Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

2012 w liczbach (głównie)

53/#52książki
104/#104filmy
ok.593/#520odcinków (ok. 30,5 sezonów seriali – trackowane niedokładnie, bo początkowo nie zamierzałam brać udziału. W rzeczywistości mogło być kilka odcinków więcej. Nie wliczyłam też animców)
6 ukończonych gier (PC)
1 wyjazd fotograficzny
1 konwent
1szy Woodstock ever
1 nowy kot
1 podejście do egzaminu na prawko

2012 w zasadzie był OK. Nie było wielkich dram jak w 2011, ale też nie urywał dupy. Zawodowo w 12 miesięcy udało mi się przejść mimochodem wszystkie etapy rozwoju przerobione w poprzednich latach i odzyskać wszystkie przywileje/funkcje/etc. Awesome. Prywatnie jest bardzo spoko.
Życzę sobie, żeby 2013 był niesamowity (bo na to najwyższa pora!)

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2013. Komentarzy (Możliwość komentowania 2012 w liczbach (głównie) została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

Jestem Mugolem

Nie czuję magii. Magii Świąt, uściślając.
Może to dlatego, że ostatnie „prawdziwe” domowe Święta w mojej rodzinie miały miejsce, kiedy mój wiek określała jedna cyfra. Może dlatego, że przez ostatnie kilkanaście lat wszelkie większe spotkania rodzinne były idealną okazją do roztrząsania wieloletnich sporów, wytykania sobie nawzajem wszelkich niedoskonałości i błędnych wyborów. Może dlatego, że ostanie cztery grudnie przepracowałam w Firmie i już w połowie miesiąca miałam Świąt po… uszy.
Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią czerpać radość ze świątecznego czasu i odczuwać jego wyjątkowość. Chciałabym mieć drobne świąteczne rytuały – dekorowanie domu, przygotowywanie dłuuuugich list prezentowych, staranne pakowanie prezentów, ubieranie choinki, spotkanie wigilijne w gronie najbliższych przyjaciół, itp. Mój grudniowy rytuał jest mało wzniosły: 23ego po pracy wypić morze alkoholu i czynić bzdury, w Wigilię dowlec się do pracy na straszliwym kacu i pożywiać przez pół dnia w McDonaldzie. Przez ostatnie dwa lata nawet na Wigilię Rodzinną nie bardzo się załapywałam, nie mówiąc o pozostałych dwóch „świętych” dniach.
W tym roku miało być inaczej. Mieliśmy odnaleźć trochę magii – zapowiadało się naprawdę ekscytująco. Listę prezentów miałam przygotowaną pod koniec listopada i wtedy też kupiłam większość prezentów. Na początku grudnia udekorowaliśmy mieszkanie świątecznymi świecznikami, powiesiliśmy bombeczki i gwiazdeczki. Na naszych oknach zawitał sztuczny śnieg (dRaiser koniecznie chciał pokazać koteckom, czymże jest śnieg – były tylko trochę przerażone, gdy coś białego zaczęło na nie spadać;)). Z niecierpliwością czekaliśmy aż zaczną sprzedawać choinki. Planowaliśmy nawet urządzenie jakieś małej świątecznej posiadówy.
W międzyczasie dopadły nas choroby, moja praca oraz kryzys finansowy.
Moja rodzina z informacjami o organizacji Wigilii wstrzymywała się do ostatniej chwili. Za to Moja Rodzicielka na spotkaniu w połowie miesiąca zaznaczyła, że w tym roku ma nie być żadnych prezentów oprócz tych dla mnie i mojej siostry ciotecznej i żebym „się nie próbowała z niczym wygłupiać”. Babcia z kolei beztrosko oznajmiła, żebym sobie sama kupiła, zapakowała i przyniosła na kolację jakiś prezent, bo ona nie ma czasu no i przecież ja najlepiej wiem, co. Choinkę kupiliśmy i ubraliśmy, i z dumą muszę oznajmić, że to jedno z najbrzydszych drzewek, jakie widziałam. Ale i tak jest piękna. A w zasadzie była, bo teraz został z niej tylko kikut pod śmietnikiem i tona igieł walająca się po całym mieszkaniu. Żałuję, że nie zrobiłam jej zdjęcia, żebyśmy mogli się z niej śmiać w przyszłych latach, kiedy nabierzemy wprawy w choinkowaniu i będziemy mieć pięknie i gustownie ubrane drzewka.
Wigilia przebiegła spokojnie. Z pracy wyszłam z zaledwie 40 minutowym opóźnieniem. Kolacja wigilijna była smaczna, skromna i w miarę szybka. 25ego poszliśmy na obiad do mojej babci, gdzie było miło, ale w zasadzie zupełnie nie świątecznie, a 26ego pojechaliśmy do Y grać w BSG.
W zasadzie całość Świąt przebiegła w miłej atmosferze, ale czegoś niesamowicie brakowało, czegoś co sprawiło, że w ogóle nie odczuwałam, że to jakieś Święta właśnie mamy, że coś wyjątkowego się dzieje. Może to zupełnie nie świąteczna pogoda, listopadowy grudzień i Absolutny Brak Śniegu? Może brak chwili spokoju i ciągłe zabieganie? A może tajemniczy i niezbadany pierwiastek X…
Smutno mi trochę. Nie da się ukryć, że Święta dla mnie nie mają żadnego wymiaru duchowo-religijnego, są raczej zaimplementowanym w dzieciństwie i kultywowanym przez lata memem, ale mimo wszystko jest w nich coś magicznego. Wiem, że potrafi być. A ja bym bardzo chciała, żeby dom, który budujemy był pełen magii.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2012. Komentarzy (Możliwość komentowania Jestem Mugolem została wyłączona) Posted in nastroje, życie kota Tagi: , , , ,

