Reality  
My arch-nemesis

Life, universe and everything

Wielki wzrusz

W miniony poniedziałek, 15 lipca, odbyło się kolejne spotkanie z cyklu WarsawTeetUp – spotkań warszawskich użytkowników Twittera. Pojawiamy się na nich z dRaiserem bardzo sporadycznie, tym razem jednak mieliśmy dobry powód.
Półtora tygodnia przed planowanym eventem, dostaliśmy zaproszenie do tajnej facebookowej grupy „Pomidor”, która została założona przez LANcastera.
Pozwolę sobie zacytować cel całego przedsięwzięcia:

Zebraliśmy się tutaj. Zebraliśmy się tutaj… Zebraliśmy się tutaj aby omówić to co będzie się działo 15.07.
Po pierwsze, będzie Tweetup.
Po drugie, trzydzieste urodziny Małgosi.
Po trzecie, ja kupuję pierścionek, Wy kibicujecie, Małgosia patrzy z niedowierzaniem jak go zakładam jej na palec i płacze.
O czymś zapomniałem? :>

Przez półtora tygodnia dane mi było śledzić „spiskowanie” na fejsie, a potem świadkować całemu wydarzeniu.
I muszę powiedzieć – WOW!
Niby dla mnie, jako świadka, nie powinno być elementu zaskoczenia, ale i tak napięcie było niesamowite.
LANowi w trakcie głos drżał z emocji, Gosia powiedziała „tak”, a ja popłakałam się ze wzruszenia.
Muszę przyznać, że nie jestem wielką zwolenniczką publicznych oświadczyn (a przynajmniej nie chciałabym być bezpośrednią zainteresowaną w takim evencie ;)), ale jestem niesamowicie wdzięczna LANcasterowi za zaproszenie do udziału i obdarzenie zaufaniem. Pierwszy raz świadkowałam takiej uroczystej chwili i emocji z tym związanych nigdy nie zapomnę.

A LANcasterowi i Avdotii życzymy z dRaiserem dużo szczęścia i opanowania w trakcie przygotować do ślubu 😉

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 18.07.2013. Komentarzy (Możliwość komentowania Wielki wzrusz została wyłączona) Posted in całe życie z wariatami, Imprezy, związki Tagi: , , , ,

Praniegotowanie!

Jakiś czas temu wygraliśmy w konkursie organizowanym przez zaprzyjaźniony komiks, w związku z tym dzisiaj ukazał się odcinek z naszym udziałem!
Strasznie się jaram!

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.12.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Praniegotowanie! została wyłączona) Posted in Bez kategorii Tagi: , , ,

