Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

(o)Koty uczą jak nie żyć.

Kot, zakładając nowego bloga, obiecał sobie, że będą na nim regularnie pisać. Jak widać na załączonym obrazku tytułu Miss Słowności 2009 raczej nie dostanie. Pozostaje jedynie ukorzyć się i pokornie wyjaśnić swoje milczenie. Kot nie pisał, gdyż albowiem ponieważ… był Sfrustrowany. Był Sfrustrowany na przemian bądź równocześnie z powodu: funkcjonowania swojego cudownego wydziału, durnych klientów, funkcjonowania swojego cudownego wydziału, co poniektórych przedstawicieli płci przeciwnej, funkcjonowania swojego cudownego wydziału, funkcjonowania firmy, braku wolnego czasu, braku pieniędzy na koncie jak i w portfelu, szefostwa, a czy wspominałam już o funkcjonowaniu mojego cudownego wydziału? Sfrustrowany Kot uznał, że nie będzie pisał żadnej notki, gdyż niechybnie będzie ona ociekała kocią Frustracją, którą Kot niekoniecznie chce się dzielić z całym światem. W związku z czym Kot milczał, milczał i milczał, i czuł się sfrustrowany tym, że blog znowu porasta kurzem. Ostatecznie Kot postanowił, że jeśli nawet uzewnętrzni swoją Frustrację, to świat się nie skończy, co najwyżej niektórzy się sfoszą, niektórzy pokiwają ubolewająco głową i nigdy więcej na kociego bloga nie zajrzą.
Kot owego postanowienia dokonał mniej więcej na początku poprzedniego tygodnia, po czym.. nie miau czasu na pisanie. A potem Nastąpił Weekend. Ówże weekend sprawił, że Frustracja zeszła na dalszy plan, a zamiast pisać notkę wypełnioną kurwieniem na czym świat stoi, Kot napisze notkę zawierająca walory edukacyjne. Kot zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie wyjątkowo nie lubią uczyć się na cudzych błędach (sam wielokrotnie przetestował empirycznie niewłaściwość takiego podejścia), jednakowoż nie może się powstrzymać przed podzieleniem się swoimi smutnymi doświadczeniami. Dwie notki temu Kot uczył, jak nie należy pisać pracy semestralnej. Tym razem Kot zamierza uczyć, jak nie należy podchodzić do egzaminu.
Żeby nie było, że Kot nie tylko nie uczy się na błędach cudzych, ale i swoich, zacznijmy od poinformowania szanownych czytelników, że Kot terminy egzaminów poznał z ponad dwutygodniowym wyprzedzeniem (w tym miejscu nie obędzie się bez Frustracyjnego wtrętu pt.: „Co za smutny, niedochędożony, a-niech-mu-bogowie-w czyrakach-na-jądrach-wynagrodzą-i-ażeby-żył-w-ciekawych-czasach, przebrzydły poteflon wymyślił sobie, żeby uber-ważny praktyczny egzamin pisać w NIEDZIELĘ?!”). Uznał jednak, że  jakoż egzamin jest czysto praktyczny i składa się ze słuchania (ze zrozumieniem), czytania (ze zrozumieniem) oraz pisania (wypadałoby, żeby również zarówno ze zrozumieniem jak i zrozumiale), to nauka do niego nie ma większego sensu, bo czego Kota nie nauczyli przez całe dwa semestry, tego Kot się nie nauczy w jeden wieczór, w związku z czym z czystym sumieniem wybrał się w piątek wieczorem na koncert Wyciągniętych do kochanej Dziesiątki. Samego wypadu na koncert nie należy jeszcze zaliczać, do Rzeczy Których Nie Należy Robić Przed Uber-Ważnym-Egzaminem-Przed-Którym-Straszono-Studentów-Przez-