Z dedykacją

And now for sth (not so) completely different…

[Tak, Kot wie, że powinien zajmować się czymś ciut innym, ale już jest strasznie zmęczony, a pisanie notki, nawet najkrótszej jest znacznie przyjemniejsze nż przyswajanie wiedzy na temat e-learningu.

So…]

W ramach bycia Kotem konswekwentym i niełączenia życia prywatnego z pracą, Kot organizuje u siebie posiadówę pod hasłem „Jest środa – idealny dzień na degustację Cytrynówki”. W zasadzie miał tylko zaprosić dwoje znajomych z pracy, którym zaproszenie obiecywał od stuleci, ale nagle spontanicznie zaprosił jeszcze tego i tamtego, rozważa zaproszenie jeszcze dwóch osób, spodziewa się też dwojga byłych współpracowników; sobotę spędził u Łobuza*; co więcej temu ostatniemu całkiem poważnie zaproponował wprowadzenie się, jeśli faktycznie czarny scenariusz wypieprzania go z mieszkania wejdzie w życie….
Taaa…. Kocie – w tym życiu nie dostaniesz tytułu Miss Konsekwencji. W następnym też nie. Ani w żadnym z pozostałych sześciu.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 19.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Z dedykacją została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: , , , ,

Księżniczkę prosimy zamknąć w Wysokiej Wieży. Niekoniecznie Szklanej.