Współlokator pilnie poszukiwany

No i moi drodzy, nadszedł ten straszliwy dzień, w którym dotychczasowy Współlokator oznajmił Kotu, że się wynosi do innego lokum. Uściślając, wynosi się z końcem maja, zostawiając Kota w kropce. Znaczy się w połowicznie pustym mieszkaniu, a sam zamierza zamieszkiwać ze swoim kumplem – znanym z opowieści o Szalonezie, Białym.
Swoje przemyślenia w związku z całą sprawą Kot zostawi dla siebie (no i może dla Łobuza, któremu się wyżalał), za to przejdzie do sedna: Kot poszukuje nowego współlokatora. Względnie współlokatorki, chociaż nie ukrywa, że wolałby raczej mieć w mieszkaniu mężczyznę.
Do wynajęcia jest samodzielny pokój w Warszawie, na Pradze przy zajezdni – przystanek od pętli tramwajów 7 i 13. W pokoju na wyposażeniu jest łóżko z materacem, otwarta szafa przykręcona do ściany, szafeczka, taboret i 1 półka. Na życzenie potencjalnego lokatora jest możliwość wynegcjowania dodatkowego sprzętu od Właściciela. W grę wchodzi również pomalowanie ścian, etc. przed wprowadzeniem się. Mieszkanie jest dwupokojowe z małym przedpokojem, kuchnią i łazienką. W łazience wanna. Na wyposażeniu mieszkania kuchenka gazowa, pralka, lodówka, zamrażarka, mikrofalówka, Internet Aster (2/4 MB). W planach Kot ma mały remont kuchni i łazienki, ale to dopiero w okresie wakacyjnym.
Właścicielem mieszkania jest przesympatyczny Muzyk, który zasadniczo w mieszkaniu się nie pojawia, za to prezentuje podejście pt.: „róbta co chceta, dopóki nie wiąże się to z permanentnymi szkodami”.
W drugim pokoju, zamieszkuje autorka niniejszego wpisu – wariatka, ale nieszkodliwa (chyba że jej zabraknie mleka do porannej kawy), dużo przebywająca poza domem oraz kot Kotlet – najbardziej przyjazny kot pod słońcem.
W kwestii finanasowej: miesięczny czynsz: 600 zł (620, jeśli delikwent życzy sobie akces do Netu) oraz raz na dwa miesiące (płatne w miesiące parzyste) rachunki za prąd i gaz (wg aktualnej prognozy ok.100 zł/os. wg najwyżej prognozy, jaką do tej pory mieliśmy – 150 zł/os).
Od potencjalnego współlokatora oczekuje się, że nie będzie psychopatą/gwałcicielem/seryjnym mordercą, płatności w terminie (znaczy się na samym początku miesiąca) oraz minimalnego poczucia odpowiedzialności za wynajmowane lokum i stan jego czystości (Kot nie jest pedantem, ale uważa, że naczynia powinno się myć zanim ostatni talerz zostanie zabrudzony, etc.).
Jeśli współlokator/współlokatorka się nie znajdzie, Kot będzie zmuszony się wyprowadzić z powrotem do Domu Rodzinnego, co, jak powszechnie wiadomo, napawa Kota dzikim obrzydzeniem.
Właściciel poinformowany o sytuacji ustalił deadline – 15 maja. Do tego czasu Kot ma się określić, czy udało mi sie znaleźć kogoś, czy się wynosi. Tak więc czasu nie ma dużo.
Na wszelkie pytania Kot chcętnie odpowie.
Kontakt via mail: okoczek@gmail.com oraz via gadu-gadu: 1729736

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 23.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Współlokator pilnie poszukiwany została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,

Z dedykacją

And now for sth (not so) completely different…

[Tak, Kot wie, że powinien zajmować się czymś ciut innym, ale już jest strasznie zmęczony, a pisanie notki, nawet najkrótszej jest znacznie przyjemniejsze nż przyswajanie wiedzy na temat e-learningu.

So…]

W ramach bycia Kotem konswekwentym i niełączenia życia prywatnego z pracą, Kot organizuje u siebie posiadówę pod hasłem „Jest środa – idealny dzień na degustację Cytrynówki”. W zasadzie miał tylko zaprosić dwoje znajomych z pracy, którym zaproszenie obiecywał od stuleci, ale nagle spontanicznie zaprosił jeszcze tego i tamtego, rozważa zaproszenie jeszcze dwóch osób, spodziewa się też dwojga byłych współpracowników; sobotę spędził u Łobuza*; co więcej temu ostatniemu całkiem poważnie zaproponował wprowadzenie się, jeśli faktycznie czarny scenariusz wypieprzania go z mieszkania wejdzie w życie….
Taaa…. Kocie – w tym życiu nie dostaniesz tytułu Miss Konsekwencji. W następnym też nie. Ani w żadnym z pozostałych sześciu.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 19.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Z dedykacją została wyłączona) Posted in Imprezy, życie kota Tagi: , , , ,

Od jutra nie piję i nie imprezuję. Serio, serio.

