Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Współlokator pilnie poszukiwany

No i moi drodzy, nadszedł ten straszliwy dzień, w którym dotychczasowy Współlokator oznajmił Kotu, że się wynosi do innego lokum. Uściślając, wynosi się z końcem maja, zostawiając Kota w kropce. Znaczy się w połowicznie pustym mieszkaniu, a sam zamierza zamieszkiwać ze swoim kumplem – znanym z opowieści o Szalonezie, Białym.
Swoje przemyślenia w związku z całą sprawą Kot zostawi dla siebie (no i może dla Łobuza, któremu się wyżalał), za to przejdzie do sedna: Kot poszukuje nowego współlokatora. Względnie współlokatorki, chociaż nie ukrywa, że wolałby raczej mieć w mieszkaniu mężczyznę.
Do wynajęcia jest samodzielny pokój w Warszawie, na Pradze przy zajezdni – przystanek od pętli tramwajów 7 i 13. W pokoju na wyposażeniu jest łóżko z materacem, otwarta szafa przykręcona do ściany, szafeczka, taboret i 1 półka. Na życzenie potencjalnego lokatora jest możliwość wynegcjowania dodatkowego sprzętu od Właściciela. W grę wchodzi również pomalowanie ścian, etc. przed wprowadzeniem się. Mieszkanie jest dwupokojowe z małym przedpokojem, kuchnią i łazienką. W łazience wanna. Na wyposażeniu mieszkania kuchenka gazowa, pralka, lodówka, zamrażarka, mikrofalówka, Internet Aster (2/4 MB). W planach Kot ma mały remont kuchni i łazienki, ale to dopiero w okresie wakacyjnym.
Właścicielem mieszkania jest przesympatyczny Muzyk, który zasadniczo w mieszkaniu się nie pojawia, za to prezentuje podejście pt.: „róbta co chceta, dopóki nie wiąże się to z permanentnymi szkodami”.
W drugim pokoju, zamieszkuje autorka niniejszego wpisu – wariatka, ale nieszkodliwa (chyba że jej zabraknie mleka do porannej kawy), dużo przebywająca poza domem oraz kot Kotlet – najbardziej przyjazny kot pod słońcem.
W kwestii finanasowej: miesięczny czynsz: 600 zł (620, jeśli delikwent życzy sobie akces do Netu) oraz raz na dwa miesiące (płatne w miesiące parzyste) rachunki za prąd i gaz (wg aktualnej prognozy ok.100 zł/os. wg najwyżej prognozy, jaką do tej pory mieliśmy – 150 zł/os).
Od potencjalnego współlokatora oczekuje się, że nie będzie psychopatą/gwałcicielem/seryjnym mordercą, płatności w terminie (znaczy się na samym początku miesiąca) oraz minimalnego poczucia odpowiedzialności za wynajmowane lokum i stan jego czystości (Kot nie jest pedantem, ale uważa, że naczynia powinno się myć zanim ostatni talerz zostanie zabrudzony, etc.).
Jeśli współlokator/współlokatorka się nie znajdzie, Kot będzie zmuszony się wyprowadzić z powrotem do Domu Rodzinnego, co, jak powszechnie wiadomo, napawa Kota dzikim obrzydzeniem.
Właściciel poinformowany o sytuacji ustalił deadline – 15 maja. Do tego czasu Kot ma się określić, czy udało mi sie znaleźć kogoś, czy się wynosi. Tak więc czasu nie ma dużo.
Na wszelkie pytania Kot chcętnie odpowie.
Kontakt via mail: okoczek@gmail.com oraz via gadu-gadu: 1729736

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Współlokator pilnie poszukiwany została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,

Bo Współlokator jest od tego…

Kot w przypływie desperacji zadzwonił do Igora.
– Skarbie, czy ty dzisiaj gdzieś imprezujesz?
– No nie.
– Cudownie. To teraz na mnie nakrzycz.
– ???
– No krzycz na mnie. Tak solidnie. Bo ja mam wrócić dziś po pracy prosto do domu i nie kupić po drodze żadnego alkoholu, tylko jakoś umiarkowanie wierzę w swoją silną wolę
– No więc słuchaj…. [tu wstaw pięciominutową tyradę na zażyczony temat, po której Kot poczuł się malutki i zdominowany]
-No dobra, to tylko mi powiedz, ten regał, co to przyszedł w końcu, to już złożony czy będziemy składać, jak wrócę?
– [szmery w tle]
– Tak, kocie, dziś w sumie wracam do domu, to…
– Zaraz, to ciebie nie ma w domu? To jak sprawdzisz czy Kot wrócił grzecznie?
– MASZ MI SIĘ ZAMELDOWAĆ NA GADU!