Od kilku tygodniu (które Kotu się wydają wiecznością) koci tryb życia wygląda następująco: budzimy się o jakieś nieprzyzwoicie wczesnej porze (czyt.: między 8 a 10) po śmiesznej ilości godzin snu (czyt. 3-4, jeśli jest wyjątkowo dobrze to 5), konstatujemy, że zasadniczo to powinniśmy byli wstać co najmniej 45 minut, po czym w panice wyskakujmy z łóżka, jedną ręką się myjemy, drugą ubieramy, trzecią zaparzamy kawę (WRÓC!)… Niedopiwszy kawy, nie pomyślawszy nawet o śniadaniu wybiegamy z mieszkania i ruszamy, ruszamy załatwiać Bardzo Ważne Sprawy. Zazwyczaj przez Sprawy należy rozumieć najpierw zajęcia na uczelni, a potem pracę do 22, ale czasami (w dzień wolny od pracy) zdażają się takie atrakcje jak: spotkania z Rodzicielką bądź babcią, komornik, sąd, urząd skarbowy, zakupy (i nie, nie w tym przyjemnym kontekście kupowania ładnych rzeczy Kotu), weterynarz, poczta, biurokracja, praca semestralna a.ka zwiedzanie wszystkich bibliotek w mieście, weterynarz, organizowanie Wielkiej Ucieczki oraz trzy tony innych zobowiązań natury wszelakiej. kiedy Kot po całym dniu obowiązków wraca do domu zazwyczaj okazuje się, że nie może spokojnie zalec przed monitorem, tylko jeszcze trzeba ugotować obiad i posprzątać trzy tony śmiecia, bo Współlokator… WRÓC! O tym miauo być osobno… Do tego wszystkiego Kot próbuje posiadać jakąś namiastkę życia osobistego, czasem wyjść na koncert (Tak Po Prostu!), porobić zdjęcia, spotkać się z Łobuzem, wyjść na zwykły spacer nacieszyć się słońcem…
Dlaczego o tym wszystkim Kot pisze? Otóż Luca po przeprowadzce umieściła następującą notkę. Kot zmierza do tego, że ma dokładnie tak samo. W marcu „wygonił” Współlokatora do mniejszego pokoju, zrobił z większego Pokój Swoich Marzeń, przed chwilą skończył skręcać Ostatni (hopefully) Regał, a nie ma zupełnie kiedy się swoim lokum nacieszyć.
Po tych intenstywnych tygodniach, Kot nie marzy o niczym innym, niż zostać Księżniczką Uwięzioną W Wysokiej Wieży (czyt.: własnym zielonym pokoju). Chciałby z całego serca móc przez długie tygodnie NIGDZIE nie wychodzić. Tylko zostawić Kotu stałe łącze, telefon i regularnie dostarczać żywność (KAWĘ!) pod drzwi Wieży (mieszkania). Kot by zaległ na swoim ukochanym odziedziczonym po Zapolu krześle przed swoimi cudownymi 23 calami i obrobił wreszcie te od roku zaległe zdjęcia, nadrobił zaległości w filmach, serialach, update’owaniu blogów; wylegiwałby się na swoim wielgachnym łóżku i czytał wszystkie te książki, które zanabył, postawił na półce, ale nie miau czasu się z nimi bliżej zapoznać. Kotlet byłby przeszczęśliwy, bo miauby głaskanie i przytulanie na zamiauknięcie. A gdyby Koty znudziła się samotność, poczatowałby/posmsował z Łobuzem, a potem wracałby do zajmowania się sobą… Byłoby tak pięknie.
Ale nie. Kot nie może się zamknąć we własnych czterech kątach. Musi chodzić do pracy, pisać long paper i spełniać pierdylion zobowiązań. W efekcie aktualnie nienawidzi ludzkości bardziej niż zwykle (poza nielicznymi wyjątkami).

A szczególnie wkurzają go #ludziektórzy mają szczątkową ilość wykładów dziennie, żadnej pracy, a i tak nie znajdują czasu na obowiązki domowe.*

* WRÓĆ! Odzielna notka! Kiedyś ją spłodzimy!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 14.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Księżniczkę prosimy zamknąć w Wysokiej Wieży. Niekoniecznie Szklanej. została wyłączona) Posted in Frustracje Tagi: , , ,

#WstydliweWyznania

Bo przychodzi taki moment, że człowiek (tudzież Kot) wraca z kolejnej imprezy w jednym tygodniu, po raz kolejny na niebotycznym kacu, jedzie metrem spóźniony do pracy, popija Muszyniankę, a głowę ma wypełnioną bardzo niepokojącym wspomnieniem tego, co wydaje mu się, że robił w nocy*. Siedzi taki i zastanawia się nad swoim życiem i próbuje ustalić, kiedy to wszystko zaczęło iść w tak tragicznie złą stronę.
I tylko jedna nasuwa się refleksja: Czas się wreszcie, kurwa, ogarnąć!

* Jeszcze nie traci Kot nadziei, że może po prostu miau niezwykle realistyczny sen.

