Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Polcon 2013

Wniosek po tegorocznym Polconie mam jeden: to strasznie dziwne, kiedy konwent odbywa się w mieście zamieszkania konwentowicza.
Codzienne życie jakoś strasznie nam z konwentem kolidowało.
Niby wzięłam 4 dni wolnego, ale… W czwartek na przykład nie dotarliśmy wcale, chociaż mieliśmy wykupioną pełną akredytację, ponieważ wywoziliśmy rzeczy do mojej mamy i objeżdżaliśmy sklepy budowlane. Dzięki temu wprawdzie ominął nas Kolejkon, ale też kilka prelekcji.
Przez pozostałe trzy dni byliśmy już obecni, ale od jakiegoś południa, na spokojnie, bez spiny. Więcej czasu chyba spędziliśmy (przynajmniej ja) w Games Roomie czy lokalnym chińczyku niż na prelekcjach. Zwłaszcza, że znaczna część interesujących nas prelekcji była przekładana/odwoływana.
Tegoroczna gala zniechęcała dłużyzną. Występ Pawła Penksy był miłą niespodzianką, ogłoszenie laureata (jednego de facto!) emocjonujące, ale poza tym dłuuuuugo za długo i nudno. W poprzednich latach jakoś sprawniej szło.
Miło było zobaczyć się ze znajomymi spoza Warszawy. W sumie powroty do własnego łóżka to spoko sprawa.
Niemniej z przyjemnością w przyszłym roku pojadę do Bielska Białej.
Jednak kiedy się wyjeżdża tylko w celu konwentowania, przeżywa się konwent pełniej.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 07.09.2013. Komentarzy (0) Posted in Imprezy Tagi: , ,

Polcon 2012

Co by tu… a tak – było zajebiście!
Zdążyłam już trochę odwyknąć od konwentów – ostatni raz byłam bodajże na Falkonie w 2009. Polcon 2012 w sumie nie charakteryzował się niczym absolutnie wyjątkowym, ale i tak jestem szalenie zadowolona, że pojechaliśmy.
Nie obyło się bez komplikacji – chociażby wspominanych wcześniej idiotycznych (moje dzieło, moje!) rezerewacji na Polski Bus oraz błądzenia po mieście w poszukiwaniu konwentu (a można było przeczytać instrukcje ze strony :P). Pierwszy dzień praktycznie przespaliśmy – dotarliśmy dopiero na 19 na spotkanie z Kubą Ćwiekiem. W ogóle przyznaję się ze wstydem, że przegapiłam strasznie dużo interesujących mnie prelekcji – z w sumie niewielkiej puli (motyw przewodni konwentu – niepokoje związane z końcem świata i rokiem 2012 – wybitnie do mnie nie trafiał), ale te najważniejsze zaliczyłam – 4 spotkania z K. Ćwiekiem, 1 z M. Kozak, E. Białołęcką, cudna prelekcja o kocie jako ulubionym zwierzęciu fantastów, na którą głównie składały się cudne opowieści Kossakowskiej i Białołęckiej o ich kotach. Mój dzielny netbuczek został Bohaterem Jednej Prelekcji przez co stał się w tym momencie najcenniejszym (emocjonalnie) dobrem jakie posiadam.
Poza tym kupiłam uroczą koszulkę z Yodą i przecudnego Minecraft’owego Pumpkina. Niestety, po raz kolejny we Wrocławiu, nie udało mi się kupić kolczyków – na kownencie, o dziwo!, żadne stoisko nie sprzedawało, a na mieście też nie trafiliśmy. Aczkolwiek najwspanialsza pamiątka z Polconu nie kosztowała ani grosza, ale o tym ciiiii.
Jak zwykle po konwencie, wracam z dłuuugą listą filmów/seriali/książek do zapoznania się z. I w ogóle solennie sobie obiecuje, że zwiększę znacząco przerób dóbr kultury.
Sam Wrocław troszę złagodził moją niechęć do siebie, acz daleko mi od zachwytu tym, uwielbianym przez wielu, miastem. Owszem, ładny jest (przynajmniej w centrum), ale dla mnie nie ma w nim magii/klimatu/jakkolwiek byście określili tę cechę, która sprawia, że do danego miasta chce się wracać. Najbardziej przeraża mnie organizacja ruchu. Jeszcze nigdzie nie spotkałam się z tak KRÓTKIMI zielonymi światłami. A wrocławscy kierowcy jeżdżą strasznie szybko i nieostrożnie (zważcie, że mówi to osoba na codzień poruszająca się po Warszawie, która ze spokojności kierowców nie słynie). Ludzie najwyraźniej zniechęceni krótkimi światłami praktycznie wszędzie przechodzą albo w miejscu nie wyznaczonym albo na czerwonym. Ja się potwornie stresowałam za każdym razem, gdy musiałam przejść przez ulice.
Najgorszym pomysłem było zabookowanie powrotu na 6 rano. Przez 12 godzin musieliśmy szwędać się po mieście – a jako że nie bardzo już mieliśmy kasę (pomimo dwóch dosyłek ekspresem pocztowym od Igora), skończyło się na siedzenie najpierw w Macu, potem na dworcu i oglądaniu Supernaturala.
W planach na najbliższą przyszłość mamy konwent komiksowo-growy w Pięknym Mieście Uć i Falkon 2012 w Lublinie. A że przyszłoroczy Polcon WTEM będzie w Warszawie, to tak sobie myślę, żeby do Miasta Na K przeprowadzić się jednak pod koniec września, a nie lipca 😉

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 04.09.2012. Komentarzy (0) Posted in Imprezy, Wyjazdy, życie kota Tagi: , , ,