I w takich chwilach, Kot się cieszy, że mieszka z tym a nie innym Współlokatorem, pomimo wszelkich jego wad 🙂

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 08.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Bo Współlokator jest od tego… została wyłączona) Posted in całe życie z wariatami, dialogi Tagi: , ,

It’s a sign!

Czasami ze znajomymi podśmiewamy się, że Kot, jako internetowa ekshibicjonistka, praktycznie nie musi opowiadać, co nowego u niego, jako że o wszystkich ważnych wydarzeniach w kocoim życiu można przeczytać na blogu albo blipie. Są jednak ludzie, którzy kocich blogów nie czytają, głównie znajomi z pracy, i im radosne historie opowiada Kot osobiście, w ramach udawania, że jednak jest zwierząkiem społecznym i posiada śladowe umiejętności interpersonalne. Tak też dziś chciał uczynić – próbował Albercikowi i Irence opowiedzieć o najnowszym wyczynie kociego Współlokatora. Niestety, prób dokonywał stojąc na kasie i co rusz przychodził klient, zaczepiał, nie pozwalając Kotu dopowiedzieć do końca. Po tym jak po raz piąty zinteruptowano Kotu dokładnie w tym samym momencie, Albercik uznał, że pójdzie i może później będzie spokojniej i Kot dopowie, a Irenka rzuciła: „Napisz na fejsbuku, wtedy na pewno przeczytam!”. Doprawdy!

Anyway, Kot nie byłby sobą, gdyby nie tyle na fejsbuczku, co blogasku ową story umieścił.

A zatem posłuchajcie,

Wczoraj święto było niesłychane – Matki Boskiej Pieniężnej wobec czego Kot postanowił lekko uzupełnić zapas alkoholi w domu, jako że poprzedniego dnia dopijali ze Współlokatorem resztki Whiskey. Zanabył wino, a potem po chwili zastanowienia, co by w środku nocy do sklepu nie lecieć (czego i tak nie udało się Kotu uniknąć), drugie, wrócił do domu, pofarbował włosy i zaczął konsumpcję. Koci Współlokator balował w tym czasie gdzieś indziej, ale w końcu powrócił, nakarmił Kota i wraz z Białym udał się nocny spacer, mając w planach eksplorację jakiegoś opustoszałego budynku.
Kilka chwil później Kot był już pod koniec drugiej butelki wina, gdy usłyszał szczęk otwieranego zamka, a następnie mnogość niepokojących odgłosów. Zaintrygowany powstał sprzed kompa i wychylił się do przedpokoju. Wychylił się i ujrzał – Igora, Białego oraz znak drogowy. Tak, moi drodzi, dobrze widzicie – ZNAK DROGOWY. Przejście dla pieszych, uściślając. I nie to żeby samą tabliczkę przytargali, o nie nie nie, to by było zbyt soft – oni przytargali całą instalcją z długą ciężką rurą.*

Dziś rano Kot się obudził i zaspany, nie pamiętawszy o znaku, udał się do kuchnii kawę poranną sobie przygotować. Wychodzi ze swojego pokoju, a tu… znak leży radośnie w przedpokoju na podłodze, sięga do kuchni… O bogowie!