Cały-Rok-I-Który-Oblewa-Średnio-40-Studentów-Rocznie. Natomiast picie alkoholu do godziny pi razy drzwi drugiej(?)-trzeciej(?) nad ranem oraz wracanie z okolic Mokotowa na Pragę Południe przez Rembertów już owszem. Kot nie pił bynajmniej sam i chyba tylko temu należy zawdzięczać fakt, że Kot nie wracał do domu przez Janki, Raszyn bądź Marki. Igor, z którym to Kot pił, zadbał o to, by Kot znalazł się na Centralnym, co więcej nawet we właściwym autobusie (a nie zasnął już w pierwszym nocnym, do którego wsiadł na Żwirkach). Igor troskliwie przykazał Kotu, co by Kot nie zasnął, nie zgubił się, nie zgubił swoich dóbr materialnych, nie zasnął, nie zrobił niczego głupiego po drodze, nie zasnął… Kot wsiadł grzecznie do N24, grzecznie usiadł na wolnym miejscu, zdążył nawet pomyśleć, że za góra 20 minut znajdzie się w swoim własnym, przewielkim, przewygodnym łóżeczku, po czym otworzył oczy i odkrył, że dookoła jest szaro, ponuro i są drzewa. Pomimo średniego stanu przytomności umysłowej, Kot był jednak zdolny stwierdzić, że ani na Moście Poniatowskiego, ani na Waszyngtona las raczej nie rośnie, w związku z czym niecierpliwie wypatrywał nazwy najbliższego przystanku. Remembertów-kurwa-AON-mać. Fakt, że pan, który siedział naprzeciwko Kota, a który otworzył oczy chwilę później, był niemniej niż Kot zdziwiony aktualną lokalizacją autobusu, wcale Kota nie pocieszył. W efekcie Kot wrócił do domu bladym świtem, a fakt, że okna Kota wychodzą na wschód, a w tymże dniu słońce wstawało szczególnie jasno, wcale nie ułatwił Kotu zasypiania.
Być może postępowanie Kota nie nabrałoby wartości edukacyjno-przestrzegawczych, gdyby Kot mógł się zwyczajnie w sobotni dzień wyspać, zrelaksować przyzwoicie w domu, wyspać porządnie w nocy z soboty na niedzielę, a nie wstawać w sobotę przed 11 po ok.4 godzinach snu, żeby iść do pracy. Życie jednak Kota zasadniczo nie rozpieszcza, wobec czego do pracy podreptał, przekonując po drodze wątpliwą treść swojego żołądka, że chce w owym żołądku pozostać oraz swoją głowę, że świat zawsze się kręcił i nie warto temu poświęcać teraz tyle uwagi. Pocieszające było, że nie tylko Kot przydreptał do pracy w stanie niepełnosprawnym. Snuli się tam wszyscy jak zombie, co Szefowa podsumowała stwierdzeniem „wyglądamy jak banda Rumunów”, po czym schowała się pod biurko. Sam fakt, że trzeba było tworzyć grupę wsparcia w celu przejścia dwóch metrów od biurka do socjalu, co by sobie kawę zrobić, bo ani Kot ani Szefowa nie byli w stanie tego zrobić samodzielnie, o czymś świadczy. Reszta dnia obfitowała w takie atrakcje jak wybór najładniejszego kotka na pulpit, poszukiwania wygaszacza z Hello Kitty oraz ponad godzinne zastanawianie się, co zjeść na obiad. A w wyniku tego ostatniego układanie podstępnego planu całkowitej anihilacji Pizzy Dominium, gdyż albowiem okazało się, że zadanie dostarczenia nam zamówionego posiłku z lokalu na Dworcu Centralnym do ZŁOtych Tarasów w przeciągu pół godziny przerasta ich dziko.
Ten wielce wyczerpujący dzień pracy zakończył się o godzinie 18. Wtedy to Kot powinien był jechać na chwilę do babci, a następnie udać się do domu w celu przemyślenia swojego postępowania (znaczy się, let’s be honest, porządnego wyspania się). Oczywiście, słowa „powinien był” niechybnie implikują, że Kot wcale tak nie postąpił. Bo przecież tak błahy fakt, że następnego dnia Kot ma pisać Uber-Ważny-(…)-Egzamin, nie mógł powstrzymać Kota przed udaniem się do Czarnej Perły na koncert Strefy Mocnych Wiatrów. I gdyby tak chociaż Kot unikał kontaktu z C2H5OH… Czy naprawdę muszę dodawać, że wieczór zakończył się kocim powrotem do domu bladym świtem? Dobrze chociaż, że tym razem obyło się bez turystyki.