Zaczęło się od wypłaty. To znaczy ona przyszła dzień przed przewidywanym terminem i trafiła na koci mocno średni humor, a także na kocią matkę. Kot Poszedł do sklepu z myślą, żeby lekko uzupełnić zapas alkoholu w domu (nie mieliśmy nawet pół butelki wygazowanego piwa), a przede wszystkim kupić jedzenie. Tylko że w trakcie zakupów telefonicznie objawiła się kocia Rodzicielka i nagle w kocim koszyku zamiast jednej butelki czegoś dobrego i dużej ilości nabiału, znalazły się 4 butelki i pięciopak budyniu. Nikt nie ma tak destruktywnego wpływu na Kota jak Rodzicielka. Tego samego wieczora Kot opróżnił 2 z 4 butelek, a w trakcie trzepnął się do sklepu po jeszcze jedną (rozsądnie uznając, że po wypiciu 2 butelek wina, nie powinien przerzucać się na vermoutha). Tej samej nocy Igor wpadł do mieszkania ze znakiem drogowym.
Następnego dnia wypadało piwo pracownicze z okazji pensji, po którym przenieśliśmy się do Łobuza, gdzie ja miałam się grzecznie zwinąć w kłębek, a chłopcy grać, ale spontanicznie wszyscy razem piliśmy. Kot odniósł poważne wrażenie, że do pracy na 12 dotarł jeszcze nie-trzeźwy. Po pracy miau Kot jechać grzecznie do domu, ale napadł go Phoenix informacją o Szewcowym ognisku, więc plan uległ drobnej modyfikacji. Z ogniska wrócił w środku nocy, po przemierzeniu na piechotę kawałka Młocin, a że był dość podkur….ny z powodów, na które spuścimy zasłonę miłosierdzia, to likier czekoladowy kupiony z ciekawości came in handy.
W sobotę już Kot był dzielny i po raz kolejny przesunął swój debiut na blipiwie, zamiast tego sprzątał mieszkanie, które przez te kilka dni zamieniło się w jakąś strasznę melinę i wszystko, I mean WSZYSTKO, leżało na wierzchu ku uciesze Kotleta. A że sprzątanie Kot zaczął od sprzątnięcia resztki zawartości ze stojącej na podłodze butelki wina, to inna kwestia.
W niedzielę był koncert kociego ukochanego duetu Tak Po Prostu. Kot miau zahaczyć tylko na 1 seta, a potem się uczyć, ale zostal do końca zauroczony po raz kolejny Głosem Chłopca, bo, wstyd przyznać, wspomnienie o jego cudowności zdążyło się lekko zatrzeć.
W poniedziałek i wtorek chyba nawet Kot nie szalał za bardzo, ale za to w środę pognał do Przechyłów, a potem do Łobuza, w związku z czym czwartkowa wizyta u dentystki nie doszła do skutku. W czwartkowy wieczór z kolei celebrowaliśmy urodziny kolegi Grzegorza. Impreza zaczęła się o 20 i było… zdecydowanie interesująco. Tym razem nawet udało się Kotu wziąć aparat i ma kompromitujące materiały dowodowe 😉 Do domu Kot wrócił koło drugiej i to tylko dlatego, że wpadliśmy z Łobuzem na pomysł, że dalsze oglądanie animki w środku nocy i po X litrach piwa to doskonały plan, więc zapakowaliśmy się w taksówkę. I może nawet udałoby się nam obejrzeć więcej niż 1 odcinek, gdybyśmy się wysiedli z tej taksówki pod nocnym, gdzie mieliśmy zamiar tylko kupić papierosy, a spontanicznie wylądowaliśmy z piwem dla niego i winem dla Kota (taaaak, picie wina, po tym jak się wypiło kilka litrów piwa, to znakomity pomysł – brawo Kocie!).
Całe szczęście, obudziwszy się rano, zastał Kot smsa od Pana Kierownika pod tytułem „Bądź w pracy godzinę później”, a w efekcie Kot przyszedł zamiast na 12 na 14. Uśmiał się przy tym serdecznie, bo kolega Oskar uczynił dokładnie tak samo.
Kota boli głowa (i wcale nie od kaca), lewa nereczka, lewa noga, oba płuca, a także ma spuchnięty prawy węzełek chłonny poduszny. Do tego deadline oddanie outline’u pracy semestralnej zbliża się nieuchronnie, a Kot nawet tematu nie ma w pełni sformułowanego.
Jutro jest impreza pożegnalna Grzesia, Łobuzowego współlokatora, który postanowił robić świetlaną karierę poza naszą drogą Firmą, w niedzielę tradycyjnie koncert TPP. Przynajmniej dziś próbuje Kot jechać po pracy prosto do domu, bo to imprezowanie w końcu Kota wykończy.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 08.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Od jutra nie piję i nie imprezuję. Serio, serio. została wyłączona) Posted in Imprezy Tagi: , , , ,

