Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Yyyyyy…Jysk

Jak większość wie, Jysk to taka tańsza Ikea. Tak przynajmniej zdefiniowała tę sięć sklepów Paskuda, zanim się od Kota wyprowadziła, a Kot już przebąkiwał, że większa szafa, że materac, że komoda, że w ogóle pusto w mieszkaniu. Jednak meble są drogie, a mieszkanie de facto nie kocie i nie wiadomo jak długo Kot w nim pozostanie, więc nie warto sobie żyły wypruwać.
Ramę łóżka Kot kupił w Ikei, ale po materac już się trzepnął do Jyska, bo taniej. Efekt? No owszem, taniej, ale po pół roku sprężyny wbijają się w ciało niemiłosiernie, zwłaszcza podczas, jakby to tu kulturalnie określić, bardziej zażyłych kontaktów międzyludzkich. I to pomimo regularnego obracania (w sensie obracania materaca na jedną, to na drugą stronę średnio raz w miesiącu!). Szafa w pokoju Współlokatora, kupiona przez Paskudę w Jysku, nie dość że podobno stwarza rozliczne problemy przy składaniu, to jeszcze tylnia dykta się nie trzyma „obudowy”.
No, ale Jysk jest tani, a to nie kocie mieszkanie – powtarzał sobie Kot, kupując komodę na promocji. Złożenie jej zajęło Kotu zaledwie cztery godziny i dwa piwa, i tylko ze cztery dziurki znajdowały w minimalnie (o milimetry dosłownie) niewłaściwym miejscu. Że komoda nie jest wyposażona w żadną dyktę, co by zabudować od tyłu, Kot zorientował się dopiero po złożeniu, bo na wystawie stała tak, że nie było widać. Szafka nocna, kupiona tuż przed remontem ma tę samą wadę, ale poza tym daje radę. Wszelkie ręczniczki, dywaniki, pościel i inne bździdła nie rozaczarowywują.
W miarę usatysfakcjonowany Kot zdecydował się więc kupić kredens. I tu zaczęły się schody. Kredens w dwóch częściach (a nawet, jak się w toku wydarzeń okazało, w trzech) waży prawie 90 kilo. Zdecydowanie przekracza to koci udźwig. Rozważał Kot zapłacenie za dostawę do domu, ale zrezygnował, gdy okazało się, że przetransportowanie mebla o 3 przystanki tramwajowe kosztowałoby 45 zł, i panowie zostawiliby towar pod blokiem, bo wnoszenia nie mają w kontrakcie. No wyraz żesz! Następnie usłyszał Kot, że sprowadzenie kredensu z magazynu potrwa trzy tygodnie (ale być może krócej) i że nikt nie zadzwoni i nie poinformuje Kota, że zamówienie przyszło, tylko Kot ma się sam dowiadywać. Zadzwonił więc po upływie ponad dwóch i pan powiedział Kotu, że owszem jest. Współlokator wraz z kumplem podjęcli się misji przytaszczenia upragnionego mebla. I byłoby pięknie, gdyby nie okazało się, że owszem, kredens przyszedł, ale tylko dolna część. Nadstawka ma być we wtorek (czyli wczoraj), a trzy tygodnie mijają w sobotę. Niezadowolony, ale niemający wielkiego wyboru Kot zmusił Współlokatora do składanie nadstawki. Oczywiście Jysk nie byłby sobą, gdyby nie trzeba było skracać jednego elementu.
We wtorek nie było czasu, żeby interesować się nastawkę, Współlokator poszedł więc dziś rano. OFC, okazało się, że nadstawki jeszcze nie ma, ale łaskawie zadzwonią jak przyjdzie.
Szczęśliwie przyszła jeszcze dziś wieczór. Zaraz zobaczymy jak się będzie składać.
Czy po tym wszystkim Kot musi mówić, że Jysk NIE poleca?

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 13.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Yyyyyy…Jysk została wyłączona) Posted in Frustracje Tagi: , ,

Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu?

Kiedyś dawno temu uczył Kot jak nie pisać pracy semestralnej oraz jak nie zaliczać UberWażnegoEgzaminu. Wszystkim zapewne bardzo brakowało tego malkaviańskiego kącika porad wszelakich, w związku z czym dzisiaj ów kącik powraca w zupełnie nowej odsłonie, czyli

Kot uczy jak nie kupować samochodu.

