

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.06.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania I’m NOT too old for this shit. została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: , , ,

Jestem Mugolem

Nie czuję magii. Magii Świąt, uściślając.
Może to dlatego, że ostatnie „prawdziwe” domowe Święta w mojej rodzinie miały miejsce, kiedy mój wiek określała jedna cyfra. Może dlatego, że przez ostatnie kilkanaście lat wszelkie większe spotkania rodzinne były idealną okazją do roztrząsania wieloletnich sporów, wytykania sobie nawzajem wszelkich niedoskonałości i błędnych wyborów. Może dlatego, że ostanie cztery grudnie przepracowałam w Firmie i już w połowie miesiąca miałam Świąt po… uszy.
Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią czerpać radość ze świątecznego czasu i odczuwać jego wyjątkowość. Chciałabym mieć drobne świąteczne rytuały – dekorowanie domu, przygotowywanie dłuuuugich list prezentowych, staranne pakowanie prezentów, ubieranie choinki, spotkanie wigilijne w gronie najbliższych przyjaciół, itp. Mój grudniowy rytuał jest mało wzniosły: 23ego po pracy wypić morze alkoholu i czynić bzdury, w Wigilię dowlec się do pracy na straszliwym kacu i pożywiać przez pół dnia w McDonaldzie. Przez ostatnie dwa lata nawet na Wigilię Rodzinną nie bardzo się załapywałam, nie mówiąc o pozostałych dwóch „świętych” dniach.
W tym roku miało być inaczej. Mieliśmy odnaleźć trochę magii – zapowiadało się naprawdę ekscytująco. Listę prezentów miałam przygotowaną pod koniec listopada i wtedy też kupiłam większość prezentów. Na początku grudnia udekorowaliśmy mieszkanie świątecznymi świecznikami, powiesiliśmy bombeczki i gwiazdeczki. Na naszych oknach zawitał sztuczny śnieg (dRaiser koniecznie chciał pokazać koteckom, czymże jest śnieg – były tylko trochę przerażone, gdy coś białego zaczęło na nie spadać;)). Z niecierpliwością czekaliśmy aż zaczną sprzedawać choinki. Planowaliśmy nawet urządzenie jakieś małej świątecznej posiadówy.
W międzyczasie dopadły nas choroby, moja praca oraz kryzys finansowy.
Moja rodzina z informacjami o organizacji Wigilii wstrzymywała się do ostatniej chwili. Za to Moja Rodzicielka na spotkaniu w połowie miesiąca zaznaczyła, że w tym roku ma nie być żadnych prezentów oprócz tych dla mnie i mojej siostry ciotecznej i żebym „się nie próbowała z niczym wygłupiać”. Babcia z kolei beztrosko oznajmiła, żebym sobie sama kupiła, zapakowała i przyniosła na kolację jakiś prezent, bo ona nie ma czasu no i przecież ja najlepiej wiem, co. Choinkę kupiliśmy i ubraliśmy, i z dumą muszę oznajmić, że to jedno z najbrzydszych drzewek, jakie widziałam. Ale i tak jest piękna. A w zasadzie była, bo teraz został z niej tylko kikut pod śmietnikiem i tona igieł walająca się po całym mieszkaniu. Żałuję, że nie zrobiłam jej zdjęcia, żebyśmy mogli się z niej śmiać w przyszłych latach, kiedy nabierzemy wprawy w choinkowaniu i będziemy mieć pięknie i gustownie ubrane drzewka.
Wigilia przebiegła spokojnie. Z pracy wyszłam z zaledwie 40 minutowym opóźnieniem. Kolacja wigilijna była smaczna, skromna i w miarę szybka. 25ego poszliśmy na obiad do mojej babci, gdzie było miło, ale w zasadzie zupełnie nie świątecznie, a 26ego pojechaliśmy do Y grać w BSG.
W zasadzie całość Świąt przebiegła w miłej atmosferze, ale czegoś niesamowicie brakowało, czegoś co sprawiło, że w ogóle nie odczuwałam, że to jakieś Święta właśnie mamy, że coś wyjątkowego się dzieje. Może to zupełnie nie świąteczna pogoda, listopadowy grudzień i Absolutny Brak Śniegu? Może brak chwili spokoju i ciągłe zabieganie? A może tajemniczy i niezbadany pierwiastek X…
Smutno mi trochę. Nie da się ukryć, że Święta dla mnie nie mają żadnego wymiaru duchowo-religijnego, są raczej zaimplementowanym w dzieciństwie i kultywowanym przez lata memem, ale mimo wszystko jest w nich coś magicznego. Wiem, że potrafi być. A ja bym bardzo chciała, żeby dom, który budujemy był pełen magii.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania Jestem Mugolem została wyłączona) Posted in nastroje, życie kota Tagi: , , , ,

dRaiser baja

W biegu pomiędzy załatwianiem Wielu Bardzo Ważnych Spraw a przenoszeniem stron na własny hosting i serwer, chciałam pochwalić się Ukochanym… a właściwie dziełem mego lubego. dRaiser popełnił bowiem absolutnie przeuroczą historyjkę o naszej koteczce.
Zapraszam do lektury:
Porzeczka kontra Obcy

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.10.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania dRaiser baja została wyłączona) Posted in związki Tagi: , , ,