Emilka chce na wakacje

Moi drodzy. Kot ma przesympatyczną znajomą – Emilkę. Emilka jeszcze przez chwilę będzie pracować razem z Kotem, następnie będzie walczyć z S.E.S.J.Ą, a na wakacje chce wyjechać do Stanów. Pracować, a nie się turyzmować, żeby nie było. Ale, jak wiadomo, zanim praca przyniesie zyski, trzeba w wyjazd trochę włożyć. I właśnie w związku z gromadzeniem wkładu początkowego powstał poniższy ten oto BLOG. Zajrzyjcie moi drodzy – a nuż coś z wyprzedawanych przez Emilkę rzeczy przypadnie Wam do gustu 🙂

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 03.04.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Emilka chce na wakacje została wyłączona) Posted in Bez kategorii Tagi: ,

It’s a sign!

Czasami ze znajomymi podśmiewamy się, że Kot, jako internetowa ekshibicjonistka, praktycznie nie musi opowiadać, co nowego u niego, jako że o wszystkich ważnych wydarzeniach w kocoim życiu można przeczytać na blogu albo blipie. Są jednak ludzie, którzy kocich blogów nie czytają, głównie znajomi z pracy, i im radosne historie opowiada Kot osobiście, w ramach udawania, że jednak jest zwierząkiem społecznym i posiada śladowe umiejętności interpersonalne. Tak też dziś chciał uczynić – próbował Albercikowi i Irence opowiedzieć o najnowszym wyczynie kociego Współlokatora. Niestety, prób dokonywał stojąc na kasie i co rusz przychodził klient, zaczepiał, nie pozwalając Kotu dopowiedzieć do końca. Po tym jak po raz piąty zinteruptowano Kotu dokładnie w tym samym momencie, Albercik uznał, że pójdzie i może później będzie spokojniej i Kot dopowie, a Irenka rzuciła: „Napisz na fejsbuku, wtedy na pewno przeczytam!”. Doprawdy!

Anyway, Kot nie byłby sobą, gdyby nie tyle na fejsbuczku, co blogasku ową story umieścił.

A zatem posłuchajcie,

Wczoraj święto było niesłychane – Matki Boskiej Pieniężnej wobec czego Kot postanowił lekko uzupełnić zapas alkoholi w domu, jako że poprzedniego dnia dopijali ze Współlokatorem resztki Whiskey. Zanabył wino, a potem po chwili zastanowienia, co by w środku nocy do sklepu nie lecieć (czego i tak nie udało się Kotu uniknąć), drugie, wrócił do domu, pofarbował włosy i zaczął konsumpcję. Koci Współlokator balował w tym czasie gdzieś indziej, ale w końcu powrócił, nakarmił Kota i wraz z Białym udał się nocny spacer, mając w planach eksplorację jakiegoś opustoszałego budynku.
Kilka chwil później Kot był już pod koniec drugiej butelki wina, gdy usłyszał szczęk otwieranego zamka, a następnie mnogość niepokojących odgłosów. Zaintrygowany powstał sprzed kompa i wychylił się do przedpokoju. Wychylił się i ujrzał – Igora, Białego oraz znak drogowy. Tak, moi drodzi, dobrze widzicie – ZNAK DROGOWY. Przejście dla pieszych, uściślając. I nie to żeby samą tabliczkę przytargali, o nie nie nie, to by było zbyt soft – oni przytargali całą instalcją z długą ciężką rurą.*

Dziś rano Kot się obudził i zaspany, nie pamiętawszy o znaku, udał się do kuchnii kawę poranną sobie przygotować. Wychodzi ze swojego pokoju, a tu… znak leży radośnie w przedpokoju na podłodze, sięga do kuchni… O bogowie!

