Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Od jutra nie piję i nie imprezuję. Serio, serio.

Zaczęło się od wypłaty. To znaczy ona przyszła dzień przed przewidywanym terminem i trafiła na koci mocno średni humor, a także na kocią matkę. Kot Poszedł do sklepu z myślą, żeby lekko uzupełnić zapas alkoholu w domu (nie mieliśmy nawet pół butelki wygazowanego piwa), a przede wszystkim kupić jedzenie. Tylko że w trakcie zakupów telefonicznie objawiła się kocia Rodzicielka i nagle w kocim koszyku zamiast jednej butelki czegoś dobrego i dużej ilości nabiału, znalazły się 4 butelki i pięciopak budyniu. Nikt nie ma tak destruktywnego wpływu na Kota jak Rodzicielka. Tego samego wieczora Kot opróżnił 2 z 4 butelek, a w trakcie trzepnął się do sklepu po jeszcze jedną (rozsądnie uznając, że po wypiciu 2 butelek wina, nie powinien przerzucać się na vermoutha). Tej samej nocy Igor wpadł do mieszkania ze znakiem drogowym.
Następnego dnia wypadało piwo pracownicze z okazji pensji, po którym przenieśliśmy się do Łobuza, gdzie ja miałam się grzecznie zwinąć w kłębek, a chłopcy grać, ale spontanicznie wszyscy razem piliśmy. Kot odniósł poważne wrażenie, że do pracy na 12 dotarł jeszcze nie-trzeźwy. Po pracy miau Kot jechać grzecznie do domu, ale napadł go Phoenix informacją o Szewcowym ognisku, więc plan uległ drobnej modyfikacji. Z ogniska wrócił w środku nocy, po przemierzeniu na piechotę kawałka Młocin, a że był dość podkur….ny z powodów, na które spuścimy zasłonę miłosierdzia, to likier czekoladowy kupiony z ciekawości came in handy.
W sobotę już Kot był dzielny i po raz kolejny przesunął swój debiut na blipiwie, zamiast tego sprzątał mieszkanie, które przez te kilka dni zamieniło się w jakąś strasznę melinę i wszystko, I mean WSZYSTKO, leżało na wierzchu ku uciesze Kotleta. A że sprzątanie Kot zaczął od sprzątnięcia resztki zawartości ze stojącej na podłodze butelki wina, to inna kwestia.
W niedzielę był koncert kociego ukochanego duetu Tak Po Prostu. Kot miau zahaczyć tylko na 1 seta, a potem się uczyć, ale zostal do końca zauroczony po raz kolejny Głosem Chłopca, bo, wstyd przyznać, wspomnienie o jego cudowności zdążyło się lekko zatrzeć.
W poniedziałek i wtorek chyba nawet Kot nie szalał za bardzo, ale za to w środę pognał do Przechyłów, a potem do Łobuza, w związku z czym czwartkowa wizyta u dentystki nie doszła do skutku. W czwartkowy wieczór z kolei celebrowaliśmy urodziny kolegi Grzegorza. Impreza zaczęła się o 20 i było… zdecydowanie interesująco. Tym razem nawet udało się Kotu wziąć aparat i ma kompromitujące materiały dowodowe 😉 Do domu Kot wrócił koło drugiej i to tylko dlatego, że wpadliśmy z Łobuzem na pomysł, że dalsze oglądanie animki w środku nocy i po X litrach piwa to doskonały plan, więc zapakowaliśmy się w taksówkę. I może nawet udałoby się nam obejrzeć więcej niż 1 odcinek, gdybyśmy się wysiedli z tej taksówki pod nocnym, gdzie mieliśmy zamiar tylko kupić papierosy, a spontanicznie wylądowaliśmy z piwem dla niego i winem dla Kota (taaaak, picie wina, po tym jak się wypiło kilka litrów piwa, to znakomity pomysł – brawo Kocie!).
Całe szczęście, obudziwszy się rano, zastał Kot smsa od Pana Kierownika pod tytułem „Bądź w pracy godzinę później”, a w efekcie Kot przyszedł zamiast na 12 na 14. Uśmiał się przy tym serdecznie, bo kolega Oskar uczynił dokładnie tak samo.
Kota boli głowa (i wcale nie od kaca), lewa nereczka, lewa noga, oba płuca, a także ma spuchnięty prawy węzełek chłonny poduszny. Do tego deadline oddanie outline’u pracy semestralnej zbliża się nieuchronnie, a Kot nawet tematu nie ma w pełni sformułowanego.
Jutro jest impreza pożegnalna Grzesia, Łobuzowego współlokatora, który postanowił robić świetlaną karierę poza naszą drogą Firmą, w niedzielę tradycyjnie koncert TPP. Przynajmniej dziś próbuje Kot jechać po pracy prosto do domu, bo to imprezowanie w końcu Kota wykończy.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 08.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Od jutra nie piję i nie imprezuję. Serio, serio. została wyłączona) Posted in Imprezy Tagi: , , , ,

Hold me tight

Proste przyjemności – zwijanie się w kłębek na D. po planszówkach, które przerodziły się w drink-party; siedzenie mu na kolanach w autobusie powrotnym. Drapanie po plecach przez Współlokatora. Przytulanie do J. w trakcie oglądania nowego odcinka Big Bang Theory. Trzymanie Łobuza za łapkę; budzenie się przytuloną do niego; mizianie po nosie. Kotlet obejmujący łapkami za szyję, mruczący w środku nocy. Przytulanie znajomych przy każdej możliwej okazji…
Kot ma w sobie tony niespożytkowanych pokładów ciepła i czułości. Jeśli wkrótce nie znajdzie się ktoś zainteresowany pełnowymiarowym otrzymaniem kocich uczuć, w końcu eksplodują one i rozsadzą Kota. Względnie najpierw Kotlet stanie się klinicznym przykładam kotecka zagłaskanego i ukochanego na śmierć. Już i tak jest tulany, głaskany, całowany, jednym słowem elmirkowany, o wiele częściej niż ustawa przewiduje…

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 13.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Hold me tight została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

Kotlet

Kot w natłoku urodzinowej depresji, zapomniałby o najważniejszym – od minionej niedzieli stał się Kot wreszcie posiadaczem swojego własnego kociaka. Chociaż może bardziej byłoby adekwatne stwierdzenie, że to kociak jest posiadaczem Kota.
OFC, Kot nie byłby sobą, gdyby Kotletem, albowiem tak zainspirowany Zapolskimi Kot nazwał kota, nie postanowił podzielić się z szerszym gronem, o TU

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 13.10.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania Kotlet została wyłączona) Posted in Koty Tagi: , ,