Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Przeprowadzka?

Frustracje na wielu gruntach, z którymi Kot sobie zupełnie nie radzi wreszcie przestały być destruktywnym pędem w kierunku użalania się nad sobą i picia większych ilości wina, niż ustawa przewiduje, a przerodziły się w agresywną chęć do działania.
Przytywszy 3 kg, Kot się w końcu opamiętał i wrócił na ścisłą dietę.
Ponadto, stwierdziwszy że totalnie się dusi w swoim małym pokoiku, zajął się poprawianiem swojej sytuacji mieszkaniowej. Presja na Rodzicielkę została wywarta. Wprawdzie skutków na razie nie ma, ale może-może. Chociaż Kot się przestał nastawiać i próbuje raczej poprawiać na własną rękę. Zainspirowany koleżanką z pracy i mocno zmęczony Współlokatorem, w miniony wtorek pojechał Kot oglądać Pokój W Domku. Wrażenia mocno ambiwalentne. To znaczy w samym domku Kot się zakochał: jest spory kawałek ogródka, gdzie można się wylegiwać na wiosnę/latem na trawce, dwa piętra, dwie łazienki, kuchnia, w której nikt nikomu nie wchodzi na głowę, spiżarnia (!), wielka piwnica, która ma m.in. służyć za nieprofesjonalną salę prób, a sam pokój jest spory i ma wielkie okno z parapetem, na którym można sobie siadać, a takie parapety jak wiadomo, Kot uwielbia. Niestety, domek ma zasadniczy minus – o ile w ciągu dnia komunikację z centrum ma bardzo dobrą, o tyle w nocny autobus zatrzymuje się pół godziny spaceru od niego. Biorąc pod uwagę koci tryb życia takie rozwiązanie absolutnie nie wchodzi w grę. Do tego pozostałe współlokatorki są umiarkowanie w kocim typie.
Wróciwszy do domu, Kot w przypływie determinacji postanowił zrobić coś, co de facto powinien był zrobić jak tylko Paskuda się wyprowadziła, mianowicie zająć większy pokój. Użył więc na Współlokatorze malkaviańskiej dominacji i we wtorek cały deal dojdzie do skutku. O 9:30 rano planuje przyjazd zaprzyjaźniona jednostka męska, która pomaluje koci nowy pokój na piękny jasnozielony kolor, a potem pomoże przetargać meble. O ile przed wtorkiem natłok przygotowań nie zabije Kota. Kot praktycznie na stałe podessał się do Internetu i ogląda – regały, kredensiki, szafy, szafeczki, kolory, ceny, a przede wszystkim kanapy. I zastanawia się, skąd wytrzaśnie pieniądze, na wsystko czego potrzebuje, bo z kasą krucho jak diabli. Ale jak już wszystko będzie ustawione, pomalowane, wtedy będzie pięknie.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 11.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Przeprowadzka? została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