* Wprawdzie Kot ostatnio przebąkiwał, że życzy sobie zainstalawanie rury, przy której mógłby się wyginać, ale nie myślał, że Współlokator tak dosłownie potraktuje kocie słowa.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 31.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania It’s a sign! została wyłączona) Posted in całe życie z wariatami Tagi: , , , ,

Świat jest mały

Świat. Jest. Mały. Serio serio.
Opijaliśmy wczoraj przeniesienie Pawełka do Lepszego Salonu Gdzie Płaca Jest Ciut Wyższa I Nie Ma R-Boya. Piliśmy sobie grzecznie w Pawilonach, ekipą głównie z kociego piętra, ale na chwilę wpadła Przyjaciółka Pawełka. Pawełek, dobrze wychowany chłopiec, przedstawił ją wszystkim. Kot przyglądał się jej uważnie z niejasnym wrażeniem, że gdzieś już widział tę twarz. Zagadka wyjaśniła się po chwili, gdy zaczęli rozmwiać o jej byłym facecie – A. Otóż kot zna A., poznał go sto lat temu przez Fixxera i swojego czasu regularnie wpadał na niego w Perle i widywał jego ówczesną dziewczyną, Przyjaciółkę Pawełka. Pawełek miał też oczywiście okazję poznać A.
Świat jest mały, a teoria o tylko garstce prawdziwych ludzi się sprawdza.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 01.03.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Świat jest mały została wyłączona) Posted in Imprezy Tagi: , ,

Są dni, kiedy mówię: dość. Żyję chyba sobie sam na złość.*

Bo są takie dni, kiedy nic się nie udaje, kiedy wszystko irytuje, spada na człowieka, wylewa się, przypala, upada, kiedy konto, portfel, lodówka i barek świecą pustkami, w torebce ostatnie pół paczki papierosów. Są dni kiedy Kot, cały będący nienawiścią, wraca do domu po 9 godzinach w pracy do Współlokatora, który zamiast być oparciem, wysyła negatywne fluidy i przez pół dnia odkąd został bardzo serdecznie (acz dobitnie) poproszony, nie znalazł 10 minut na ogarnięcie kuchni. Są wieczory i noce kiedy przez kilka godzin Kot się miota między łóżkiem, kuchnią a biurkiem, między grą, książką a filmem, paląc papierosa za papierosem, nie wiedząc co ze sobą zrobić, marząc o kieliszku wina i dużej dawce przytulactwa, ale będąc zbyt dumnym (niezależnym, NIE-ZA-LEŻ-NYM!), żeby poprosić o pomoc…
I w taki dzień, telefon dzwoni o drugiej nad ranem, wygrywając charakterystyczną melodię, w taki dzień przyjazny głos mówi w słuchawce: „To ja za chwilę będę”. I wtedy Kotu wraca trochę wiary w ludzi, przypomina sobie Kot, że ma naprawdę fantastycznych przyjaciół….a reszta… a reszta jest mruczeniem…

* „Wciąż bardziej obcy” Lady Pank

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.02.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Są dni, kiedy mówię: dość. Żyję chyba sobie sam na złość.* została wyłączona) Posted in życie kota Tagi: , , ,

Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu?

Kiedyś dawno temu uczył Kot jak nie pisać pracy semestralnej oraz jak nie zaliczać UberWażnegoEgzaminu. Wszystkim zapewne bardzo brakowało tego malkaviańskiego kącika porad wszelakich, w związku z czym dzisiaj ów kącik powraca w zupełnie nowej odsłonie, czyli

Kot uczy jak nie kupować samochodu.