* Wprawdzie Kot ostatnio przebąkiwał, że życzy sobie zainstalawanie rury, przy której mógłby się wyginać, ale nie myślał, że Współlokator tak dosłownie potraktuje kocie słowa.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 31.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania It’s a sign! została wyłączona) Posted in całe życie z wariatami Tagi: , , , ,

Są dni, kiedy mówię: dość. Żyję chyba sobie sam na złość.*

Bo są takie dni, kiedy nic się nie udaje, kiedy wszystko irytuje, spada na człowieka, wylewa się, przypala, upada, kiedy konto, portfel, lodówka i barek świecą pustkami, w torebce ostatnie pół paczki papierosów. Są dni kiedy Kot, cały będący nienawiścią, wraca do domu po 9 godzinach w pracy do Współlokatora, który zamiast być oparciem, wysyła negatywne fluidy i przez pół dnia odkąd został bardzo serdecznie (acz dobitnie) poproszony, nie znalazł 10 minut na ogarnięcie kuchni. Są wieczory i noce kiedy przez kilka godzin Kot się miota między łóżkiem, kuchnią a biurkiem, między grą, książką a filmem, paląc papierosa za papierosem, nie wiedząc co ze sobą zrobić, marząc o kieliszku wina i dużej dawce przytulactwa, ale będąc zbyt dumnym (niezależnym, NIE-ZA-LEŻ-NYM!), żeby poprosić o pomoc…
I w taki dzień, telefon dzwoni o drugiej nad ranem, wygrywając charakterystyczną melodię, w taki dzień przyjazny głos mówi w słuchawce: „To ja za chwilę będę”. I wtedy Kotu wraca trochę wiary w ludzi, przypomina sobie Kot, że ma naprawdę fantastycznych przyjaciół….a reszta… a reszta jest mruczeniem…

* „Wciąż bardziej obcy” Lady Pank

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.02.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Są dni, kiedy mówię: dość. Żyję chyba sobie sam na złość.* została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,

#Fail

Drodzy czytelnicy, zgadnijcie kto był na tyle genialny, żeby po wpłaceniu WSZYSTKICH posiadanych pieniędzy przy użyciu wpłatomatu zapomnieć zabrać z niego kartę? Kto zauważył brak karty w niedzielny wieczór w sklepie i musiał głęboko zawstydzony musiał zrezygnować z zakupów i wrócić do domu, do pustej lodówki? Tak, dokładnie – Kot tak był uczynił. Oczywiście zadzwonił od razu do banku, zablokował plastik i zamówił nowy. Przyjdzie w ciągu 15 dni. Czyż to nie cudowne? Na 15 został Kot pozbawiony dostępu do pieniędze zalegających na koncie. Nie to, żeby ich jakoś strasznie było, ale zawsze na szybkie zakupy wystarczy. Teraz musi czekać aż mu Współlokator raczy resztę za czynsz i rachunki oddać.
A propos Współlokatora…. przerażony wizją braku pożywienia i mleka do wieczornej kawy, zadzwonił Kot do Współlokatora z zapytaniem czy już wrócił z Domu Rodzinnego, czy jest trochę mniej biedny niż Kot i czy kupi po drodze pożądane przez Kota produkty. Współlokator bezstresowo stwierdził, że jest w pół drogi z Wyszkowa, kupi bez problemu, zwłaszcza że jedzie prosto do domu. Kot się ucieszył, aczkolwiek, jako że pora była jeszcze dość wczesna miał plan awaryjny polegający na pojechaniu do własnego Domu Rodzinnego i zapożyczeniu się u Rodzicielki… Dotarwszy do domu, Kot się umył, przebrał w piżamkę i razem z rozmruczanymi kotowatymi i herbatką zaległ przed kompem. Obejrzał odcinek. Jeden, drugi, trzeci… nagrał płytę, jedną, drugą, wypił herbatę…. W końcu lekko zaniepokojony zerknął na zegarek – Współlokator powinien był już dawno dotrzeć, nawet biorąc poprawkę na czas robienia zakupów. Zaczął Kot niespokojnie oglądać dalej, w końcu! – Współlokator raczył zadzwonić – bo on tak no… spotkał kumpla, którego tego… no…. dawno nie widział i on no… wróci później, nie wie kiedy dokładnie i nie, nie może najpierw podrzucić zakupów. No WYRAZ żesz!
Ciężkiego szlagu, który Kota strzelił nie da się. Gdyby Współlokator od razu odmówił albo zadzwonił wcześniej, Kot zdążyłby się udać do Rodzicielki. A tak… został Kot bez jedzenia z resztką wina, którą w przypływie zdenerwowania zdecydował się od razy spożyć, wizualizując w trakcie spożywania różnorakie metody skrzywdzenia fizycznie Współlokatora. Szczęśliwie dla tego ostatniego jak w końcu dotarł do domu wino i seriale trochę złagodziły kocie żądze mordu.
Dzisiaj Kot opowiadał o całej sytuacji swojemu Ulubionemu Koledze Z Pracy. Kolega popatrzył na Kota pełnym potępienia wzrokiem, popukał Kota w czółko i powiedział:
– Gópi Kot! Trzeba było zadzwonić, to byśmy Kota przygarnęli.
Kot się zwstydził głęboko i wytłumaczył, czemu po telefonie Współlokatora już nie miau siły się nigdzie ruszać, ale obiecał solennie, że jeśli w najbliższej przyszłości Współlokator nie zwróci reszty pieniędzy, a Kotu nie przyślą karty będzie Kolegę bezczelnie wykorzystywać, na co ten się gorliwie zgodził. No doprawdy, jak tu nie uwielbiać tego człowieka?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 07.02.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania #Fail została wyłączona) Posted in Frustracje, życie kota Tagi: , , ,

Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu?

Kiedyś dawno temu uczył Kot jak nie pisać pracy semestralnej oraz jak nie zaliczać UberWażnegoEgzaminu. Wszystkim zapewne bardzo brakowało tego malkaviańskiego kącika porad wszelakich, w związku z czym dzisiaj ów kącik powraca w zupełnie nowej odsłonie, czyli

Kot uczy jak nie kupować samochodu.

Żeby sobie Szanowni Czytelnicy nie pomyśleli, Kot póki co samochodu nie kupił i przez najbliższy czas nie zamierza, auto kupował natomiast przyjaciel kociego Współlokatora – Biały.
Przede wszystkim, jeśli chcecie odnieść epickiego faila na zanabywaniu samochodu na dobry początek musicie oszczędzić niezadużą kwotę pieniędzy i uprzeć się, że jest to kwota wystarczająca na zakupienie samochodu w dobrym stanie. Następnie umówcie się z Człowiekiem Z Łodzi na odbiór samochodu w losowo wybraną sobotę. Zaangażujcie w projekt swojego najlepszego przyjaciela, który nieopatrznie powie swojej Współlokatorce, że w jej wolny weekend jedzie do jednego z jej ukochanych miast. Współlokatorka, oczywiście, z właściwą jej stanowczością oznajmi, że ona jedzie z nimi.
Kiedy ów wstępny plan zostanie ustalony, należy w przeddzień wyjazdu zadzwonić ponownie do Człowieka Z Łodzi, z którym jesteście umówieni, tylko po to by usłyszeć, że tak, że zasadniczo to on pamięta, że się umawialiście, ale w sumie to on już sprzedał ów samochód. Siedzicie w domu wkurwieni, przeglądacie ogłoszenia, natraficie na jeszcze jedno, które wydaje się mieć sens, dzwonicie…
W/w Współlokatorka, czyli Kot, wraca do domu w piątek wieczorem, po całym dniu pracy zakończonym o 22:20 epickim tłumaczeniem klientce, dobijającej się do krat sklepu, że ten jest od 15 minut zamknięty i choćby stanęła na głowie pod kratą i tak nikt jej nie sprzeda „Gazetki Wyborczej”. Wymigał się Kot z alkoholizacji z kolegami z pracy, wiedząc, że wczesnym rankiem będzie musiał być tomny, co by dotrzeć o własnych siłach do pociągu. Kupił za to czerwone wytrawne wino, co by umilić sobie trochę ten przed sesyjny wieczór* Przekracza obładowany jak wielbłąd** próg mieszkania ok. 23 tylko po to by usłyszeć.
– Kocie, a czemu ty właściwie chcesz jechać na naszą epicką wyprawę? – pytanie padające z ust Białego.
– Bo to jest epicka wyprawa, bo Kot kocha zwiedzać, podróżować i oglądać Większy Kawałek Świata!
– A przyzwyczajona jesteś do ekstremalnej jazdy?
– Da, raz nawet dachowałam, a innym razem zakopaliśmy się jeepem w błocie pod Piasecznem…
– Hmm…. a gastrofazy masz? Chorobę lokomocyjną?
– A w życiu!
– Hmm… a nie przeszkadza ci głośna muzyka: Korn, reggae?
– Oczywiście, że nie.
– No dobra. To zbieraj się, bo 15 po północy mamy pociąg do Katowic.
To zdecydowanie był jeden z tych momentów w życiu, kiedy Kot cieszył się, że jest jedyną w swoim rodzaju hybrydą, a nie babą, bo nie dość, że spokojnie zdążył przebrać się w ciuchy bardziej podróżne, zrzucić buty na obcasie, przepakować torbę i zgarnąć aparat, to jeszcze spokojnie nakarmił i ukochał Kotleta, zajrzał do Netu i wypił kieliszek wina. Następnie już ubrany zdążył jeszcze poczekać na współtowarzyszy podróży.
Pociąg oczywiście się spóźnił, na szczęście nie dużo. Sama podróż do Katowic przebiegła spokojnie, w międzyczasie Kot dowiedział się, że jadą odebrać poloneza Caro, który w przypływie jasnowidzenia został ochrzczony Szalonezem. Na dworcu w Katowicach Kot wygrał z Igorem wyścig do automatu z kawą, wyznał mu miłość (automatu, nie Igoru) i zaspokoił nałóg. Dalszym puktem podróży były pod katowickie Świętochłowice.