Look at the bright side…

Ostatnio większość wpisów jest tagowana „frustracje”. Na ich podstawie można by wyciągnąć mylny wniosek, że Kot chodzi wiecznie nieszczęśliwy i narzekający, a to nie do końca prawda. W związku z tym, spróbujmy napisać o tym, co się wydarzyło ostatnio in plus:
– Po Sylwestrowej kłótni z Szacowną Rodzicielką, Kot myślał, że tym razem sprawy mogą przybrać naprawdę tragiczny obrót, a stało się wręcz przeciwnie. Nawet ostatnio Rodzicielka odwiedziała kocie mieszkanie i poznała Kotleta. I uśmiechnęła się do niego.
– Chociaż finanse teoretycznie leżą i kwiczą, Kot poszerza swój dobytek materialny. Ostatnio inwestuje bardziej w garderobę/kosmetyki, niż w zasoby kulturalne, gdyż po diecie większość kocich ubrań zamieniła się bezużyteczne, nietwarzowe worki. Trochę smutno, chociaż z drugiej strony Kot zauważył, że i tak gust się Kotu tak drastycznie zmienił, że większość ciuchów (zwłaszcza tych mhrocznych gothyckich) leżała nienoszona od długich miesięcy. Za to teraz Kot ma uroczy fioletowawy płaszczyk, dorobił się dwóch par pantofli nie-na-szpilkach i jeszcze kilku drobiazgów, którymi nie musi się publicznie chwalić. Od zeszłych wakacji marzy się Kotu zielona sukienka. Ogólnie Kot się robi bardziej zwiewny i kobiecy.
– Jest Kota 11,5 kilo mniej w stosunku do wrześnie minionego roku. Z prawdziwą przyjemnością Kot patrzy na swoje odbicie w lustrze i słucha komplementów od znajomych. Planując przy tym ubytek jeszcze około 4 kilogramów.
– Od wczoraj Kot znowu ma tylko jednego Współlokatora. I bardzo mu z tym dobrze. Nie to, żeby Współlokatorka jakoś strasznie ingerowała w kocią terytorialność, ale jednak dawało się odczuć różnicę. Wprawdzie oznacza to, że finanse od przyszłego miesiąca będą kuleć jeszcze bardziej, ale „ramy dadę”.
– Wczoraj Kot widział Słońce. Świeciło na Kota. Wróci Wiosna, Baronowo!
– Jest Kot ponownie Kotem Wolnym Emocjonalnie W 100% (no, może w 95%). Wprawdzie chętnie by to zmienił (co chyba dało się wywnioskować z kocich wspisów), ale jest w tym względzie nader ostrożny.
– Za 15 dni stanie się Kot ofcijalnie posiadaczem połowy mieszkania. Matka obiecała, że jak już wszystkie papierologiczne sprawy zostaną uregulowane, będzie można podjąć jakieś kroki w sprawie poprawy warunków mieszkaniowych Kota.
– Likwidacja premii za obecość ma jeden pozytywny wpływ na życie Kota – może Kot sobie bezstresowo pójść na zwolnienie i nie martwić się, jak w przyszłym miesiącu zapłaci rachunki. Co też Kot planuje uczynić od jutra, mając dość wypluwania sobie płuc w kiepsko klimatyzowanym pomieszczeniu. Tydzień (bo zakładamy, że tyle zwolnienia Kot dostanie) zamierza Kot wykorzystać konstuktywnie: zrobi porządek w domu, w szafach, filmach, położy wykładzinę w przedpokoju (nawet jeśli Współlokator nie będzie kooperował), zrobi wszystkie zaległe badanie, stworzy portfolio na czytanie…. a potem będzie leżał radośnie i oglądał seriale. Le plan!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 07.02.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Look at the bright side… została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , ,

