Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Always the hard way

Staramy się wyczerpać całą pulę pecha przeznaczoną na ten rok już na początku. A przynajmniej tak wnioskuję, po tym co nam Wszechświat serwuje. Bo jeśli to mają być te spokojniejsze dni, to ja dziękuję bardzo, nie chcę wiedzieć, co będzie dalej.
W ciągu zaledwie miesiąca (i tygodnia) co najmniej 5 razy szłam do pracy z nastawieniem, że to mój ostatni dzień. dRaiser w sumie nadal nie wie czy firma, z którą ma umowę do końca lutego, będzie chciała przedłużyć z nim współpracę. Z różnych powodów musiałam zmniejszyć etat do 3/4. Na studiach plan mam idiotyczny jak jeszcze nigdy. Tylko w pierwszym tygodniu lutego znienacka, zupełnie nieplanowanie przez własną głupotę i zapominalstwo musieliśmy wydać 2 stówy. Firma, która miała dostarczać zlecenia zajmujące co najmniej 20 godzin tygodniowo trochę nie wyrabia. Małe niedopowiedzenie sprawiło, że pieniądze potrzebne na konkretny cel, poszły na coś zupełnie innego, co było zaplanowane na późniejszą część miesiąca i na gwałt potrzebujemy 4 setek. Porzeczka ma ruję i płacze żałośnie, starając się przy tym być jak najmniej inwazyjna. Okna są bardziej nieszczelne niż ustawa przewiduje, więc, pomimo owinięcia ich kocykami, zimno przedostaje się do pokoju, tak że jednego dnia byłam o krok od założenia czapeczki, szaliczka i rękawiczek do siedzenia przy kompie. Kotki stłukły bardzo ładny świecznik. Wymieniliśmy spławik w sedesie, postanowił więc on zepsuć się winny sposób – woda wycieka od dołu.
Nie wiem, kto nam życzył żyć w ciekawych czasach, ale jak go znajdę, marny będzie jego los.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 05.02.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania Always the hard way została wyłączona) Posted in Frustracje Tagi: , , , ,