Obudziwszy się rano (znaczy koło 10-11 (a na egzamin należało się stawić o 13:15) po śnie mocno przerywanym, Kot uznał, że warto by się dowiedzieć, gdzie właściwie ów egzamin pisze (w tym miejscu Kot pragnie podkreślić, że na wstępie zaznaczył, że udało mu się dowiedzieć,kiedy ma egzaminy a nie gdzie je ma (właściwie Kotu nasunęła się teraz ponura myśl, że od początku było doskonale wiadome, gdzie Kot ma egzaminy, przy czym owo gdzie niewiele ma wspólnego ze współrzędnym geograficzno-topograficznymi)). Dowiedziawszy się, Kot zapisał sobie adres na karteczce, którą następnie radośnie porzucił na biurku, po czym wyleciał z domu w dzikim pędzie jedynie 20 minut później, niż zamierzał. Czy naprawdę konieczny jest opis stanu umysłowości Kota? Tudzież opis Kociego pomylenia przystanku docelowego z przystankiem kolejnym? A także opis Kociego dzikiego sprintu w kierunku powrotnym oraz poszukiwania właściwego budynku na właściwej ulicy oraz następnie poszukiwania wejścia do tegoż (Kot był naprawdę bliski przechodzenia w stroju szumnie nazwanym galowym przez wysooookie ogrodzenie)? Sam egzamin na Kotu wielkiego wrażenia nie zrobił i kiedy koci współmęczennicy nerwowo odpalali papieros za papierosem, Kot siedział otępiale na ławce i marzył o tym, by już znaleźć się z powrotem w swoim legowisku. Pierwsza część egzaminu (listening) jedynie pogłębiła Kocie otępienie (oraz wprost proporcjonalnie histerię pozostałej masy studenckiej). 90% roku szlachetnie określiło ów listening mianem Epickiego Faila, przy czym słowo „wrzesień” zaczęło się pojawiać w konwersacjach równie często, co słowo „kurwa” w kocich myślach. Przed oraz w trakcie części trzeciej (writingu) histeria osiągnęła apogeum, koleżanka z kociej grupy rozpłakała się rzewnie, oglądając tematy esejów, a Kot ze stoickim spokojem wyciągnął z kieszeni płaszcza czekoladę, po czym zaczął ją przegryzać, popijając Pałerrejdem, rozmyślając czy woli napisać o zaletach życia w wielkim mieście, porównać, co opłaca się bardziej – wynajmowanie mieszkania czy kupno domu – a także o tym, jaki film obejrzy, gdy wreszcie będzie mógł opuścić ów przybytek rozpaczy i udać się domu.
Pisanie Kot skończył przed czasem. Wraz z kumplem z innej grupy ulotnił się pospiesznie, dopędzany wizją łóżeczka i panny Marple, starając się nie przejmować tym, że dnia następnego czeka go jeszcze część druga tej szopki, mianowicie egzamin oralny. Kot miał szczery zamiar położyć się spać przed północą, wstać na spokojnie rano, przypomnieć sobie useful expressions i dotrzeć na miejsce przed czasem, co by się zorientować, z kim w komisji będzie miał do czynienia, etc. Kocie plany zniweczył jeden telefon (a właściwie dwa, bo pierwszego Kot nie zdążył odebrać).