2010

„Nareszcie zbliża się koniec fatalnego miesiąca grudnia, a co za tym idzie, koniec roku 2010. Jak co roku Kot, jak wiele innych ludzi, dokonuje podsumowania minionych 12 miesięcy, gdyż ponieważ albowiem odczuwa masochistyczną potrzebę zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i wszystkim, co osiągnął (albo i nie).
Po głębokim zastanowieniu doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy rok 2010 był rokiem bardzo udanym, wręcz rzekłby Kot rokiem spełnionych marzeń. Co było Kotu niewątpliwie bardzo porzebne po pełnym sprzeczności roku 2009.
Podsumowując:
– Po kilku miesiącach wahań i poszukiwań, na początku marca Kot wyprowadził się na Szmulki, gdzie zajął pokój nie tylko większy od kawałka korytarza na Placu Prostytucji, nie tylko zawierający drzwi, ale również tańszy. Przez pół roku mieszkał z tavernianą znajomą, dopóki ta się nie wyprowadziła pod koniec lipca, zostawiając wolny pokój, który w październiku zaanektował Igor.
– Mieszkanie z Igorem również jest spełnieniem kocich marzeń, gdyż Igor jest Współlokatorem Prawie Idealnym.
– Po mieszkaniu przez pół roku z dwoma przecudnymi kocicami, Kot wreszcie zaadopotował swojego własnego kociaczka, a właściwie swoje własne półdiablę. Zakochał się po uszy. Szczęśliwie ma wrażenie, że z wzajemnością.
– Zaczął Kot się meblować. Nie dość, że stał się posiadaczem własnego łóżka, to jeszcze od byłej współlokatorki odkupił przewspaniały, przewielki regał na książki i filmy. Ponadto zaczął być kotem świadomym – wie już dość dokładnie, jak powinien wyglądać wymarzony koci pokój.
– Poszerzył Kot swoje zbiory. Zarówno książkowe jak i filmowo-giercowe (i po dziś dzień jest przewdzięczny za Wielką 5cioZłotową Wyprzedaż w Electro Worldzie).
– Był Kot Zagranico. A dokładniej w Anglii. Kraju absurdów, ruchu lewostronnego i średniego wieku inicjacji seksualnej – 12 lat. Leciał Kot samolotem. I mu się podobało.
– Był Kot W Pięknym Mieście Uć i utwierdził się w miłości do niego.
– Spłacił Kot większość długów personalnych.
– Dorobił się Kot nowego (wypasionego) komputera, opanował umiejętność samodzielnego reinstalowania systemów. A także umiejętność radzenia sobie ze znaczną częścią problemów, które pojawiały się w trakcie.
– Po powrocie z Anglii schudł Kot 10 kilo.
– Wrócił Kot na studia i tym razem pomyślał Kot, żeby od razu załatwić sobie Indywidualny Tok Nauczania.
– Nauczył się Kot wyglądać jak Kobieta, a czasem nawet zachowywać się jak Kobiet, w myśl idei, że Mężczyźni to tak jednak z definicji raczej na Kobiety lecę a nie na hybrydowe zwierzęta domowe.
– Zmarł Człowiek, Który Spłodził Kota, pozostawiając Kota właścicielem połowy mieszkania.
– Spędził Kot najwspanialsze Święta BN w swoim życiu. Gościł na niezwykle ciepłej i sympatycznej Wigilii w Wyszkowie, zajmował się swoim ukochanym Nowym Komputerem, noc spędził w samczych ramionach, a drugi dzień integrował się ze znajomymi z pracy przy kolorowych trunkach, a następnie cały był mruczeniem na koncercie w Patricku.
– Na Sylwestra wychodzi na PW i ma nadzieję, że wreszcie będzie to Sylwester Udany.
Niestety zaliczył też Kot porażki:
– Tak, spłacił wszystko, co wisiał znajomym, ale nie uwolniło go to od długów, bo wziął kredyt (m.in. na nowe komputery oraz kaucję za mieszkanie).
– Generalnie kocie finanse wyglądają żałośnie, mieszkanie i kredyt pochłaniają większość kociej pensji i na życie niewiele zostaje.
– Człowiek, Który Spłodził Kota, nie tylko zostawił po sobie pół mieszkania, ale także Długi, które, niestety, przechodzą w spadku na Kota.
– Kot schudł 10kg, ale przez ostatnie dwa tygodnie przedświąteczne kiedy jadł fastfoody, tony czekolady i pił morze alkoholu, odrobił 3.
– W kwestiach uczuciowych nie zrobił Kot nawet najmniejszego kroku naprzód w stosunku do Rok Temu. Jest. Kot. Dokładnie. W. Tym. Samym. Miejscu.*
W Nowym Roku zamierza Kot:
– ogarnąć swoje finanse. Zacząć zmniejszać dług, zamiast go powiększać do kosmicznych rozmiarów. A żeby to osiągnąć…