Żeby sobie Szanowni Czytelnicy nie pomyśleli, Kot póki co samochodu nie kupił i przez najbliższy czas nie zamierza, auto kupował natomiast przyjaciel kociego Współlokatora – Biały.
Przede wszystkim, jeśli chcecie odnieść epickiego faila na zanabywaniu samochodu na dobry początek musicie oszczędzić niezadużą kwotę pieniędzy i uprzeć się, że jest to kwota wystarczająca na zakupienie samochodu w dobrym stanie. Następnie umówcie się z Człowiekiem Z Łodzi na odbiór samochodu w losowo wybraną sobotę. Zaangażujcie w projekt swojego najlepszego przyjaciela, który nieopatrznie powie swojej Współlokatorce, że w jej wolny weekend jedzie do jednego z jej ukochanych miast. Współlokatorka, oczywiście, z właściwą jej stanowczością oznajmi, że ona jedzie z nimi.
Kiedy ów wstępny plan zostanie ustalony, należy w przeddzień wyjazdu zadzwonić ponownie do Człowieka Z Łodzi, z którym jesteście umówieni, tylko po to by usłyszeć, że tak, że zasadniczo to on pamięta, że się umawialiście, ale w sumie to on już sprzedał ów samochód. Siedzicie w domu wkurwieni, przeglądacie ogłoszenia, natraficie na jeszcze jedno, które wydaje się mieć sens, dzwonicie…
W/w Współlokatorka, czyli Kot, wraca do domu w piątek wieczorem, po całym dniu pracy zakończonym o 22:20 epickim tłumaczeniem klientce, dobijającej się do krat sklepu, że ten jest od 15 minut zamknięty i choćby stanęła na głowie pod kratą i tak nikt jej nie sprzeda „Gazetki Wyborczej”. Wymigał się Kot z alkoholizacji z kolegami z pracy, wiedząc, że wczesnym rankiem będzie musiał być tomny, co by dotrzeć o własnych siłach do pociągu. Kupił za to czerwone wytrawne wino, co by umilić sobie trochę ten przed sesyjny wieczór* Przekracza obładowany jak wielbłąd** próg mieszkania ok. 23 tylko po to by usłyszeć.
– Kocie, a czemu ty właściwie chcesz jechać na naszą epicką wyprawę? – pytanie padające z ust Białego.
– Bo to jest epicka wyprawa, bo Kot kocha zwiedzać, podróżować i oglądać Większy Kawałek Świata!
– A przyzwyczajona jesteś do ekstremalnej jazdy?
– Da, raz nawet dachowałam, a innym razem zakopaliśmy się jeepem w błocie pod Piasecznem…
– Hmm…. a gastrofazy masz? Chorobę lokomocyjną?
– A w życiu!
– Hmm… a nie przeszkadza ci głośna muzyka: Korn, reggae?
– Oczywiście, że nie.
– No dobra. To zbieraj się, bo 15 po północy mamy pociąg do Katowic.
To zdecydowanie był jeden z tych momentów w życiu, kiedy Kot cieszył się, że jest jedyną w swoim rodzaju hybrydą, a nie babą, bo nie dość, że spokojnie zdążył przebrać się w ciuchy bardziej podróżne, zrzucić buty na obcasie, przepakować torbę i zgarnąć aparat, to jeszcze spokojnie nakarmił i ukochał Kotleta, zajrzał do Netu i wypił kieliszek wina. Następnie już ubrany zdążył jeszcze poczekać na współtowarzyszy podróży.
Pociąg oczywiście się spóźnił, na szczęście nie dużo. Sama podróż do Katowic przebiegła spokojnie, w międzyczasie Kot dowiedział się, że jadą odebrać poloneza Caro, który w przypływie jasnowidzenia został ochrzczony Szalonezem. Na dworcu w Katowicach Kot wygrał z Igorem wyścig do automatu z kawą, wyznał mu miłość (automatu, nie Igoru) i zaspokoił nałóg. Dalszym puktem podróży były pod katowickie Świętochłowice.