W Świętochłowicach znajdował się auto komis, w którym Biały miau Szaloneza obejrzeć. Auto komis był czynny od 7, Dzielna Ekipa dojechała na 6, więc trzeba było jakoś spędzić godzinę. Można było iść na jakąś kawę i bułeczkę do piekarni, ale to by było zbyt proste. Zamiast tego chopcy stwierdzili, że świetną rozrywką będzie próba znalezienia właściwego auto komisu bez używania mapy i nie pamiętając właściwego adresu, poza tym, że to miaua być ulica jakiegoś księdza. Kot nie narzakał na takie podejście, w trakcie gubienia się w zupełnie obcym mieście udało mu się zrobić kilka całkiem ładnych zdjęć. Wszechświat najwyraźniej uznał, że takich wariatów jednak trzeba mieć w opiece, bo gdy zatrzymaliśmy się na parkingu Lidla i odpaliliśmy Igorowego GPSa okazało się, że jesteśmy zaledwie 1,8 km od celu i wcale nie poszliśmy w zupełnie złą stronę. Przy okazji udowodniliśmy, że jesteśmy w 100% dziećmi XXI wieku. Od parkingu do komisu szliśmy z włączonym GPSem, używając Igorowego laptopa jako mapy. Na miejscu byliśmy, oczywiście, pierwszymi klientami. Pan Mechanik był wyraźnie święcie oburzony, że jakiś klient ośmiela się przyjeżdżać o 7 rano do komisu, który od 7 jest czynny i jeszcze domaga się obsługi, nie pozwalając w spokoju zjeść śniadania, wypić kawy i wypalić papierosa. Szalonez okazał się być w ciut gorszym stanie niż głosiło ogłoszenie, drzwi ewidentnie zamarzły i trzeba je było otwierać siłą, przedni zderzak ciutkę odstawał, w dodatku radio było na kasety, a nie CD. Pooglądawszy samochód ze wszystkich stron, poprosiliśmy o jazdę próbną. Pan Mechanik łaskawie się zgodził, ale z góry zapowiedział, że to on prowadzi, bo mają już dość tych wszystkich Schumacherów, którzy ledwie ich dopuścić za kółko, a szaleją po okolicznych zakrętach. Nie było by w takim podeściu nic dziwnego, gdyby on sam nie przewiózł nas z ponadprzepisową prędkością, zakręcając tak ostro i na poślizgu, że Kot poważnie się obawiał, że zanim wrócą, to zaliczy drugie w swoim życiu dachowanie.
Mimo licznych wątpliwości wniosek końcowy był „A co tam! Biorę!”. Umowa została podpisana i niecałe dwie godziny po przybyciu do komisu, wyjeżdżaliśmy Szalonezem, tylko po to by zatrzymać się najbliższym parkingu i nie być w stanie ponownie go odpalić (auta, nie parkingu). Szczęśliwie Pan Mechanik, okazał się minimalnie przyzwoitym człowiekiem i zaproponował nam, że pojedzie z jednym z nas po paliwo. Po zatankowaniu samochód dalej nie chciał ruszyć, więc Pan Mechanik zarządził start metodą na popych. Sam wskoczył za kierownicę i kiedy samochód wystartował przejechał kawałek z przerażonym Kotem na pokładzie.
Kiedy oddał samochód, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.. Na pierwszym ostrzejszym zakręcie okazało się, że Szalonez ma jeszcze jedną wadę, mianowicie przednie drzwi po stronie kierowcy spontanicznie się otwierają i trzeba je było zamknąć na sznurek przywiązany do siedzenia.
Kot nie wie, jakim cudem dojechaliśmy do Warszawy bez szwanku. Biały jest pozytywnie nastawiony względem Szaloneza – uważa, że trochę w niego włoży i będzie miau samochód, który pojeździ przez dłuższą chwilę. A jeśli się rozwali w międzyczasie…oh well… kosztował tyle, że mimo wszystko nie będzie szkoda.
Niemniej, Świetochłowskiego komisu zdecydowanie NIE POLECAMY.