– zmienić coś w kwestii swojej pracy. Po prawie trzech latach pracy w Tej Samej Firmie, na Tym Samym Stanowisku bez żadnych perspektyw rozwoju, czuje się Kot wypalony. Praca niby nie jest ciężka, ale ludzie są durni, a wynagrodzenie jeśli nie ma premii – żałosne. Albercik powiedział, że on w sumie nie wie, co chce w życiu robić zarobkowo. Trochę sobie czasem napisze, czasem brzdąknie w perkusję, niby zaczął studia, ale w sumie nie ma pomysłu na Zawód dla siebie i właściwie to mógłby całe życie przepracować w naszej firmie, gdyby tylko praca na cały etat dawała wynagrodzenie pozwalające się bezstresowo utrzymać. Kot się zasadniczo z Albercikiem zgadza. Na początku stycznia ma zostać ogłoszony nowy system wynagrodzeń i bonifikat. Jeśli okaże się, że nie przyniesie on żadnej poprawy, Kot zacznie szukać Czegoś Innego.
– spróbować usamodzielnić się mieszkaniowo. Jak już Kot pisał, mieszkanie, które wynajmuje jest niczego sobie, ale nie jest idealne. I nawet nie chodzi tylko o finansowy aspekt wynajmu (nie oszukujmy się, płacimy jedną z niższych rynkowych cen za wynajem dwupokojowego mieszkania w Warszawie), ale o… brak przestrzeni. Kot z premedytacją oddał Igoru większy pokój, nie tylko jako przekupstwo, ale przede wszystkim z myślą, że Igor jest o wiele mniej od Kota terytorialny i o wiele bardziej uspołeczniony i towarzyski, więc nie będzie mu przeszkadzało hostowanie większych posiadów, w przeciwieństwie do Kota, który jest terytorialistą i nienawidzi jak mu się ludzie w większej ilości, a jak jeszcze do w tym osoby mniej zaprzyjaźnione!, plączą po pokoju. Decyzja była jak najbardziej słuszna, a teraz dochodzi jeszcze plus w postaci Diego, którą Igor przygarnia jako Współlokatorkę do pokoju, co powinno nam ogółem zmniejszyć koszty; ale Kot z całym swoim dobytkiem przestaje się mieścić w wyznaczonej mu przestrzeni, co go frustruje niezmiernie. Poza tym rozwinął pewną wizję swojego pokoju, której, bądźmy szczerzy, nie chce mu się wcielać w życie w mieszkaniu, z którego za chwilę będzie się wyprowadzać.
Kot uważa, że skoro już został właścicielem połowy mieszkania, to powinien mieć z tego jakiś profit, a nie tylko siedzieć bezczynnie i czekać aż go spadak po babci trzepnie (zwłaszcza, że mieszkanie po babci się Kotu zwyczajnie NIE.PODOBA). Tak naprawdę sądzi Kot, że kocia Rodzicielka powinna przenieść się do swojej rodzicielki, a kociej babci, która niby jest w dobrym zdowiu, ale mimo wszystko przydałaby się jej pomoc, a dwupokojowe mieszkanie odstąpić Kotu, który mógłby się tam sprowadzić z Igorem (i zapewne Diego) i je wyremontować na swoje potrzeby. Ale jako że matka z babcią nie uważają tego pomysłu za dobry (za to obie bardzo chętnie, z niewyjaśnionych przyczyn, zamieszkałyby z Kotem), to Kot pomyślał, że może chociaż dałoby się jakoś to duże mieszkanie zamienić na dwie kawalerki (czy to metodą zamiany, czy to metodą sprzedaży i kupna). No bo do wszsytkich diabłów! To idiotyczne! Mamy dwa mieszkania (o łącznej powierzchni ok.100m2), mamy 5 pokojów, możliwość, żeby w nich spokojnie i z pięć osób mieszkało bez wchodzenia sobie na głowę, a mieszkają 2! Babka mieszka sama w trzech pokojach, matka mieszka sama w dwóch na które nie do końca ją stać, a z których de facto zajmuje jeden, a Kot płaci za wynajem małego pokoju, tyle co one za całe mieszkanie. Czuje się dziko sfrustrowany. Oczywiście, że wolałbym dalej mieszkać ze swoim Prawie Idealnym Współlokatorem, ale gdyby mógł, to nawet najmniejsza kawalerka, WŁASNA…. Za którą płaciłbym zapewne mniej niż teraz za pokój i byłaby kocia…. KOCIA własna… mógłby ją Kot urządzić po swojemu ze świadomością, że przez najbliższe wiele lat nie będzie musiał się wyprowadzać….
Dlatego zaczął wywierać presję na Rodzicielkę, co by dowiedziała się o możliwość zmiany. A jak nie w ten sposób… to, well, coś się wymyśli.
– Schudnąć jeszcze ok. 9-10 kg. W tym celu z powrotem wrócił na uprawianą wcześniej dietę i jest umiarkowanie szczęśliwy i ponownie bezalkoholowy.
– Skraść pocałunek jednemu uroczemu chłopcu. W myśl zasady, że jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.