W Świętochłowicach znajdował się auto komis, w którym Biały miau Szaloneza obejrzeć. Auto komis był czynny od 7, Dzielna Ekipa dojechała na 6, więc trzeba było jakoś spędzić godzinę. Można było iść na jakąś kawę i bułeczkę do piekarni, ale to by było zbyt proste. Zamiast tego chopcy stwierdzili, że świetną rozrywką będzie próba znalezienia właściwego auto komisu bez używania mapy i nie pamiętając właściwego adresu, poza tym, że to miaua być ulica jakiegoś księdza. Kot nie narzakał na takie podejście, w trakcie gubienia się w zupełnie obcym mieście udało mu się zrobić kilka całkiem ładnych zdjęć. Wszechświat najwyraźniej uznał, że takich wariatów jednak trzeba mieć w opiece, bo gdy zatrzymaliśmy się na parkingu Lidla i odpaliliśmy Igorowego GPSa okazało się, że jesteśmy zaledwie 1,8 km od celu i wcale nie poszliśmy w zupełnie złą stronę. Przy okazji udowodniliśmy, że jesteśmy w 100% dziećmi XXI wieku. Od parkingu do komisu szliśmy z włączonym GPSem, używając Igorowego laptopa jako mapy. Na miejscu byliśmy, oczywiście, pierwszymi klientami. Pan Mechanik był wyraźnie święcie oburzony, że jakiś klient ośmiela się przyjeżdżać o 7 rano do komisu, który od 7 jest czynny i jeszcze domaga się obsługi, nie pozwalając w spokoju zjeść śniadania, wypić kawy i wypalić papierosa. Szalonez okazał się być w ciut gorszym stanie niż głosiło ogłoszenie, drzwi ewidentnie zamarzły i trzeba je było otwierać siłą, przedni zderzak ciutkę odstawał, w dodatku radio było na kasety, a nie CD. Pooglądawszy samochód ze wszystkich stron, poprosiliśmy o jazdę próbną. Pan Mechanik łaskawie się zgodził, ale z góry zapowiedział, że to on prowadzi, bo mają już dość tych wszystkich Schumacherów, którzy ledwie ich dopuścić za kółko, a szaleją po okolicznych zakrętach. Nie było by w takim podeściu nic dziwnego, gdyby on sam nie przewiózł nas z ponadprzepisową prędkością, zakręcając tak ostro i na poślizgu, że Kot poważnie się obawiał, że zanim wrócą, to zaliczy drugie w swoim życiu dachowanie.
Mimo licznych wątpliwości wniosek końcowy był „A co tam! Biorę!”. Umowa została podpisana i niecałe dwie godziny po przybyciu do komisu, wyjeżdżaliśmy Szalonezem, tylko po to by zatrzymać się najbliższym parkingu i nie być w stanie ponownie go odpalić (auta, nie parkingu). Szczęśliwie Pan Mechanik, okazał się minimalnie przyzwoitym człowiekiem i zaproponował nam, że pojedzie z jednym z nas po paliwo. Po zatankowaniu samochód dalej nie chciał ruszyć, więc Pan Mechanik zarządził start metodą na popych. Sam wskoczył za kierownicę i kiedy samochód wystartował przejechał kawałek z przerażonym Kotem na pokładzie.
Kiedy oddał samochód, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.. Na pierwszym ostrzejszym zakręcie okazało się, że Szalonez ma jeszcze jedną wadę, mianowicie przednie drzwi po stronie kierowcy spontanicznie się otwierają i trzeba je było zamknąć na sznurek przywiązany do siedzenia.
Kot nie wie, jakim cudem dojechaliśmy do Warszawy bez szwanku. Biały jest pozytywnie nastawiony względem Szaloneza – uważa, że trochę w niego włoży i będzie miau samochód, który pojeździ przez dłuższą chwilę. A jeśli się rozwali w międzyczasie…oh well… kosztował tyle, że mimo wszystko nie będzie szkoda.
Niemniej, Świetochłowskiego komisu zdecydowanie NIE POLECAMY.

* i niestety, nie mamy tu na myśli sesji RPG…
** bo raz na jakiś czas wpada Kot na szalony pomysł, że może warto by zabrać z pracy te wszystkie zalegające ubrania, buty, etc.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu? została wyłączona) Posted in Wyjazdy Tagi: , , , , ,