Żeby sobie Szanowni Czytelnicy nie pomyśleli, Kot póki co samochodu nie kupił i przez najbliższy czas nie zamierza, auto kupował natomiast przyjaciel kociego Współlokatora – Biały.
Przede wszystkim, jeśli chcecie odnieść epickiego faila na zanabywaniu samochodu na dobry początek musicie oszczędzić niezadużą kwotę pieniędzy i uprzeć się, że jest to kwota wystarczająca na zakupienie samochodu w dobrym stanie. Następnie umówcie się z Człowiekiem Z Łodzi na odbiór samochodu w losowo wybraną sobotę. Zaangażujcie w projekt swojego najlepszego przyjaciela, który nieopatrznie powie swojej Współlokatorce, że w jej wolny weekend jedzie do jednego z jej ukochanych miast. Współlokatorka, oczywiście, z właściwą jej stanowczością oznajmi, że ona jedzie z nimi.
Kiedy ów wstępny plan zostanie ustalony, należy w przeddzień wyjazdu zadzwonić ponownie do Człowieka Z Łodzi, z którym jesteście umówieni, tylko po to by usłyszeć, że tak, że zasadniczo to on pamięta, że się umawialiście, ale w sumie to on już sprzedał ów samochód. Siedzicie w domu wkurwieni, przeglądacie ogłoszenia, natraficie na jeszcze jedno, które wydaje się mieć sens, dzwonicie…
W/w Współlokatorka, czyli Kot, wraca do domu w piątek wieczorem, po całym dniu pracy zakończonym o 22:20 epickim tłumaczeniem klientce, dobijającej się do krat sklepu, że ten jest od 15 minut zamknięty i choćby stanęła na głowie pod kratą i tak nikt jej nie sprzeda „Gazetki Wyborczej”. Wymigał się Kot z alkoholizacji z kolegami z pracy, wiedząc, że wczesnym rankiem będzie musiał być tomny, co by dotrzeć o własnych siłach do pociągu. Kupił za to czerwone wytrawne wino, co by umilić sobie trochę ten przed sesyjny wieczór* Przekracza obładowany jak wielbłąd** próg mieszkania ok. 23 tylko po to by usłyszeć.
– Kocie, a czemu ty właściwie chcesz jechać na naszą epicką wyprawę? – pytanie padające z ust Białego.
– Bo to jest epicka wyprawa, bo Kot kocha zwiedzać, podróżować i oglądać Większy Kawałek Świata!
– A przyzwyczajona jesteś do ekstremalnej jazdy?
– Da, raz nawet dachowałam, a innym razem zakopaliśmy się jeepem w błocie pod Piasecznem…
– Hmm…. a gastrofazy masz? Chorobę lokomocyjną?
– A w życiu!
– Hmm… a nie przeszkadza ci głośna muzyka: Korn, reggae?
– Oczywiście, że nie.
– No dobra. To zbieraj się, bo 15 po północy mamy pociąg do Katowic.
To zdecydowanie był jeden z tych momentów w życiu, kiedy Kot cieszył się, że jest jedyną w swoim rodzaju hybrydą, a nie babą, bo nie dość, że spokojnie zdążył przebrać się w ciuchy bardziej podróżne, zrzucić buty na obcasie, przepakować torbę i zgarnąć aparat, to jeszcze spokojnie nakarmił i ukochał Kotleta, zajrzał do Netu i wypił kieliszek wina. Następnie już ubrany zdążył jeszcze poczekać na współtowarzyszy podróży.
Pociąg oczywiście się spóźnił, na szczęście nie dużo. Sama podróż do Katowic przebiegła spokojnie, w międzyczasie Kot dowiedział się, że jadą odebrać poloneza Caro, który w przypływie jasnowidzenia został ochrzczony Szalonezem. Na dworcu w Katowicach Kot wygrał z Igorem wyścig do automatu z kawą, wyznał mu miłość (automatu, nie Igoru) i zaspokoił nałóg. Dalszym puktem podróży były pod katowickie Świętochłowice.
W Świętochłowicach znajdował się auto komis, w którym Biały miau Szaloneza obejrzeć. Auto komis był czynny od 7, Dzielna Ekipa dojechała na 6, więc trzeba było jakoś spędzić godzinę. Można było iść na jakąś kawę i bułeczkę do piekarni, ale to by było zbyt proste. Zamiast tego chopcy stwierdzili, że świetną rozrywką będzie próba znalezienia właściwego auto komisu bez używania mapy i nie pamiętając właściwego adresu, poza tym, że to miaua być ulica jakiegoś księdza. Kot nie narzakał na takie podejście, w trakcie gubienia się w zupełnie obcym mieście udało mu się zrobić kilka całkiem ładnych zdjęć. Wszechświat najwyraźniej uznał, że takich wariatów jednak trzeba mieć w opiece, bo gdy zatrzymaliśmy się na parkingu Lidla i odpaliliśmy Igorowego GPSa okazało się, że jesteśmy zaledwie 1,8 km od celu i wcale nie poszliśmy w zupełnie złą stronę. Przy okazji udowodniliśmy, że jesteśmy w 100% dziećmi XXI wieku. Od parkingu do komisu szliśmy z włączonym GPSem, używając Igorowego laptopa jako mapy. Na miejscu byliśmy, oczywiście, pierwszymi klientami. Pan Mechanik był wyraźnie święcie oburzony, że jakiś klient ośmiela się przyjeżdżać o 7 rano do komisu, który od 7 jest czynny i jeszcze domaga się obsługi, nie pozwalając w spokoju zjeść śniadania, wypić kawy i wypalić papierosa. Szalonez okazał się być w ciut gorszym stanie niż głosiło ogłoszenie, drzwi ewidentnie zamarzły i trzeba je było otwierać siłą, przedni zderzak ciutkę odstawał, w dodatku radio było na kasety, a nie CD. Pooglądawszy samochód ze wszystkich stron, poprosiliśmy o jazdę próbną. Pan Mechanik łaskawie się zgodził, ale z góry zapowiedział, że to on prowadzi, bo mają już dość tych wszystkich Schumacherów, którzy ledwie ich dopuścić za kółko, a szaleją po okolicznych zakrętach. Nie było by w takim podeściu nic dziwnego, gdyby on sam nie przewiózł nas z ponadprzepisową prędkością, zakręcając tak ostro i na poślizgu, że Kot poważnie się obawiał, że zanim wrócą, to zaliczy drugie w swoim życiu dachowanie.
Mimo licznych wątpliwości wniosek końcowy był „A co tam! Biorę!”. Umowa została podpisana i niecałe dwie godziny po przybyciu do komisu, wyjeżdżaliśmy Szalonezem, tylko po to by zatrzymać się najbliższym parkingu i nie być w stanie ponownie go odpalić (auta, nie parkingu). Szczęśliwie Pan Mechanik, okazał się minimalnie przyzwoitym człowiekiem i zaproponował nam, że pojedzie z jednym z nas po paliwo. Po zatankowaniu samochód dalej nie chciał ruszyć, więc Pan Mechanik zarządził start metodą na popych. Sam wskoczył za kierownicę i kiedy samochód wystartował przejechał kawałek z przerażonym Kotem na pokładzie.
Kiedy oddał samochód, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy.. Na pierwszym ostrzejszym zakręcie okazało się, że Szalonez ma jeszcze jedną wadę, mianowicie przednie drzwi po stronie kierowcy spontanicznie się otwierają i trzeba je było zamknąć na sznurek przywiązany do siedzenia.
Kot nie wie, jakim cudem dojechaliśmy do Warszawy bez szwanku. Biały jest pozytywnie nastawiony względem Szaloneza – uważa, że trochę w niego włoży i będzie miau samochód, który pojeździ przez dłuższą chwilę. A jeśli się rozwali w międzyczasie…oh well… kosztował tyle, że mimo wszystko nie będzie szkoda.
Niemniej, Świetochłowskiego komisu zdecydowanie NIE POLECAMY.

* i niestety, nie mamy tu na myśli sesji RPG…
** bo raz na jakiś czas wpada Kot na szalony pomysł, że może warto by zabrać z pracy te wszystkie zalegające ubrania, buty, etc.

Przemyślenia zrodzone w ślicznej kociej główce dnia 24.01.2011. Komentarzy (Możliwość komentowania Malkaviański Kącik Porad Wszelakich – Jak nie kupować samochodu? została wyłączona) Posted in Wyjazdy Tagi: , , , , ,