Na koniec chciałby Kot życzyć wszystkim szampańskiej zabawy na Sylwestra i oby 2011 był bardziej udany od 2010.

* AMAZING. Kot by się w życiu o taką stałość i konsekwencję nie podejrzewał.”

Taką oto notkę napisał Kot wczoraj, ale nie zdążył jej opublikować.
Po napisaniu jej udał się w biegu na spotkanie z Rodzicielka. Było cudownie. Godzina spędzona na tarzaniu się w kurzu przy okazji sprzątania schowka po ojcu, a następnie noworoczna kłótnia zakończona szantażem. Rodzicielka i Babka odgrażają się, że przestaną zapewniać Kotu pomoc finansowo-żywieniową. Uważają, że Kot powinien w trybie natychmiastowym przeprowadzić się do którejś z nich. Ponadto matka powiedziała, że nie zamierza się nigdzie wynosić, bo ma już 56 lat, mieszka w tym mieszkaniu całe swoje dorosłe życie i nie może zmienić numeru telefonu. Kot w zamian stwierdził, że choćby miau znowu rzucić studia iść na drugi etat, choćby miau sprzedawać siebie, nie wróci do mieszkania z rodziną. A jeśli trzeba będzie, to o swoje pół mieszkania pójdzie się sądzić.

Tak więc, yeah, Happy Fucking New Year!

PS. Sylwester w Ampli był niewątpliwie najbardziej udanym Sylwestrem w moim dorosłym życiu. Co nie zmienia faktu, że de facto był…. dość nudny.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania 2010 została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, rodzina, życie kota Tagi: , , , , , , , , , , ,

Nieboszczyk też płacić musi!

A co, myśleliście, że jak się w końcu człowiek radośnie przekręci, to będzie miau Święty Spokój i nikt nie będzie od niego oczekiwał, że z grobu rachhunki zapłaci? Bzdura. Trup też człowiek. Płacić musi.
Kot pierwszy raz zetknął się z tym fenomenem z okazji kolejnej przeprowadzki Zapola. Mieszkanko do którego się wprowdził, przez kilka poprzednich lat stało zupełnie nieużywane. Poprzednim właścicielom się zmarło, a żeby ustalić kolejnych toczyło się dłuuugie postępowanie sądowe. Ostatecznie, pani której się dostało w spadku uznała, że więcej z nim problemów niż powodów do radości, więc nawet tam nie zaglądała celami porządkowymi.
Logiczne myśląć, jeśli właściciele mieszkania umierają, zostaje wystawiony akt zgonu, to ówże akt powinien trafiać do wszelkich zainteresowanych instytucji, co by już nieboszczyów nie nękąć. Tylko kto by się tym przejmował? Gdy Zapol się wprowadzał, w mieszkaniu był odłączony prąd. To akurat nikogo nie dziwiło. Skoro mieszkanie przez lata stało nieużywane, to po kiego wała w nim prąd? No ale teraz skoro wraca w użytkowanie, no to trzeba by się zgłosić do STOENu celem przywrócenia elektyczności. Tak też Zapol z Właścicielką uczynili i spotkała ich surpryza. Otóż okazało się, że prądu nie odłączono, bo mieszkanie stało nieużytkiem, a właściciel porastał kwiatkami, tylko dlatego, że Właściciel (tak, ten martwy) raczył był nie opłacać rachunków przez ponad pół roku! W związku z czym, jeśli ktokolwiek chciałby pomarzyć o podłączeniu prądu w tym lokum, musi najpierw uregulować kilkaset złotych zaległości.
Właściecielka, cóż robić, chcąc wynająć lokum, należności uregulowała i Zapola oświeciło.
A zapolska historia prądowa przypomniała się Kotu w związku z kocią dzisiejszą przygodą.
Kot Obudził się leniwie około 11:30, zaspawszy na porannego brydża. Uznawszy, że eeeee taaaam, żeby zdążyć na drugi temrin, 12 znaczy się, musiałby się jakoś dziko sprężyć, a Kot dziko sprężać się nie lubi, to przynajmniej się spokojnie ogarnie, poszedł do łazienki. W łazience uskuteczniał niemrawo „myju myju tu i pucu puc tam”, kiedy do drzwi zadzwoniono. Jako że nie spodziewał się Kot nikogo nawet listonowsza, postanowił nie wybiegać w mokrym negliżu, tylko spokojnie dokończyć. Zawijał się właśnie w ręcznik, gdy zapadły egipskie ciemności. Lekko się Kot zdziwił, ale uznał że nic to, najpirew się ubierze, a potem zacznie się zgaśnięciem światła interesować, a nuż do tej pory włączą z powrotem. Jak pomyślał tak uczynił, ale światła nadal nie było. Otworzył więc nieśmiało drzwi od leża, myśląc że może panowie, którzy dzownili do kocich drzwi uskuteczniają jakieś roboty na korytarzu i będzie ich można zapytać nieelegancko „What the Fuck?”. Panów Kot nie spotkał, zamiast nich znalazł karteczkę, głoszącą ponuro „W związku z nieuregulowanymi należnościami, w niniejszym lokalu zostaje odłączony dopływ prądu do momentu dostarczenia dowodu zapłaty”. Karteczka podawała również nr kontaktowy, pod którym można było zasięgnąć więcej informacji na temat zadłużenia i nie tylko. Kot ze stoickim spokojem poszedł do kuchnii zagotować wodę na kawę w garnku. Szczęśliwie kuchenkę w mieszkaniu posiada gazową(aczkolwiek odpalał ją od pałeczki do sushi). Dostarczywszy organizmowi niezbędną do funkcjonowania kofeinę, usiadł na łóżku i nadal emanując stoickim spokojem wykręcił podany numer. Zdawał sobie sprawę, że rachunki płacił z lekkim poślizgiem, jednakże nie powinno to stanowić problemu, bo były zawsze płacone przez końcem bieżącego dwumiesięcznego okresu. Skonfundowany poczekał na połączenie z konsultantem, a właściwie konsultantką, po czym zażądał wyjaśnień. W odpowiedzi usłyszał, że mieszkanie jest zadłużone na kwotę około 400 złotych, zaległość powstała w okresie 1.11.09-30.04.10, pani nawet dokładnie streściła Kotu historię płatności i poinformowała, że dopóki wszystko nie zostanie uregulowane, prądu nie będzie.
Kot rozłączył się i… odetchnął z ulgą. Listopad. Do kwietnia. Toż Kot wtedy nawet nie mieszkał w tym mieszkaniu! Co oznacza, że sprawą należy obarczyć byłą Współlokatorkę i można spokojnie iść do pracy. Była Współlokatorka, osoba z wszechmiar rozsądna, powiedziała, że zajmie się tym jak najszybciej, aktualny Współlokator doznał małego szoku, gdy usłyszał, że wróci do domu pozbawionego prądu, a Kot opuścił siedlisko, opracowując długofalowy plan przetrwania bez prądu, obejmujący takie szczegóły jak trzymanie jedzenia w lodówce w pracy oraz balkonie(w miarę możliwości), ładowanie Waleriana (również w pracy), ściąganie i drukowanie materiałów na zajęcia także w pracy, spędzanie wieczorów na oglądaniu filmów i słuchaniu muzyki z Waleriana ewentualnie na czytaniu w romantycznym i degradującym wzrok świetle świec oraz kontakt ze światem wirtualnym na wydziałach: macierzystym oraz tym ukochanym na PW. Logistyka pełną gębą. Szczęśliwie okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, Kot planował, bo była Współlokatorka zadzwoniła w ciągu godziny i wytłumaczyła całą sytuację; prąd mieli nam podłączyć jeszcze tego samego popołudnia. Ona płaciła wszystkie rachunki w terminie, uregulowanie niedopłaty również, tylko dokonując przelewów poprzez swoje konto internetowe nie używała dokładnie tych samych danych, co na wystawionych przez RWE fakturach, w związku z czym oni, owszem, pieniądze otrzymywali, ale nie księgowali ich na konto właściwej umowy. W związku z czym eks-Współlokatorka spędziła czarujące chwile, udawadniając, że ona to jest ona i że to faktycznie ona dokonywała tych wpłat i one faktycznie są na konto tejże umowy. A w ogóle to dlaczego umowa jest na pana, który nie żyje od 20 lat???
O 17:30 Współlokator napisał do Kota, że mamy z powrotem prąd.