PS. Nie, zdecydowania były w życiu Kota imprezy, na których skompromitował się o wiele bardziej i to na forum publicznym, a nie w zaciszu przed jednym świadkiem, ale nie przypomina sobie Kot, kiedy ostatni raz był sobą równie zdegustowany i zniesmaczony, co w dniu dzisiejszym po przebudzeniu.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 10.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania #WstydliweWyznania została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: ,

„Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna”

Kot jako dziecko był straszliwym odludkiem i nigdzie nie mógł sobie znaleźć miejsca, bo zamiast uprawiać aktywność fizyczną na świeżym powietrzu i ogladać TV, wolał czytać książki i lubił się uczyć. przez pewien okres w swoim życiu, po poznaniu Fixxera, Zapola i całej tej ekipy, z którą przez lata imprezował, Kot prezentował zachowania ciut mniej aspołeczne i czuł się jak wśród swoich. Ostatnio, niestety, to znowu się zmieniło. Niemalże gdziekolwiek, z kimkolwiek by Kot nie przebywał, czuje się wyobcowany. Niezależnie z kim by czego nie robił czuje się za staro/za młodo, za trzeźwo/zbyt nietrzeźwo, za poważnie/za dziecinnie, wiecznie za/nie wystarczająco/zbyt/wcale. Na parapetówie, na którą Igor zabrał Kota, Kot czuł się tak nie na miejscu, że zmył się o pół do drugiej nocować u matki, bo roczniki około 90 miały zbyt infantylną wizję zabawy; na imprezie urodzinowej przyjaciela własnego serdecznego czuł się z kolei przez pewien czas sztywno, bo wszyscy tacy poważni i stateczni. Na koncercie, na którym przez przypadek bawił się w towarzystwie Goblinów, czuł się za trzeźwy i za mało pijący, z kolei imprezę wcześniej w innym towarzystwie czuł się jak ostatni alkoholik, chociaż wcale nie pił dużo. W towarzystwie Igora i jego znajomych, Kot czuje się jak niewiasta stateczna, z kolei przy Marcie i Zapolu czasem ma wrażenie, że jest (wciąż) infantylnym dzieciakiem. Dla osób, które poważnie traktują naszą pracę, Kot jest zbyt olewczy, dla totalnym opierdalaczy, zbyt zasadniczy i pracowity. Nie cierpi ani na przerost ambicji, ani ich brak… Na „rozpustnych” imprezach, w którymś momencie poczuł się zupełnie nie na miejscu, wśród „morlanych” znajomych jest zbyt rozwiązły… z ludźmi ze swoich studiów nie ma NIC współnego, ze współpracownikami już lepiej, ale to tylko świadczy o tym, że kocia firma ewidentnie przyciąga ludzi z wszelakimi problemami i solidnie popie****nych (przynajmniej jeśli chodzi o znakomitą większość personelu)… Nigdzie Kot nie może sobie znaleźć miejsca, nigdzie nie pasuje….


Nie byłby Kot sobą, gdyby nie dołączył ilustracji muzycznej.
Aczkolwiek Kot nie ma tego „dokładnie tam”.

PS. I na koniec musi się Kot ze smutkiem ogromnym przyznać, że jest ktoś przy kim Kot poczuł się jak na swoim miejscu, jakby nie był ani zbyt, ani za mało; przy kim był sobą ze wszelkimi tego implikacjami i ani przez moment nie poczuł się źle, głupio, nie miau ochoty udawać kogoś innego; przed kim zaczął się otwierać tak jak do tej pory otworzył się przed chyba tylko Fixxerem i Igorem….. ale…. ale co, to mogą sobie szanowni czytelnicy wywnioskować z poprzedniej notki…

Oh wspaniałości kociego życia!

A teraz może Kot zamilknie zanim wszyscy pójdą się ciąć tempom żyledkom…

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 26.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania „Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna” została wyłączona) Posted in Frustracje Tagi: ,