Do Kota zadzwonił Youlo, którego Kot nie widział od miesięcy (ostatnia próba zobaczenia się spełzła na niczym z powodu kociej choroby, jak Kot zdążył się już wcześniej pożalić) z niewinnym pytaniem, jakie Kot ma plany na dalszą część dnia i może tak Kot by zaszedł w odwiedziny. Jak już kiedyś zostało stwierdzone, koci język działa szybciej, niż cała reszta Kota, w związku z czym rzekł (on ten język) „tak”, zanim koci mózg zdołał chociaż zapiszczeć ostrzegawczo, przypominając, że wizyty u Youla zawsze niechybnie wiązały się z dużą ilością etanolowych przyjaciół oraz kładzeniem się spać bladym świtem. W drodze do domu, a także w domu samym, gdy Kot spożywał obiad oraz pobieżnie sprawdzał czy nikt wirtualnie od Kota nic nie chciał, resztki zdrowego rozsądku wrzeszczały ostrzegawczo, że kocie postępowanie nie jest odpowiedzialne, że nie tak powinien zachowywać się student pierwszego roku przed kluczowym egzaminem. Jak powszechnie wiadomo, Kot Miss Odpowiedzialności w tym życiu raczej nie zostanie, więc zignorował głos rozsądku i teraz z czystym sumieniem może stwierdzić, że była to jedna z lepszych decyzji podjętych ostatnimi czasy. I nawet było jeszcze ciemno, gdy Kot kładł się spać.
Wstał Kot ok. godz.9 (egzamin miał mieć o 12:20), do domu dotarł tuż po 10. Planował wyjść na egzamin o 11:00. Wyszedł o 11:27 (na stan umysłu Kota litościwie spuścimy zasłonę milczenia, gdyż daleki był od oczekiwanego chociaż Kot profilaktycznie raczył się wyłącznie jabłkowym soczkiem (bo na szlachetne miano Piwa Redd’s nie zasługuje)). Na wydział dotarł o 11:55, spokojnie wjechał na właściwie piętro z przeświadczeniem, że jeszcze ma tyyyyyle czasu. Spacerowym krokiem podszedł do tablicy ogłoszeniowej w celu sprawdzenia, w której sali urzęduje właściwa komisja. Spojrzał. Po czym dzikim biegiem rzucił się przez korytarz. Albowiem ujrzał, że przy kocim nazwisku widnieje godzina 12:00 (tyle by było jeśli chodzi o kocią wiedzę kiedy ma egzaminy). Kot dobiegł pod właściwą salę. Koleżanki z grupy zaczęły Kota natychmiast uspokajać, mówiąc, że Ewa jest właśnie w środku, że Kot jest następny, a komisję mamy najlepszą z możliwych, że Kot naprawdę nie ma się czym denerwować. Kot stwierdził apatycznie „aha”, gdyż koci umysł właśnie ten moment wybrał sobie na popadnięcie w jeszcze głębsze niż dotychczas otępienie. Koleżanki zaczęły naciskać („Ale.Naprawdę.Nie.Ma.Się.Czym.Denerwować.!!!”). Kot wydobył z siebie jeszcze jedno „aha”. Chwilę później Kot wkroczył do Sali Sądu Przedostatecznego, powiedział swoje, wyszedł, doczłapał do Igora, zjadł home made sushi, po czym poszedł spać. Niestety musiał się obejść krótką drzemką, gdyż, oczywiście, na 16 musiał podążyć do pracy (nie wpadło mu do głowy wcześniej, że być może Uber-Ważny-(…)-Egzamin to jednak jest powód by wziąć wolne po-popołudnie).
Wyniki Uber-Ważnego-(…)-Egzaminu w przyszły poniedziałek. Kot raczej nie ma co do nich złudzeń. Na szczęście nie zdążył jeszcze zaplanować sobie wielkich atrakcji na okres wrześniowy. Niestety, Kot nie może ukorzyć się i powiedzieć, że głęboko żałuje swojego postępowania. Może jednak przestrzec innych. Ostatecznie Malkavianie definitywnie uczą nas jak nie żyć, czyż nie?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.06.2009. Komentarzy (Możliwość komentowania (o)Koty uczą jak nie żyć. została wyłączona) Posted in Frustracje, Imprezy, studia, życie kota Tagi: , , , , , ,