I to jest jeden z tych momentów, kiedy Kot się niesamowicie cieszy, że jest sobą i ma takie a nie inne podejście do życia. Że po znalezieniu w/w karteczki nie wpadł w dziką histerię, tylko usiadł spokojnie z kawą (którą był w stanie sobie zrobić w tych ciężkich warunkach) i zajął się problemem. Że zamiast zalewać się łzami i obgryzać paznokcie z nerwów, śmiał się z całej sytuacji i traktował wizję kilku dni bez pradu jako przygodę i wyzwanie a nie tragedię życiową.
Fajnie być takim Kotem 🙂

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 22.11.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania Nieboszczyk też płacić musi! została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: ,

B-E-A-utiful

Kot wie, że Kot milczy. Kot nawet ma usprawiedliwienie. Ale dziś się nie będzie usprawiedliwiać. Dziś chciał Kot powiedzieć, że sobie uświadomił, że nie śni. Że naprawdę mieszka we samodzielnie wynajętym mieszkaniu, z własnymi meblami, rzeczami i (już niedługo) własnym Kotem. Ma zajebistego Właściciela* i najwspanialszego Współlokatora pod słońcem.
Czego chcieć więcej?**

* Koci. Właściciel. Jest. MUZYKIEM. Czy kogoś to dziwi?
** Wyższej pensji i braku długów, ale nad tym Kot pracuje. Powoli.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 08.09.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania B-E-A-utiful została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,