Kotem być

Kot zasadniczo lubi być sobą, lubi swojej popieprzenie, hybrydowość, podejście do życia, ale czasem czuje się zmęczony tym wszystkim i dopada go marazm. Wtedy myśli o tym, jak chętnie zamieniłby się z kimś innym miejscami. Mógłby na przykład zostać własnym kotem, Kotletem znaczy się. Kotlet przesypia około połowy doby. Kiedy nie śpi hasa sobie radośnia po całym mieszkaniu i uprawia parkour na ścianach. Kot nie powinien mu na to wszystko pozwalać, ale nigdy nie ma serca, żeby go solidnie skarcić. Kotlet ma (prawie że) zawsze pełne miseczki, a i tak wystarczy, żeby podszedł do Kota i popatrzył swoimi ślicznymi kocimi oczkami, zamiauczał prosząco, żeby Kot oddał mu ostatni właśnie przegryzany kęs własnego posiłku. Kotletu słyszy kilkanaście razy dziennie jak bardzo jest kochany, upragniony, pożądany, nie brakuje mu głaskania, przytulania, drapania. Kot nie zliczy, ile razy spóźnił się gdzieś lub nie zrobił czegoś, bo akurat przyszedł Kotlet i zademonstrował jakieś wyjątkowo urocze zachowanie. Kotlet (prawie że) co noc zasypia przytulony do kociej piersi, głaskany.
Zdecydowanie Kot mógłby zamienić się z Kotletem miejscami!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 13.02.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Kotem być została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

Gdyż nic mi tak dobrze nie wychodzi jak prokrastynacja.

Jako że dzisiejszą noc Kot miau zamiar całą spędzić na nauce do dzisiejszego ezaminu z historii języka, zdążył założyć konto na kolejnym serwisie społecznościowym i przejrzeć stare notki na blogu. Z tej okazji trafił na zeszłoroczne postanowienia noworoczne. A brzmiały one tak:

„Nigdy więcej nie zdradzić zapolskiej cytrynówki – Przed zanocowaniem w jakimkolwiek miejscu, upewnić się o dostępności porannej kawy – Nie podrywać własnej Szefowej – (Z kategorii über-banał) Zrzucić te kilka zbędnych kilogramów (Kot wcale nie uważa, że jest za gruby (epicko napuchnięte ego mu na to nie pozwala), jednakże wolałby, żeby kilka jego ulubionych ubrań z powrotem na niego pasowało) – Zaliczyć jak najwięcej konwentów, wyjazdów fotograficznych, etc. – Wynieść się z domu do jakiegoś przytulnego lokum z sensownym współlokatorem. – Czynić więcej rzeczy szalonych a zwariowanych (kilka pomysłów już Kot ma) Na koniec Kot życzy sobie (i wam), aby ten rok był lepszy od poprzedniego, no bo musi być lepszy (że pozwolił sobie Kot zacytować życzenia, którymi wymienił się wczoraj z Szefową)”

Jak wyszła ich realizacja?

Zapolskiej cytrynówki Kot nie zdradził, Szefową przestał podrywać (fakt, że awansowała i przeniosła się do biura lekko w tym pomógł), zrzucił prawie 10kg (teraz już nawet więcej, ale te z 2011 się nie liczą), z domu się wyniósł, lokum jest przytulne, a zarówno poprzednia Współlokatorka, jak i aktualny Współlokator jak najbardziej sensowni, szaleństwa się zdarzały, konwentów wprawdzie nie zaliczył, ale wyjazdy, na których był, były epickie (Kot. Był. W. Anglii!!!!!). Szalonów wyczynów również nie zabrakło. Zdecydowanie 2010 rok BYŁ lepszy od 2009.

Kot jest pod wrażeniem i ma nadzieję, że realizacja tegorocznych postanowień będzie równie skuteczna. Well, dwa z nich już Kot uskutecznił, trzymajmy kciuki za ciąg dalszy.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Gdyż nic mi tak dobrze nie wychodzi jak prokrastynacja. została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

Piosenka z przesłaniem.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 22.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Piosenka z przesłaniem. została wyłączona) Posted in muzyka, życie kota Tagi: , ,

CopyCat.

czyli z kim przestajesz, takim się stajesz.

Ostatnio Kot produkował się na temat własnej galopującej niezależności, na temat tego jak to w ogóle nie potrzebuje ludzi, a jednak, jak się nad tym głębiej zastanowić, to kim by dzisiaj był, gdyby nie ci wszyscy ludzie, których spotkał na swojej drodze?