* i niestety, nie mamy tu na myśli sesji RPG…
** bo raz na jakiś czas wpada Kot na szalony pomysł, że może warto by zabrać z pracy te wszystkie zalegające ubrania, buty, etc.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu? została wyłączona) Posted in Wyjazdy Tagi: , , , , ,

B-E-A-utiful

Kot wie, że Kot milczy. Kot nawet ma usprawiedliwienie. Ale dziś się nie będzie usprawiedliwiać. Dziś chciał Kot powiedzieć, że sobie uświadomił, że nie śni. Że naprawdę mieszka we samodzielnie wynajętym mieszkaniu, z własnymi meblami, rzeczami i (już niedługo) własnym Kotem. Ma zajebistego Właściciela* i najwspanialszego Współlokatora pod słońcem.
Czego chcieć więcej?**

* Koci. Właściciel. Jest. MUZYKIEM. Czy kogoś to dziwi?
** Wyższej pensji i braku długów, ale nad tym Kot pracuje. Powoli.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 08.09.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania B-E-A-utiful została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,

Cisza i Kot.

Kot chciał tylko powiedzieć, że kiedyś stworzy tą obiecną notkę o przeprowadzkach i szukaniu mieszkania*,… ale to nie będzie dziś.

Dziś Kot chciał powiedzieć, że czasem najbardziej FAIL’owy dzień świata potrafi przynieść pozytywne skutki, a przynajmniej przemyślenia.

No bo przeca zawsze lepiej wiedzieć, że się kompletnie traci na kogoś czas, niż tracić go i tracić w nieskończoność. Lepiej wiedzieć, że zamartwianie się brakiem kontaktu z kimś jest sensless, bo komuś wcale ciebie nie brakuje. Lepiej wiedzieć… nie… tej ostatniej rzeczy Kot się nie dowiedział, but still…

Chciał też Kot powiedzieć, co poniekąd nawiązuje do strasznie odwlekanego tematu przeprowadzki, że kiedy dziś po pijaku strasznie hałasował, preparując obiad, nagle Kota trzepnęło… trzepnęło Kota, że nikt na Kota nie nakrzyczał… w ogóle w ciągu minionego miesiąca Kot w domu żadnych krzyków nie słyszał. Nawet wtedy, gdy zgubił koty ani gdy rozpieprzył się wąż prysznicowy… w Kocim Domu Rodzinnym awantury by wybuchały z prędkością światła… ale tu…

Ultimate conclusion: the Cat might not be very happy with his/hers life, but he/she’s so frakkin’ lucky!

Serio serio!

* Stworzy ją na przykład wtedy, gdy będzie trzeźwy. Albo gdy skończą się Kotu seriale do oglądania. Albo… you see where this is going….

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 25.03.2010. Komentarzy (Możliwość komentowania Cisza i Kot. została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , , ,