Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Odrobina luksusu

W nowym roku postanowiliśmy sprezentować sobie trochę komfortu. dRaiser, zirytowany słabowitością służbowego lapa, kupił sobie w końcu własnego. Ja, wiecznie niedomagająca, spięłam się, poczytałam i wykupiłam nam poprzez moją pracę (która, właśnie się okazało, ma jednak jakieś zalety) pakiet opieki medycznej w Lux Medzie dla nas obojga. I jestem pod niesamowitym wrażeniem. W pierwszej kolejności odwiedziłam dentystę i to jeszcze nie zrobiło na mnie wrażenia, bo do stomatologa i tak zawsze chodziłam prywatnie, ale potem zaniemogłam i musiałam udać się do internisty. Dostanie się do lekarza pierwszego kontaktu (sic!) w mojej rejonowej przychodni graniczy z cudem – nie dość, że trzeba jechać i od ok. 5:3o-6 rano stać w kolejce*, to jeszcze często brakuje numerków. A nawet jak już cię zapiszą na konkretną godzinę, to po przyjeździe okazuje się, że jest niczym nie uzasadnione opóźnienie i czas oczekiwania na przyjęcie wyniesie od godziny do dwóch. A ty w poczekalni umierasz. Często na stojąco, bo miejsc jest mało, a wokół ciebie 80% oczekujących to staruszkowie, którzy burzą się, że im nie ustępujesz miejsca, choćbyś miał gorączkę czterdziestostopniową. w LM jest zupełnie inaczej. Pani poprosiła mnie do gabinetu w 30 sekund po tym, jak usiadłam na krzesełku pod drzwiami. WOW! I zbadała mnie na wszystkie strony w przeciwieństwie, za przeproszeniem, starych ropuch w rejonówce, które na dzień dobry potrafią zapytać „na ile dni?”. Do laryngologa zapisałam się z kilkugodzinnym wyprzedzeniem, a że tramwaje ułożyły się tak, że dojechałam sporo wcześniej, to zostałam przyjęta z kwadransem wyprzedzenia, bo poprzedni pacjent już sobie poszedł.
Kocham prywatną służbę zdrowia.

Po długich analizach porównawczych cen w dużej mierze zastąpiliśmy wycieczki do pobliskiego Kauflandu, zamówieniami z Tesco on-line, uznając, że mają na tyle niskie ceny, że niewielka dopłata za dostawę równoważny w pełni koszty niematerialne** ponoszone przy wyprawach na zakupy. A że nasz nowy bank zwraca nam co miesiąc 5% wartości transakcji internetowych z poprzedniego okresu rozliczeniowego, to jest fajnie.

Teraz czekamy na zwrot podatku, żeby, w końcu, zamówić mi Kindelka. Marzy mi się od dłuższego czasu, a ostatnio miałam możliwość pobawienia się pożyczonym Trekstorem i upewniłam się, że porządny czytnik e-booków to jest to, czego mi w życiu brakuje.

* Bo chociaż przychodnia jest czynna dopiero o 7, to okoliczni emerycie, którzy ewidentnie mają za dużo wolnego czasu oraz problemy ze snem, już od piątej zbierają się pod drzwiami.

** czas, nerwy, obolałe mięśnie po dźwiganiu

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 07.03.2013. Komentarzy (Możliwość komentowania Odrobina luksusu została wyłączona) Posted in zakupy, życie kota Tagi: , , ,