Gdy Kot był młody, jeszcze bardziej aspołeczny niż teraz i zupełnie zdany na siebie, spędzał czas rysując, czytając, grając (najpierw w gry planszowe, potem komputerowe), pisząc, oglądając filmy i słuchając takiej muzyki, jaka akurat była na tak zwanym topie. Potem Kot podrósł trochę, uspołecznił się i zaczął zmieniać. Zarówno pod względem charakterologicznym jak i zainteresowań. To znaczy, nadal rysuje (aczkolwiek dużo mniej), czyta, gra, pisze, jest maniakiem filmowym, ale poza tym…

– Dzięki Ewie z klasy w liceum kupił swoje pierwsze glany i zaczął pić wódkę

– Jeż zaszczepił w Kocie fioła na punkcie wielosylabowych wyrazów oraz szeroko rozumianej poprawności językowej.

– Fixxer… well, Fixxerowi niewątpliwie Kot zawdzięcza najwięcej. To pod wpływem Fixxera zaczął Kot słuchać punkowej i rockowej muzyki, chodzić na koncerty i pogować, bywać w warszawskich tawernach, chodzić na ściankę wspinaczkową, trenować sztuki walki (najpierw karate kyokushin, a potem już autonomicznie aikido), podróżować autostopem, pokochał komputery (wcześniej, mając wiecznie krztuszącego się Windowsa MEEEEEEE, Kot uważał, że komputery są wstrętne i nieprzyjazne, a tylko gry komputerowe fajne), żeglarstwo, zaczął używać Linuxa, grać w RPGi i imprezować na ELCE. Pewnie jeszcze wiele rzeczy zawdzięcza Kot w/w, ale teraz nic więcej nie przychodzi mu do głowy.

– Zapol zaraził Kota latawcowaniem, miłością do Linuxa, samolotów, winyli oraz, co Kot odkrywa ostatnio przeprowadzkowaniem.

– u Loe po raz pierwszy w życiu Kot zagrał w brydża.

– Jarek rozszerzył kocie gusta muzyczne, nauczył kochać mruczenie fretlessów oraz na dobre zakorzenił kota w szantowym środowisku warszawskim.

– MacOO przypomniał Kotu, że planszówki są nie tylko dla dzieci oraz był inicjatorem wyjazdu na pierwszy konwent, na którym Kot był.

– U Taza Kot odkrył, że najbardziej pod słońcem lubi wino czerwone wytrawne (a najlepiej chilijski shiraz, aczkolwiek Południowa Afryka też jest niczego sobie).

– Najcudowniejsza Najmroczniejsza Szefowa zaraziła Kota miłością do kina polskiego, Jasona Stathama oraz horrorów klasy XYZ.

– Ygreg utwierdził Kota w pasji fotografowania oraz udowodnił, że można znienacka i spontanicznie wsiąść w samochód i Wyruszyć W Drogę.

– Rudy Leniwiec, powszechnie znany jako Ewa zaraził Kota miłością do Pięknego Miasta Uć.

– Harry pokazał Kotu na czym polega geocaching.

– od Marty Kot nauczył się kochać buty na obcasie i zrozumiał, że czasem warto poudawać kobietę.

– dzięki Monice (mamie Marty), Tacie (czyli Ani) oraz Ali, mamie Zapolskiej, Kot nauczył się, że o Rodzinie nie decydują więzy krwi oraz że Święta ergo spotkania rodzinne mogą być ciepłe i spokojne.

– Igor nauczył Kota robić alkohol. Teraz Kot już sam (patrz: potrzeba niezależności) produkuje cytrynówkę, likier czekoladowo-kawowy; ostatnio na próbę zrobił ajerkoniak (i nawet Kotu wyszedł aczkolwiek jest ciut przymocny, a za mało jajeczny) i nastawił ananasówkę (która będzie gotowa do rozlania za niecałe dwa tygodnie).

Tyle wpływów Kot jest w stanie sobie w pierwszym rzucie przypomnieć. Zapewne jeszcze wielu ludziom zawdzięcza wiele cech i upodobań. I to rodzi pytanie: kim stałby się Kot, gdyby w kocim życiu zabrakło tych osób? Czy jest taka wersja Rzeczywistości, w której Kot ma blond włosy, nosi białe kozaczki i słucha umca-umca? How scary is that?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 11.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania CopyCat. została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , , ,